0
głosów
- +

Czy sprzedaż i etyka nie mogą iść w parze?

Autor:

Aktualizacja: 26.11.2012


Kategoria: Biznes i Ebiznes / Sprzedaż


Artykuł
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 845 razy czytane
  • 2 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Dzieliłem klientów na tych „lepszych” i „gorszych”. Jednak pewnego dnia dotarło do mnie, że w zasadzie nie ma pomiędzy moimi klientami (wszystkimi) a mną specjalnych różnic.


Nie są „jedni” jacyś specjalnie wyjątkowi, a „drudzy” gorsi od pierwszych czy ode mnie. Oni są po prostu zwykłymi ludźmi, a każdy jest inny.

Na swój sposób wyjątkowy i unikatowy. Każdy (łącznie ze mną) ze swoimi zaletami, wadami, obowiązkami, potrzebujący zrozumienia, szukający tego, czego szukamy wszyscy: życzliwości, uśmiechu. I potrzebujący ode mnie uzasadnienia, dlaczego warto się ze mną spotkać i poświęcić na to swój czas.

Uświadomiłem też sobie, że to, co myślę, wpływa na moje emocje, które przekładają się z kolei na moje codzienne działania, a te na interakcje z otoczeniem. Dlatego tak istotne jest dbanie o higienę wewnętrzną. Trzeba cały czas pamiętać, że czym się karmimy, tym się stajemy. Dotyczy to zarówno ciała, jak i ducha. W przypadku tego drugiego jest to jeszcze ważniejsze, ponieważ dzięki dobrej kondycji swojego wnętrza jesteśmy w stanie naprawdę skutecznie i świadomie wpływać na swój los, osiągać sukces, zadowolenie z życia i pracy. O nastawieniu wewnętrznym dużo się mówi, lecz mało w tej sprawie robi, niestety. A jest to podstawowa wartość w życiu — musimy to zrozumieć i nad tym pracować […].

Nie ukrywam, że podobnie jak w życiu — im trudniej było do kogoś dotrzeć, im oporniej szło nawiązywanie relacji z którymś z moich klientów, im głośniej ktoś krzyczał: „Nie potrzebuję pana i pana usług…” — zwłaszcza po przełamaniu oporów nasza współpraca okazywała się bardziej owocna i stabilna, niż z tymi mniej trudnymi do zdobycia. A uwierzcie mi, pozyskać można 9 klientów na 10. Jeżeli będziesz tego bardzo chciał, jeżeli się nie poddasz, to pomimo licznych przeszkód, przeciwności, zniechęcenia i niecierpliwości reszta zostanie kwestią czasu. A czasami naprawdę warto czekać.

Kiedy u mnie przyszedł czas, gdy zacząłem ich (klientów) rozumieć, widzieć, słyszeć i czuć, gdy dojrzałem, to im bliżej ich poznawałem i im bardziej angażowałem się w kontakty z nimi — zgłębiając przy tym swą wiedzę z zakresu psychologii, retoryki czy technik sprzedaży — tym bardziej się do nich zbliżałem i pozwalałem im zbliżać się do mnie. Im lepiej ich poznawałem, tym więcej się uczyłem.

Im więcej widziałem, tym więcej zauważałem przed sobą. To jak z wchodzeniem na górę: im wyżej wchodzisz, tym więcej widzisz. Podobnie jest z poznawaniem siebie i ludzi. Neverending story. Czasami dostawałem po głowie, częściej jednak odczuwałem radość i satysfakcję z pracy.

Osiągnąłem taki poziom, że nauczyłem się w ciągu kilku sekund rozmowy telefonicznej wyczuwać, w jakim nastroju jest , aby szybko dostroić się do niego i prowadzić rozmowę tak, by poczuł się, jakby rozmawiał, jeśli nie z dobrym znajomym, to chociaż z kimś, kto mu dobrze życzy i go rozumie.

W czasie spotkań dążyłem do tego, aby klient zawsze odniósł jakąś korzyść z mojej wizyty. Niezbędne minimum to rozmowa o codziennych troskach, budowanie dobrych relacji — o to zawsze można zadbać. Doszło do tego, że miałem sporą grupę klientów, których odwiedzałem zawsze, kiedy byłem w pobliżu — i zawsze mieli dla mnie czas, jeżeli nie obciążały ich jakieś nadzwyczajne sprawy.

Załatwiałem jakby przy okazji. Celem była wizyta, rozmowa, pytanie o sprawy zawodowe, osobiste, rodzinę, problemy w pracy (którym, jak mogłem, starałem się zaradzić). To, co im dawałem, zwracali mi podwójnie. Myślę, że po prostu mi ufali i dzięki temu również mnie lubili.

Podsumowując: gdy zmieniłem swoje nastawienie do ludzi, to oni zmienili swoje do mnie, a że zmiana była na lepsze, byłem szczęśliwy. Ponieważ postawiłem na otwartość, pozytywne nastawienie, szczerość, etykę, to w większości przypadków (średnio ok. 80% klientów) odwdzięczano mi się podobnymi zachowaniami.

Dopiero po zdobyciu tej wiedzy, jakiś czas później, przyszła myśl, która wszystko odmieniła: „Kurczę, lubię to, co robię, to jest to, lubię swoich klientów, lubię kontakty z nimi i sprawia mi to satysfakcję”. Osiągnąłem sukces.

Tekst pochodzi z książki „Dlaczego wyginęły dinozaury?”, która ukaże się już niebawem w Złotych Myślach: www.zlotemysli.pl.


Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


System komentarzy dostarcza Disqus

Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij