Każdy z nas coś tworzy. Jednak dzielenie się efektami swojej pracy twórczej w Internecie czasami kończy się plagiatem. Takim sposobem długo pisany tekst zostaje podpisany nazwiskiem kogoś innego i nie dostajemy uznania za włożony w tworzenie trud. Jak radzić sobie ze złodziejami własności intelektualnej w sieci?

Data dodania: 2015-08-19

Wyświetleń: 869

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Co robić przy spostrzeżeniu plagiatu?

Najlepiej poradzić się prawnika specjalizującego się w prawie autorskim. Podpowie on, co można w takiej sytuacji zrobić i gdzie udać się w pierwszej kolejności. Na początek dobrze jednak skontaktować się z samym sprawcą plagiatu – jeżeli w sieci zostały skopiowane jedynie fragmenty dzieła, bardzo możliwe, że uda się wynegocjować albo usunięcie treści, albo dopisanie jako twórcy realnego autora. Jeżeli negocjacje nie dochodzą do skutku, to warto skontaktować się z administracją serwisu, w którym zostały zamieszczone. W większości przypadków powoduje to usunięcie skradzionych treści, czasami również skasowanie konta plagiatora.

Komplikacje

Dużo gorzej wygląda sytuacja w przypadku bardziej krzywdzącej kradzieży, jak np. wydania książki składającej się w większości ze skradzionego materiału. Wówczas kontakt z „autorem” zwykle nic nie daje. Najlepiej porozumieć się z wydawnictwem, a jeżeli to nie pomoże (choć to bardzo nikła możliwość, zwykle wydawcy są uczuleni na możliwość plagiatu i poważnie traktują takie oskarżenia) zostaje złożenie doniesienia do prokuratury. Następuje wówczas długie i żmudne dochodzenie.

Prawo jednak nie zawsze musi stać po naszej stronie, dlatego warto skorzystać z usług doświadczonej kancelarii prawnej, ponieważ osoby tam pracujące zwykle posiadają gruntowną wiedzę na temat prawa autorskiego.  Wsparcie tego typu kancelarii pomoże w przebiegu śledztwa i zabezpieczy przed niespodziewanymi trudnościami.

Plagiat studencki

Plagiat stanowi w dużej mierze także problem uczelni wyższych. Studenci, niestety, korzystają czasami z gotowych tekstów, które oddają do recenzji pod własnym nazwiskiem. Ten proceder został już ukrócony, ponieważ wprowadzono wiele programów przeszukujących zasoby Internetu i porównujących tekst studenta z istniejącymi publikacjami. Obecnie przy pokryciu się 30% słów pracy dyplomowej z opublikowanym już dziełem, stwierdza się plagiat. Wówczas kończy się to unieważnieniem uzyskanego dyplomu lub nawet wydaleniem z uczelni.

Ochrona przed takim przestępstwem okazuje się prosta – udostępnianie publikacji naukowych do baz, które wyłapują plagiaty – jedną z nich prowadzi Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie. W kwietniu, w Warszawie, przyznano nawet 12 certyfikatów Uberrima Fide (łac. z najwyższą starannością) za wdrożenie najlepszych procedur antyplagiatowych.

Plagiat oznacza zawsze przestępstwo, dlatego grozi za to nawet ograniczenie lub pozbawienie wolności do lat 3. W najkorzystniejszym razie będzie się to wiązało z kosztami finansowymi. Nie warto zatem korzystać z czyjejś pracy. W przypadku naruszenia własności dobrze najpierw próbować porozumieć się polubownie z drugą stroną bez wstępowania na drogę sądową. W przypadku niekorzystnego obrotu spraw, dobrze mieć przy sobie zaznajomioną z tematem kancelarię prawną, która w razie stwierdzenia wysokich strat z tytułu przywłaszczenia sobie praw autorskich pomoże uzyskać odszkodowanie w sądzie lub na drodze ugody.

Licencja: Creative Commons
0 Ocena