Nowa adhortacja apostolska Ojca Świętego Franciszka "Laudate Deum" ma wydźwięk wręcz alarmistyczny. Czuje się, że wyraża już nie tylko troskę o nasz wspólny dom, ale ociera się o przerażenie i lęk o nasze dalsze istnienie i los ludzkości. To już nie wołanie z encykliki Laudato si’, ale alarmujący krzyk. Krzyk w obronie Ziemi, której coraz bardziej zagrażają zawinione przez nas ludzi globalne zmiany klimatyczne.

Data dodania: 2023-10-05

Wyświetleń: 310

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Oby nie było jeszcze za późno

Tak tragicznego i alarmującego tonu nie było jeszcze dotąd w niosących zwykle otuchę i nadzieję dokumentach katolickich. Ale trzeba przyznać, że sytuacja rzeczywiście jest poważna. Grozi nam – chociaż nie wiadomo dokładnie kiedy – przekroczenie punktu krytycznego, po którym będą już nieodwracalne zmiany niszczące w szybkim tempie naszą planetę.

Papież woła: „Skończmy wreszcie z nieodpowiedzialnymi kpinami, które przedstawiają tę kwestię jako jedynie ekologiczną, „zieloną”, romantyczną i często wyszydzaną ze względu na interesy gospodarcze. Przyznajmy wreszcie, że jest to szeroki problem humanitarny i społeczny na wielu poziomach, dlatego wymaga zaangażowania wszystkich. Często, przy okazji konferencji klimatycznych, uwagę przyciągają działania tak zwanych grup „zradykalizowanych”. Odrzucając wszelkie formy przemocy i instrumentalizacji, należy odczytywać w takich prowokacjach konieczność, aby społeczeństwo jako całość wywierało zdrową presję, ponieważ to każda rodzina powinna myśleć, że stawką jest przyszłość ich dzieci.”

I także: „Uważam, iż niezbędne jest podkreślenie, że „poszukiwanie jedynie technicznych środków zapobiegawczych na każdy problem ochrony środowiska, jaki się nasunie, oznacza wyizolowywanie spraw, które w rzeczywistości są ze sobą powiązane, oraz ukrywanie prawdziwych i głębszych problemów systemu światowego”. Prawdą jest, że wysiłki adaptacyjne są niezbędne w obliczu nieodwracalnych szkód krótkoterminowych; również pozytywne są niektóre działania i postęp technologiczny w zakresie pochłaniania lub wychwytywania emitowanych gazów; ale grozi nam, że utkniemy w logice łatania, naprawiania, wiązania drutem, podczas gdy pod spodem trwa proces degradacji, który nadal napędzamy. Zakładanie, że każdy przyszły problem może zostać rozwiązany przez nowe interwencje techniczne, jest zgubnym pragmatyzmem, który spowoduje efekt lawinowy.”

Oraz dalej: „Jeśli istnieje szczery interes w sprawieniu, aby COP28 stał się historyczny, aby przyniósł nam zaszczyt i uszlachetnił jako istoty ludzkie, to możemy jedynie oczekiwać wiążących form transformacji energetycznej, które miałyby trzy cechy: byłyby skuteczne, wiążące i mogły być łatwo monitorowane. Ma to na celu zainicjowanie nowego procesu, który byłby drastyczny, intensywny i mógłby liczyć na zaangażowanie wszystkich. Nie stało się to dotychczas, ale jedynie poprzez taki proces można przywrócić wiarygodność polityki międzynarodowej, ponieważ tylko w ten konkretny sposób możliwe będzie znaczne zmniejszenie emisji dwutlenku węgla i uniknięcie w porę najgorszego zła. Ufajmy, że ci, którzy podejmą działania, będą strategami zdolnymi do myślenia o wspólnym dobru i przyszłości swoich dzieci, a nie o partykularnych interesach kilku krajów lub firm. Oby w ten sposób okazali szlachetność polityki, a nie jej hańbę. Ośmielam się powtórzyć to pytanie skierowane do możnych: „dlaczego usiłuje się dziś zachować władzę, która okazała się niezdolna do interweniowania, gdy było to naglące i konieczne?”

Takimi słowami Kościół jeszcze nie przemawiał, jak dotąd. Uderzenie w ten ton jest jednak spowodowane tragizmem naszej sytuacji. Widzimy choćby kryzys migracyjny, który w dużej mierze jest spowodowany coraz trudniejszymi warunkami życia na południowej półkuli Ziemi. Jeśli będziemy dalej zwlekać z odpowiednimi środkami zaradczymi, konsekwencje zmian klimatycznych mogą dotknąć bezpośrednio i nas.

Oby nie było jeszcze za późno. Jeszcze...

Licencja: Creative Commons
0 Ocena