FC Barcelona po raz kolejny okazała się lepsza od Realu Madryt. Tym razem swoją wyższość udowodnili w Pucharze Króla Hiszpanii. Szkoda, że te dwie klasowe drużyny spotkały się ze sobą dopiero w ćwierćfinale tych rozgrywek, a nie w ich finale. 

Data dodania: 2012-01-20

Wyświetleń: 1228

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 4

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

4 Ocena

Licencja: Creative Commons

Real: Casillas – Altintop, Carvalho, Ramos, Coentrao – Lass Diarra (66. Oezil) Xabi Alonso, Pepe (79. Granero) – Higuain (66. Ca;lejon), Benzema, Ronaldo.

Barcelona: Pinto – Dani Alves, Pique, Puyol, Abidal – Xavi, (87. Thiago), Busquets, Inesta – Alexis Sanchez (82. Adriano), Messi, Fabregas (88. Cuenca)

Kreatywni piłkarze tacy jak Mesut Oezil czy Kaka usiedli na ławce. W ich miejsce pojawili się Lass Diarra i Pepe – czyli piłkarze siłowi. Trener Realu Jose Mourniho postawił na siłę i moc. Dziwił też fakt, że w tak ważnym meczu w składzie Królewskich znalazł się rezerwowy Hamit Altintop. Cały czas nie mógł on złapać tępa Andresa Inesty. Jednak z minuty na minutę jego gra była coraz pewniejsza.

Gwiazdą pierwszych 45- minut był Cristiano Ronaldo. Biegał wszędzie. Na połowie przeciwnika i co dziwi na swojej również. Całkowicie przyćmił Daniego Alves. Obrońca Barcy próbował rajdować swoją prawą stroną, lecz zawsze czyhał na niego CR7. To właśnie on rozpoczął strzelenie na Santiago Bernabeu. Już w 10 minucie pokonał bramkarza Barcelony Jose Pinto. W tej sytuacji biernością wykazał się Pique.

Barcelona też miała swoje szanse. Najbliżej szczęścia był Alexis Sanchez. Po długim podaniu Cesa Fabregas uderzył głową i przelobował Casillasa, jednak piłka uderzyła w słupek. Przełamać nie mógł się również Andreas Insta, który w pierwszej próbie trafił w bramkarza, a w kolejnej słupek.

Rezerwowy bramkarz Barcy Pitno nie grał dość pewnie. Jednak mógł się uczyć spokoju u wyczucia od Casillasa, który w 33 minucie pofrunął w efektowny sposób wybijając głową piłkę na aut.

Dogodną sytuację zmarnował również Karim Benzema. Altintop w piękny sposób ograł jednego z obrońców Katalonii i dośrodkował wprostna głowę Francuza. Jednak on trafił w łupek bramki rywala.

Hiszpańskie gazety pisały: Kto jak nie Messi będzie strzelał bramki? Odpowiedź dali nam dwaj obrońcy Blaugany. I już na początku pierwszej połowy w 48 minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego przez Xaviego piłkę w bramce umieścił C. Puyol. Największy walczak- Pepe zawinił i nie upilnował kapitana Barcy. Wynik ustawił obrońca E. Abidal. Po cudownym podaniu Messiego wbiegł na czystą pozycję i z prostego podbicia pokonał Casillasa.

W czasie tego widowiska nie brakowało również aktorstwa i mściwości. Piłkarze jednej i drugiej ekipy przewracali się i turlali się po murawie „jakby i m nogi urywano”. Pepe pracował na czerwoną kartkę, ale jej nie dostał. Najwięcej kontrowersji wzbudziła sytuacji, gdy Portugalczyk nadepnął na rękę Messiego. Arbiter, który zajmował się rozmową z Callejonem zajścia nie zauważył.

Tak, więc kolejne Grand Derbi zakończyły się chwałą i zwycięstwem FC Barcelony. Real robił co mógł, ale Barca i tak grała swoje. Królewscy zostali zmiażdżeni posiadaniem piłki 73% do 23% na korzyść Dumy Katalonii. W środę 25 stycznia rewanż na Camp Nou. 

Licencja: Creative Commons