Kiedy byłam dzieckiem, mieszkałam w dziesięciopiętrowym wieżowcu w centrum Lublina, bardzo niedaleko słynnego wąwozu lessowego. Z siódmego piętra co roku jak zahipnotyzowana, w przedziwnym transie oglądałam wyścigi, pokazy balonów, jakie się tam odbywały. Jak się to ma do rozwoju i motywacji? Zapraszam do lektury :)

Data dodania: 2011-06-23

Wyświetleń: 1370

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

balony

Kiedy byłam dzieckiem, mieszkałam w dziesięciopiętrowym wieżowcu w centrum Lublina, bardzo niedaleko słynnego wąwozu lessowego. Z siódmego piętra co roku jak zahipnotyzowana, w przedziwnym transie oglądałam wyścigi, pokazy balonów, jakie się tam odbywały. Przecudne, kolorowe dziwnokształtynajpierw leżały na trawie tworząc nieskończonej wielkości bajkowy, kolorowy dywan aby zajakiś czas (nigdy nie zdołałam się zorientować ile to tak naprawdę trwało) zaczynały się podnosić, jakby wielkie, mięciutkie poduszeczki do skakania, aż po długim czasie stawały jeden obok drugiego piękne, kolorowe balony. Chwilę później cudownie, niesamowicie lekko odrywały się do ziemi i szybowały gdzieś daleko. Najpierw zasłaniały całe niebo, potem spokojnie odpływały gdzieś w tylko sobie znanym kierunku. A ja cały czas siedziałam i patrzyłam, podziwiałm piękne kolory, które wyglądały imponująco na tle szarych zazwyczaj budynków.

To był taki mój ulobiony czas w roku, kiedy siedząc godzinami na niewygodnym, drewnianym stołku przy oknie przenosiłam się w cudowny świat. Trwało to bardzo długo. I absolutnie nic nie było w stanie mnie wytrącić z mojego wpatrywania się w kolorowe balony. Nigdzie się nie spieszyłam, to był całkowicie mój czas.

Teraz bardzo mi brakuje tych zawodów, piękne to było widowisko. Ale do czego zmierzam? W zasadzie nie było żadnej siły, która mogłaby mnie oderwać od okna wtedy. To był mój czas. Nie zrażało mnie to że nie od razu nie widziałam gotowych balonów w pełnej okazałości. Cieszył mnie sam proces- balony magicznie rosły w wąwozie i później równie długo odlatywały zanim zniknęły na dobre za horyzontem. Włoci mają takie określenie: festina tarde -spiesz się powoli.  I obserwuj, żyj życiem a nie mżonką tego co było albo co mogłoby być. Jest tu i teraz. I nigdy się nie powtórzy. Pewnego roku już nie było zawodów ( a może ja dorosłam i byłam akurat w szkole- tego nie wiem). Ale dopóki były cieszyłam się nimi tak jakby miały się te kolorowe cudeńka nie pojawić już nigdy.

A na codzień? Spiesz się powoli- również nie wszystko na raz możesz zrobić. Nie chodzi przecież o to żeby osiągnąć w jeden miesiąc wszystko co tylko możliwe, ale żeby czerpać z życia tą niesamowitą radość. Pamiętam też chwile kiedy z książką "Pod słońcem Toskanii" siadałam w zaprzyjaźnionej kawiarence i zamawiałam cappucino. Czytałam dziennie może 6, a  może 10 stron. Ale czułam się jakbym spacerowała alejkami klimatycznych toskańskich miasteczek albo po wzgórzach pachnących ziołami i słońcem. To trwało może 10 minut i było czymś pozornie zbędnym. Z zewnątrz nie różniło się niczym innym niż picie kawy i czytanie podręcznika konstrukcji budowlanych (no, może wyrazem twarzy i uśmiechniętymi oczami) a dla mnie stanowiło część dnia, w której mogłam się całkowicie zrelaksować, przenieść na chwilę do Włoch i przede wszystkim nie spieszyć się.

Tak naprawdę chodzi o to żeby żyć i osiągać sukcesy? Cyz o to żeby żyć życiem? Nie pamiętam kto to napisał, ale cytat bardzo mi się podoba: "Pod koniec życia nie będziesz się zastanawiał ile żyłeś lat tylko ile życia w tych latach miałeś".

Mój mentor- Tony Robbins z kolei powiedział kiedyś że pod koniec życia nie będziesz pamiętac co osiąnąłeś. Przypomną Ci się te momenty, w których czułeś się całkowicie spełniony.

Na pzrykład podczas spotkań: nie chodzi przecież o to żeby się spotykać z ludźmi i nerwowo patrzeć na zegarek albo co chwilę sprawdzać czy ktoś nie napisał przypadkiem smsa. Dla mnie absolutną koniecznością jest pozwolić sobie na to że przez te pół godziny, godzinę, czy dwie jestem tu i teraz z moimi przyjaciółmi, którzy są dla mnie ważni i z którymi chcę po prostu pobyć. I być całkowicie przy nich, bo tego też oczekuję od nich, na tym polega sens takich spotkań. Kiedy jadę na wakacje, nie myślę o pracy, nie myślę o tym co będę robić jak wrócę- po prostu cieszę się pięknym słońcem. Festina tarde. Spiesz się powoli. To prosty przepis na to aby poczuć życie. Aby w pełni zobaczyć, posmakować, powąchać, dotknąć wszystko co je tworzy, cieszyć się z samego procesu. Nie gnać na oślep, byle do przodu. Cieszyć się życiem.

Tego Wam z całego serducha na dziś życzę!
Pięknego dnia!

I Festina Tarde- Spiesz się powoli!

Licencja: Creative Commons