Kiedyś z pewnością, co najmniej raz usłyszałeś: „sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. Niestety rozczaruję cię, w przypadku spraw o długi, nie istnieje praktycznie możliwość obrony bez fachowej pomocy prawnej, co nie znaczy, że pomoże pierwszy lepszy prawnik.

Data dodania: 2019-02-25

Wyświetleń: 218

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Prawniczy żargon, a długi

Jako szary obywatel, nie znający zasad prawnych, ani działań w sądach, masz obowiązek znać wszelkie procedury. Dlaczego? Jeżeli jesteś mechanikiem samochodowym, wiesz, co to jest panewka, korbowód, czy zawór. Natomiast nie musisz wiedzieć, co to jest pozew. A jednak sąd niczego nie tłumaczy. Te informacje musisz pozyskać sam. Natomiast prawnik nie musi wiedzieć, co to jest korbowód, panewka, czy zawór, gdy prowadzi samochód do mechanika.

Różnica jest taka, że twoja niewiedza może cię wiele kosztować. Możesz zapłacić ogromną cenę, jeżeli nie posiadasz wiedzy prawnika lub nie skorzystasz z pomocy prawnej. Sprzeciwić w sądzie na przykład od nakazu zapłaty, możesz się tylko raz. Potem zostanie tylko płacić.

Nie chroni cię, ani Konstytucja, ani Konwencja o Ochronie Praw Człowieka, ani Karta Praw Podstawowych UE. Te bowiem dokumenty niesłusznie nazywane są „prawem wyższym” i rzadko ich treść znają prawnicy, którzy poznali ustawy stworzone w roku 1964, gdy obowiązywała Konstytucja PRL-u. Według wyżej wymienionych dokumentów — wszystkich trzech, które dają normy prawa w kraju, żadna sprawa nie może odbyć się bez twojego udziału — krótko mówiąc. Pod wyrokiem sądu musi podpisać się sędzia, czyli osoba uprawniona, a wyrok powinien zostać ogłoszony publicznie.

W wielu krajach — wiemy to z filmów — kapitan na statku miał prawo do udzielania ślubów. Tak. Tylko nie w Polsce. Polski kapitan takich uprawnień nie posiadał i w przypadku udzielenia ślubu nie mógł on zostać uznany za legalny, czego dowiadujemy się z książek K. O. Borchardta. Prawa tego nikt nie kwestionował i kapitan zawsze odmawiał, żeby nie płacić potem alimentów. Natomiast w polskim sądzie pod wyrokiem może podpisać się ktokolwiek i nie ponosi konsekwencji, pomimo tego, że najwyższe akty normatywne powinien mieć w małym palcu.

Poszedłem do prawnika i mówię: „Konstytucja”. Prawnik pyta: „co?”. „Konstytucja, najwyższy akt normatywny, wyznacznik wszelkiego innego prawa, wola narodu”. Na co prawnik odpowiada: „o czym pan w ogóle mówi? W Polsce są ustawy stworzone przez sejm”.

Powyższy przykład ukazuje, że ten prawnik, tak jak większość prawników, wykształcenie swoje zdobył za zsiadłe mleko, a nie na podstawie wiedzy o prawie. Prawnik nie jest żeby kogokolwiek bronić, ale żeby zarabiać pieniadze na twojej nieznajomości prawa. 

Brak świadomości wolnego człowieka w Polsce, odbija się na każdej dziedzinie życia. Wolny człowiek decyduje o sobie sam. Za niewolnika decyzję podejmują jego panowie.  

Kiedy mówimy o ofiarach totalitaryzmu, nie bierzemy pod uwagę, że sami dziś, tymi ofiarami jesteśmy wszyscy. Nie wielu pamięta, nie wielu wie, o tym, że tuż po zakończeniu II Wojny Światowej, polscy sędziowie, którzy nie chcieli sądzić na modłę nowego systemu (komunizmu), trafiali do więzień, gdzie odchody oddawali do miski, do której potem, bez mycia, nakładano im jedzenie — taką karę dostali tylko i wyłącznie za chęć działania zgodnie z prawem. Po II wojnie światowej wielu musiało płacić kredyty za samochody, które stracili w wyniku działań wojennych. I pomimo tak wielu lat, po obaleniu totalitaryzmu, świadomość wolnego człowieka nadal nie powróciła. Ludzie boją się walczyć o swoje prawa przed sądem, a w sądzie umieją obronić się tylko więźniowie, zamknięci w celach, od innych poznają sposoby działania, a te okazują się efektywne — w dodatku dostają najlepszych prawników z urzędu, którzy doskonale reprezentują ich interesy, bo prawnik z urzędu działa na korzyść bronionego.

Licencja: Creative Commons