Artykuł dla wszystkich, któzy kiedyś z jakichś powodów stwierdzili: "Nie, jestem za stary/a, już nie te czasy...". Także dla wszystkich młodych, którzy myslą, że są najsilniejsi właśnie teraz :). To masza głowa podejmuje decyzję o tym co robimy, jaki styl życia prowadzimy, co osiągamy. 

Data dodania: 2010-09-22

Wyświetleń: 1717

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 4

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

4 Ocena

Licencja: Creative Commons

A Ty co zamierzasz robić w wieku 72 lat? Tak Ernestine Sheperd, bohaterka tego filmiku (po angielsku ale sens mam nadzieję pozostał) biega 130 km tygodniowo. I tak – ta 72 letnia pani prawie codziennie podnosi ciężarki.  Zobacz tutaj filmik, na którym pokazanesą jej codzienne zajęcia

najstarszy człowiek na evereścieI kolejna refleksja- Katsusuke Yanagisawa – najstarszy człowiek Everestu. Tu z kolei 71 lat. W tym wieku to powinni (powinni?) siedzieć w fotelu i oglądać seriale. Jednak nie. Postanowili Żyć do ostatniego dnia swojego życia. Zdobywać więcej i wymagać od siebie więcej niż świat od nich wymaga. Postanowili mocniej żyć, żyć INACZEJ niż wszyscy naokoło ich. Nie szli z prądem, ale spełniali się, realizowali swoje marzenia. A przede wszystkim pracowali nad sobą – żadna z tych osób nie stała się przypadkowym gościem „Kawy czy herbaty” – to ludzie, którzy już od dawna, zanim się pojawili na pierwszych stronach gazet, pracowali nad sobą, ćwiczyli. Pewnie nieraz dużym kosztem. A przede wszystkim wiesz co? CHCIAŁO IM SIĘ. Nie użalali się nad sobą, własną niedolą i niedołężnością, mało tego, nie dopuszczali do siebie nawet myśli o niej bo nie mieli na to czasu. Byli zbyt zajęci DZIAŁANIEM.

Właśnie skończyłam czytać książkę Martyny Wojciechowskiej „Przesunąć Horyzont”. Swoją drogą też o wspinaczce na Everest i Koronę Ziemi. Martyna, pewnie to wiesz, miała wypadek, złamała kręgosłup. Wielu ludzi mówi – „a, pewnie na jednym z rajdów albo spadła podczas wspinaczki”. Nie. Złamała kręgosłup podczas wypadku samochodowego kiedy jako pasażer jechała na zdjęcia do swojego programu na Islandii. I leżąc w szpitalu, nie mając siły ani ochoty na nic zapowzięła decyzję że wejdzie na Everest, zdobędzie Koronę Ziemi. Mimo, że lekarze mówili jej że musi zrezygnować z dotychczasowego trybu życia. Że musi pomyśleć o innych sportach, że nie powinna biegać. Konsekwentnie dążyła do celu, który pojawił się przed jej oczami. Było ciężlo? Było. Bolało czasem? A jakże! A jednak! Weszła na Everest. Książka o sukcesie, o przezwyciężaniu siebie. O wspinaczce, która stała się nie tyle techniką dojścia na szczyt ile sposobem myślenia. Sposobem myślenia, że jeśli jest ci ciężko i już nie możesz dalej iść, musisz tylko przesunąć sobie horyzont. I będzie prościej.

A w życiu, na codzień? Żeby nie było tak pięknie i zagranicznie opowiem Wam o swoim jednym treningu. I jestem z tej historii i z obojga bohaterów bardzo dumna. W czerwcu postanowiłam, że będę biegać minimum co 2-3 dni. Zazwyczaj biegałam wieczorem, w nocy, jako że jestem „sową” ale ktoś mi powiedział, że rano biega się znacznie lepiej i wydajniej. Hm… czemu nie? – pomyślałam. Następnego dnia poszłam biegać o 6 rano (ledwo na oczka widziałam... ) Mniej więcej po 40 minutach wyprzedziła mnie dwójka panów (średnia wieku 70). I wiecie co? Wyprzedzili mnie! I wogóle biegli szybciej, dalej i byli w świetnej, godnej pozazdroszczenia formie. Mnie! Panowie koło siedemdzieciątki. Powodzienia Panowie, oby tak dalej.

Miałam nauczkę żeby biegać. Żeby biegać jak najwięcej. Tak, aby w ich wieku biegać jeszcze szybciej i być zdrową jak ryba.

Tego Wam wszystkim też szczerze życzę! Bo jak się ma zdrówko, ma się i siłę i możliwości do tego żeby spełniać swoje nawet najbardziej wymyślne marzenia.

Zdrowego weekendu! I zadbaj o siebie jeszcze bardziej!

 „Nigdy, nigdy, nigdy się nie poddawajcie!” Winston Churchil

Licencja: Creative Commons