Coraz częściej spotykamy ich na ulicy, śpią w tramwajach i siedzą pod sklepem – bezdomni. Jest ich w Polsce coraz więcej. Każdy jest inny, za każdym ciągnie się jego indywidualna historia. Jedni piją, aby zapomnieć, inni żyją w poczuciu wolności. Wszystko zależy, na kogo trafi...

Data dodania: 2010-07-30

Wyświetleń: 2136

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Idąc ulicą omijamy ich szerokim łukiem. Często nie pachną za ładnie, ale czemu się dziwić – nie mają łazienki. Latem śpią w krzakach, bo tam trudniej ich dojrzeć. Czasem uda się dostać do jakiejś piwnicy, to przynajmniej jest dach nad głową, gdyby padało. Człowiek bezdomny to dla nas ktoś, kto sobie na to zasłużył, bo nie pracował, bo w końcu musiała być jakaś przyczyna, że go eksmitowali lub porzucili... Tak wygląda na pierwszy rzut oka.

Idę alejką i mijam parkową ławkę. Siedzi na niej starszy pan. Spodnie ma trochę brudne, ale poza tym wygląda zupełnie normalnie. Czekam na kogoś, więc się przysiadam. Patrzy na mnie swoimi wyblakłymi oczami i mówi, że gdybym spotkała go wczoraj, z pewnością bym się nie przysiadła. Patrzę na niego zdziwiona, a on z lekkim uśmiechem mówi, że jest bezdomny, a takich nikt nie lubi. Dzisiaj wygląda dobrze, wczoraj znalazł worek ze starymi ubraniami, ktoś zostawił pod drzwiami jednej z kamienic. Umył się w fontannie o 3 nad ranem – wtedy jest mało policji.

Homeless

Innego dnia schodzę wynieść śmieci. W moim bloku jest specjalne pomieszczenie z kontenerami. Otwieram drzwi, a tam stoi mężczyzna. Zamarłam, a on uśmiecha się przepraszająco i bierze ode mnie worek i wrzuca do kontenera. Mówi nieśmiało, że wyglądał na ciężki, to on pomoże, jeśli będę potrzebować. Tylko żebym go nie wyganiała. Na zewnątrz było 20 stopni mrozu. Nie miałabym serca.

Dwa dni później stoi pod drzwiami do „śmietnika”. Ktoś jednak miał serce go wyrzucić. Bez słowa otwieram drzwi i wręczam mu mój worek na śmieci. Chciałam, żeby poczuł się potrzebny, a nie potraktowany z litością. Po jakimś czasie się zadomowił, ktoś zniósł mu materac, ktoś inny koc. Wszyscy znosili jedzenie, bo przecież szkoda wyrzucić, skoro on siedzi tam głodny. Pod koniec zimy jego miejsce zajął agresywny pijak. Sądzę, że go wyrzucił. Tym razem nikt nie miał litości i już następnego dnia zgarniała go stamtąd policja. Pobił się z kimś. Było trochę krwi. Przez tydzień śmierdziało środkami dezynfekcyjnymi.

Bezdomny to też człowiek. Czasem wydarzy się coś takiego, co odbiera nam wszystko. Nie powinniśmy osądzać, skoro nie mamy podstaw. Każdemu może się przytrafić tragedia, która odbiera chęć do normalnego życia lub nie daje możliwości jego kontynuacji. Patrzmy, żeby widzieć, a nie tylko spoglądać.

Licencja: Creative Commons