W dzisiejszych czasach nasz rodzimy język jest strasznie zaśmiecony - nie tylko wulgaryzmami, ale również słowami z języków obcych ze szczególnym wskazaniem na język angielski.

Data dodania: 2009-11-15

Wyświetleń: 2036

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Bardzo modne jest anglojęzyczne nazewnictwo - obecne jest ono w zasadzie wszystkich dziedzinach naszego życia, nawet zwykłego sklepu spożywczego nie nazywa się już po prostu sklepem, ale marketem, super bądź kiper, w zależności od odmiany.

Sporo ludzi na takie rzeczy nie zwraca uwagi, są jednakże i tacy, których szczerze to denerwuje. Nie w każdym jednakże przypadku spolszczenie czegoś jest dobre - mówić potocznie, brzmi strasznie głupio i ma się kompletnie nijak do wersji oryginalnej. Ktoś jednak za takie oficjalne tłumaczenia pewnych nazw jest odpowiedzialny. Najczęściej z takimi nie trafionymi tłumaczeniami mamy w przypadku filmów.

Niektóre spośród nich aż wołają o pomstę do nieba. Jako koronny przykład można w tym miejscu podać „Wirujący seks" - czyli, jeśli ktoś nie wie, w oryginale „Dirty Dancing". Dość „radośnie" brzmi również „Skazany na śmierć" - w oryginale „Prison Break". Czy jednak w takich sytuacjach, kiedy tytułu naprawdę nie da się w sposób jednoznaczny przetłumaczyć, nie lepiej zostawić go w wersji oryginalnej? Już niedługo zagości w polskiej telewizji amerykański hit, także serial, „True Blood" - w tym przypadku co do tłumaczenia nie powinno być najmniejszych nawet wątpliwości, bo wychodzi „Prawdziwa krew". No i brzmi dobrze. Nasi tłumacze postanowili jednak, iż będzie to „Czysta krew".

Oczywiście, można w tym miejscu długo dyskutować, nie mniej jednak polskich przekładów tytułów funkcjonujących w zasadzie w oderwaniu od tych oryginałów jest całe mnóstwo i mnożyć je można w nieskończoność. Ktoś powie, że to niuanse, na które nie warto jest zwracać uwagę, jednakże w rozlicznych przypadkach różnice te są naprawdę rażące. Z czego to dokładnie wynika, trudno jest powiedzieć, a skoro już o filmach mowa, to często też lektor i bohater mówią w zasadzie co innego - najbardziej wyrazisty przykład to słowo „fuck" tłumaczone jako „cholera" albo (co gorsze) „o kurde".

Licencja: Creative Commons