Rówieśnica napisała do mnie list. Smutny list. O swojej starości, niesprawnościach, samotności, pustce, łzach. Powiedziała, jak bardzo nie akceptuje swojej jesieni i jak Jej jest z tym źle. I przyszło mi się zastanowić: a co na to moje JA? Co z moją jesienią? I co ja robię, żeby nie wpaść do tego samego, co Ona, dołka? I odpisałem:

Data dodania: 2011-06-20

Wyświetleń: 2408

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 3

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

3 Ocena

Licencja: Creative Commons

          Ja nie jestem artystą sensu stricte. Jeśli tak o sobie mówię, to raczej z przymrużeniem oka i kwaśną miną. Dużo piszę... bo mi sie ulewa. Jak dziecku. Życie mi się ulewa. Piszę w dzień i w nocy, wieczorem i nad ranem. Zmienić tryb życia na normalny? A co to jest normalność? To jest normalne życie, kiedy dwa małżeństwa nie wyszły, a trzecie jest de facto sztuczne? Normalne jest żyć pod dyktando tego, co powiedzą ludzie? To już nie można mieć własnego widzenia życia? Co z tego, że miałem tylu ludzi wokół siebie? Gdy najlepszym tego określeniem było: "samotność wśród ludzi"? Do kogo mam gadać? Do kotów?  Bo psa już nie mam, a tylko ten robił wrażenie, że słucha moich wywnętrzeń, rozumie, współczuje, nikomu nie powie i kocha. Ty się nad sobą nie rozczulaj. Wcale nie masz gorzej.

          Piszesz, żebym nie używał brzydkich wyrazów... Wiem. Niby nie powinno się. Tylko jak to zrobić, skoro aż mnie „gul” chce zadusić, jak patrzę wokół. Ale jak zaklnę, to jakby wybuchła bomba: eksplozja wyrzuca skumulowana złą energię gdzieś na zewnątrz tak silnie, że ta już nie wraca. Oczyszcza mnie z chęci bycia jadowitym, stetryczałym, złośliwym, karłowatym i typowo polskim gadem, starym na dokładkę i kalekim, który potrafi tylko robić innym tak, żeby w jego przekonaniu nie mieli oni lepiej od niego samego. Taka „wiązanka” to też forma tarczy, za którą się chowam, uciekam przed innymi i sobą samym. Też, bo taką drugą jest śmiech, żart, kpina, dowcip, lekceważenie na pokaz zagrożeń (a co mi tam choroba, a co mi tam operacja, amputacja? jeszcze, ale tylko jedna – też mi problem...). Jestem mistrzem ucieczek i ludzkim ślimakiem, który ma kilka skorup precyzyjnie wybudowanych i przygotowanych, by się w którejś schować, aby nikt nie zgadł, w której jestem i czy na pewno jestem. Więc się nad sobą nie rozczulaj. Stwórz swoje tarcze.

          Nie patrz na swoje ciało, jeśli nie chcesz lub nie umiesz widzieć plusów. Lustro… Dlatego ja golę się tylko raz na tydzień. Mam tyle, na ile się czuję. Czuję się na 25. A, że mam różne ograniczenia. No to mam i nie dlatego, że nie mogę tylko bo mi sie nie chce. Ja w to uwierzyłem i jest mi teraz samemu ze sobą znacznie lżej. I przestałem się buntować od kiedy zrozumiałem, że Bóg nie miał w tym żadnego udziału. Że to ja sam sobie tak ułożyłem plan życia, by doświadczyć i nauczyć się umieć pozytywnie znaleźć w zaplanowanych, konkretnych zdarzeniach, jakie mnie spotykają. To szkoła doskonalenia mego ducha. Mej duszy. Lekcja, którą przerabiam w szkole zwanej Ziemia. Lekcja z jednym przedmiotem: ŻYCIE - ze sobą, z innymi, wśród innych, dla innych i bez innych też. A w tej lekcji jest również strata (czyjaś śmierć), odnowienie (urodziny), spotkanie (poznanie), współbycie (obcowanie z innymi), sterowanie uczuciami (miłość, nienawiść, przyjaźń, tolerancja, wrogość, obojętność itd.), korzystanie z wolnej woli (dokonywanie ocen i  wyborów – czasem i tych niewłaściwych), nauka świadomości, następstwa konsekwencji i ich rozumienia. Zrozumienie i umiejętność odpowiedzenia sobie na pytania: po co i dlaczego tu jestem? Co mam do zrobienia? Czy zrozumiałem i czy umiałem? Czy już załatwiłem tu wszystko i czas odejść, by się rozliczyć? Rozliczyć siebie wobec własnej duszy. Nie Boga. On jest wszechobecną miłością i nie będzie mnie karał, bo mnie kocha i wie, że ja sam będę wiedział, co powinienem zdecydować patrząc na swoja cenzurkę. Po prostu Szkoła. Gdy więc tak na to zacząłem patrzeć zrobiło mi sie znacznie lżej. Chociaż wcale nie lekko. Więc nie rozczulaj się nad sobą. Nie masz inaczej. Zmień tylko podejście do pytania: dlaczego tak mam?       

