0
głosów
- +

Dobry tłumacz, niedobre tłumaczenie

Autor:

Aktualizacja: 03.06.2008


Kategoria: Biznes i Ebiznes / Obsługa Klienta


Artykuł
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 5249 razy czytane
  • 3 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Jeśli korzystasz z usług tłumaczy, zamawiasz tłumaczenia pisemne lub ustne, to opisana historia może ci oszczędzić wydatków, czasu, strat lub innych problemów.


Udało mi się kupić w Internecie zalecany przez mojego lekarza dość specjalistyczny przyrząd.
Po rozpakowaniu okazało się, że ma mnóstwo przełączników, gałek, wskaźników i duży ekran. Dalej … ani rusz.
Na szczęście do przyrządu dołączona była dość pokaźna instrukcja obsługi. Moja skąpa angielszczyzna, plus angielszczyzna studiującego syna okazały się mało przydatne. Instrukcja wymagała biegłej znajomości języka i doświadczenia w jego interpretacji. Innymi słowy bez profesjonalnego tłumaczenia instrukcji przyrząd pozostanie bezwartościowy.
Na pomoc pospieszył mój znajomy. Dobry tłumacz? Znam takiego, korzystam z jego usług od kilku lat i jestem zawsze zadowolony. Dzwonię do wskazanego tłumacza, dziele się swoim problemem i oferuję możliwość zarobku. Tłumacz początkowo odmawia, wykręca się brakiem czasu, więc zgodnie z regułami negocjacji podbijam cenę, aż wreszcie dobijamy targu. Drogo, bo drogo, ale dobry tłumacz kosztuje, a zdrowie jest bezcenne.


W uzgodnionym terminie otrzymuję polski tekst instrukcji i zabieram się do studiowania przyrządu i jego obsługi. Zaczynają się prawdziwe schody. Po kilku zrozumiałych stronach kolejne nafaszerowane są angielskojęzycznymi nazwami (bo tak jest w oryginale – tłumaczy mój tłumacz) i zdaniami, których nie jestem w stanie zrozumieć ani domyśleć się ich sensu. Przykładowe zdanie „Wtedy idź do Tablica kontrolna > System i Utrzymanie > System”. Konia z rzędem temu, kto to rozumie.
I to byłby koniec gdyby nie kolejny znajomy, który radzi zanieść ten pasztet do biura tłumaczeń z prośbą o ocenę tłumaczenia lub jego poprawę.
Następnego dnia słyszę pytanie „Kto Panu to tłumaczył?” No jak to kto – odpowiadam – dobry tłumacz! Okazało się, że tłumaczenie nie było dobre, a dokładnie było złe, bo dosłowne, słownikowe, i to wykonane przez osobę niemającą pojęcia o technice czy instrukcjach obsługi.
Zbulwersowany kosztami bezwartościowego tłumaczenia dzwonię najpierw do znajomego. Kogo ty mi poleciłeś? To żaden tłumacz!
Jak to żaden – odpowiada. Każdego miesiąca tłumaczy dla mnie po kilkadziesiąt stron, i to dobrze tłumaczy.
Instrukcji obsługi? Nie, do mojej kancelarii przychodzą same umowy, pozwy, pisma prawnicze. Tłumacz jest w tym świetny.
Odłożyłem słuchawkę z rezygnacją.
Od dziś wiem, że dobry tłumacz , to tłumacz wyspecjalizowany w tematyce tekstu do tłumaczenia.
No cóż, nauka kosztuje, moja też. Ale ty możesz oszczędzić. Wystarczy, że wyciągniesz wnioski.

Historię z życia spisał: Stanisław Buczyński
LIDEX tłumaczenia pisemne i ustne

Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.
Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij