Pisałem już o znaczeniu opinii innych osób w naszym życiu. Jej ogromnym wpływie na nasze wybory zyciowe, osiąganie celów, nasz rozwój, spełnianie marzeń i poczucie szczęścia. Dziś pora ten temat rozwinąć i wejść na poziom wyżej. Po to, aby porozmawiać o hejcie. Chcąc spełnić marzenia, trzeba pokonać granicę, i to nie jedną...

Data dodania: 2015-08-12

Wyświetleń: 1120

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Przekroczyć granicę marzeń - hejt granicą marzeń.

Nie tak dawno, wróciłem z wakacji, byłem na mojej kochanej Ukrainie, wiążąc jak zawsze interesy z czasem wypoczynku i spotkań z przyjaciółmi. Przekraczanie tamtejszej granicy, wiąże się z wieloma utrudnieniami i dużym dyskomfortem psychicznym. Często nie wystarczy sam paszport, potrzeba również wiele determinacji i umiejętności. Wiedzą to szczególnie Ukraińcy, którzy pragną przekroczyć naszą granicę. Otóż, wywołana w tytule Granica, posłuży nam jako metafora. Metafora, bo chcąc spełnić marzenia, które czasami, sprowadzają się po prostu do godnego życia, trzeba pokonać granicę, i to nie jedną…

Gdybyśmy tylko siedzieli w miejscu i po prostu żyli jak inni, przecież nie trzeba było by przekraczać granicy…

Kiedy robimy rzeczy niestandardowe, mamy odwagę nie tylko o nich myśleć, ale i działać. Kiedy się rozwijamy i rozszerzamy zakres swojego działania, wtedy dochodzimy do pierwszej granicy. Przeanalizujmy jak może ów granica wyglądać. Nasza rodzina zawsze wie swoje i zawsze ma dla nas i z nami jakieś plany związane. Jeżeli jesteś w związku, Twój partner zawsze ma coś do dodania i skorygowania. Statystyki podają, że tylko 1 na 10 osób dostaje wsparcie w swoich pomysłach i działaniach z nimi związanymi. 4 na 10 osób spotyka się z obojętnością i wręcz przemilczeniem, a pozostałe 5 na 10 osób jest aktywnie atakowanych. Kiedy nasze działanie zaczyna nabierać przysłowiowych rumieńców, a nasze pomysły się rozwijają, wtedy najbardziej widać wstyd i frustracje. Zachowania i postawy tych, którzy nie mają na tyle kreatywności, wytrwałości, motywacji i wiary i siły. Pogranicznicy, mają za to, naładowane kałasznikowy, granaty i dodatkowe magazynki, wypełnione właśnie własną nienawiścią, bólem, strachem i smutkiem. I jeśli nawet, od razu nie otworzą do nas ognia hejtu, to cicha negacja i tak zaczyna sączyć truciznę do naszego organizmu. Skrajnym, choć wcale nie rzadkim działaniem naszych rodzinnych terrorystów, jest otwarte działanie. Wyśmiewanie, atak i szantaż, a wiec typowe metody działań, niestety bardzo niebezpieczne i często bolesne.

Drugą granicą tworzą nasi znajomi, wydawać by się mogło, że znają nas, a chyba przede wszystkim my ich od lat. A jednak, to ci znajomi wiedzą lepiej i co najciekawsze głośno manifestują rzekomą troskę o nas. To oni wiedzą co dla nas będzie dobre, a wręcz najlepsze.  Znają się na wszystkim i wszystkich. Trudno im zauważyć, że nie tylko sami robią mnóstwo błędów, ale i sami są nieszczęśliwi. Często nie robiąc nic, po za użalaniem się nad sobą i trwaniem w codziennej beznadziei. Opinia, ów fachowców od życia, to również przewrotne stwierdzenie. Stwierdzenie głoszące, że jedynymi, których powinniśmy słuchać, są oni właśnie, nie inne autorytety, osoby, którym się udało, i już na pewno nie my sami. Cóż za przewrotność, żeby nie powiedzieć paradoks.

Kiedy uda nam się przekroczyć granicę najbliższych, znajomych pora na kolejny posterunek, w którym spotkamy obcych ludzi, do których dociera nasza osoba, nasza oferta, nasze poglądy. Jednak fakt, tego, że osoby te nas nie znają, nie przeszkadza im nienawiści do nas samych. Te osoby, można do siebie przekonać, albo  zrazić. Te zrażone, zazdrosne, znudzone, mogą nawet dążyć do zniszczenia naszych pomysłów, bo przecież kolidują z ich wizjami i ograniczeniami. Tacy ludzie to dobrze uzbrojeni i przeszkoleni wojownicy. Bo przecież, nie jesteś pierwszy kogo nienawidzą. 

Jak widać trzy pierwsze granice, to nie lada wyzwanie. Za którym czekają jeszcze dwie kolejne… Mam na myśli naszych współpracowników, członków zespołu oraz wszelkiej maści partnerów z nami współpracujących (klientów, beneficjentów, kontrahentów, instytucje i grupy społeczne).

I teraz tekst drastycznie się przerwie…

Zanim, to jednak to nastąpi, to zostawię Cię z pewnym trudnym słowem. Trudnym, bo wszyscy boimy się go jak ognia. Uciekamy, uchylamy i manewrujemy, tak aby nie musieć się z nim zmierzyć. Słowo to: SELEKCJA – czyli proces eliminacji niesprzyjającego otoczenia. To również, działanie polegające na odsianiu ziaren od plew, to wybór tych najlepszych, wybór najlepszej lokalizacji do rozwoju i wzrostu. Rozwijanie tych szczepów, które po upływie czasu dadzą wspaniały bukiet smaku, zapachu. To również pełne najlepszych właściwości ich owoce. Selekcja, nierozerwalnie wiąże się decyzją, a ta z działaniem, ale o tym w innym artykule i kolejnym szkoleniu.

Licencja: Creative Commons