          Przecież jeśli czujesz się nie kochana, to jest to tylko Twoje odczucie. Wrażenie. Bo przecież nie wiesz na pewno, czy to jest na 100% prawda. Gdyż jeżeli jest chociaż jedna osoba, o której mogłabyś powiedzieć, że o Tobie myśli, to już śmiem twierdzić, iż mam rację. Bo nasze ja to taki wielościenny pryzmat, którego każda ściana ma inna barwę. Dlatego każdy patrząc na to samo, widzi nieco inaczej. Rusz tym pryzmatem. Pomaluj swój świat innymi barwami, zrób coś szalonego. Nie bój się. Miej przez jedną chwilę gdzieś to, co powiedzą czy pomyślą inni. Rozumiesz? Mówię o naszej polskiej, ułańskiej fantazji. Bo czas na to. Piszesz rożne teksty, a ludzie czytają je i płaczą. I dobrze, bo Ty wylewasz swój ból, a jego rozumienie przez czytelników przemawia do nich. Tylko albo pisz więcej, żeby w końcu wszystko ze środka wylać, albo spróbuj napisać coś innego - jako przeciw wagę. Zrób unik wobec samej siebie. Samo stwierdzenie, że się totalnie buntujesz, to trochę mało. Zbuntuj się rzeczywiście, fizycznie. Ciepnij o beton, co Cię gryzie, złap za gardło, przytrzymaj (tylko mocno, by się nie wywinęło) i zapytaj bez (jak to mi sama proponujesz) wulgaryzmów (co to podobno wulgaryzo-twórcę degradują): No i co teraz, ty kwiatuszku wkopany łopatką w rabatkę świeżo zroszoną nawozem z gnoiku świńskiego? A on jak byk! Ale na takie dictum hyc i w galop. Im szybciej, tym jest mniejszy, skurczybyk jeden. I tak załatwiaj po kolei każdego gryzonia Twego JA. Takie rozliczenie się, odkreślenie, zamknięcie dotychczasowego etapu pozwala stanąć na starcie do następnej konkurencji. Tylko trzeba chcieć. Bardzo chcieć. To na pewno się uda. Więc się nad sobą nie rozczulaj. Wcale nie masz gorzej.

          Nie podoba Ci się Twoja starość. A komu się podoba?! Kto tak twierdzi jest kłamczuszkiem, czyli mija się z prawdą. Starość, jako taka, rzeczywiście nie udała się Panu Bogu. I trudno.. Ale przecież kilkanaście milionów ludzi na tym padole, który są z naszego pokolenia ma tak samo! Też odczuwają takie same wewnętrzne frustracje. I całe tabuny takich pomarszczeńców przemierzają ten świat czerpiąc całymi garściami, co tylko się da. Śmieją się i cieszą, że są, że żyją, że wszystko wokół jest takie piękne. No, może z tą radością to lekko przesadziłem. Nie wszyscy i nie wszędzie mają środki, żeby być beztroskimi. Lecz mimo to nie rozczulaj się nad sobą. Wcale nie masz gorzej.

          Uśmiechnij się. Ten wiersz dedykuję Tobie.

               TAKA, PRAWDA, PRAWDA

Może na wstępie tak się umówimy,

Że każdą prawdę przełknąć potrafimy.

I żadna z tych prawd nie będzie nam straszna:

Ani ta głupia, ni zła, czy rubaszna.

Weźmy tak, dla naprzykładu,

Że, se facet złamał nogę –

Wracał, normalnie, z obiadu

I wlazł na śliską podłogę.

Mówisz: tragedia! – Jaka? Boże drogi!

Czego się martwić? – Gościu ma dwie nogi!

Ta druga nie boli. Całkiem jest zdrowa.

Nic go nie boli – ni ręka, ni głowa…

          Bo prawda taką okazać się może –

          I o tym to nawet dziecko wie –

          Że jeśli, prawda, może być gorzej,

          To znaczy, prawda, że nie jest źle.

Albo inaczej. To też z życia wzięte:

Posłem gość został i wpadł w dróżki kręte.

Bo taka dziwka ta polityka:

Równo salony i cele przenika.

Gościu miał klej na paluchach

(chociaż parlamentarzysta) –

Przykleiła się kapucha.

Krzyczą nań, że aferzysta.

Sąd się nie kwapi: są immunitety.

Reszta też mamrze: tak… wprawdzie… niestety…

A to łeb taki i pomyślał prędzej!

Wziął tylko tyle, a przecież mógł więcej…

          Bo prawda taką okazać się może –

          I o tym to nawet dziecko wie –

          Że jeśli, prawda, może być gorzej,

          To znaczy, prawda, że nie jest źle.

A mądrych mamy przecież więcej: w rządzie,

W policji, w bankach, kolei, i w sądzie.

Sprzedane Pomorze oraz Mazury,

Fabryki, kopalnie i ropą rury.

Za łapówkę się sprzedaje,

Więc już więcej nie wymieniam.

I nie ważne, kto, co daje –

Tyle jest do ukradzenia…

Permanętnie trwa od lat i bezkarnie

Wyścig Narodu: kto więcej ukradnie.

Jak długo to „trwa mać”? Takie pytanie.

I tylko jedna jest odpowiedź na nie:

          Że prawda taką okazać się może –

          I o tym to nawet dziecko wie –

          Że jeśli, prawda, może być gorzej,

          To znaczy, prawda, że nie jest źle.

Więc słuchaj. Rozumiem, że jest ci przykro:

Ukradli ci meble. Wszystkie. Też wyrko.

Samochód z garażem razem spalili.

Żona się puszcza, a syna pobili.

I właśnie dzisiaj z roboty

Wywalił cię szef bez odprawy –

Zwymyślał cię od idioty,

Choć sam jest, przecież, głupawy…

Na dnie tym marzysz o jakiejś poprawie…

Lecz zamilcz. Posłuchaj, co piszczy w trawie:

Nie zawsze „lepiej” ma oznaczać „lepiej”,

Gdyż takie „lepiej” może zwać się Lepper…

          Bo prawda taką okazać się może –

          I o tym to nawet dziecko wie –

          Że jeśli, prawda, może być gorzej,

          To znaczy, prawda, że nie jest źle.

                   04.05.2005 r.

                       0236

Licencja: Creative Commons