Drużyna Albicelestes to jeden z faworytów do wygrania Pucharu Ameryki w 2015. Już przed samym startem tej imprezy, która w tym roku organizowana jest w Chile, ekipa trenera Gerardo Martino swoimi piłkarskimi atutami przeciwników zostawia daleko w tyle. Nie mają nic do ukrycia przed piłkarskim światem. 

Data dodania: 2015-06-24

Wyświetleń: 743

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 1

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

1 Ocena

Licencja: Copyright - zastrzeżona

Każdy doskonale wie, jakimi kartami rozgrywją swoją kolejną partię. Na finałach Mistrzostw Świata w 2014 roku dotarli do finału. Niestety w decydującym starciu musieli uznać wyższość niemieckiej drużyny. Warty podkreślenia jest fakt, że udało im się to dokonać na brazylijskiej ziemi. Kibiców Canarinhos bardzo bolała porażka w półfinale, ale jeszcze większy ból zadał fakt, że w ostatneczym starciu na przeciw siebie staneli Niemcy i... Argentyńczycy. W samym sercu brazylijskiego futbolu, czyli na stadionie zwanym Maracana, ekipa Albicelestes straciła może tytuł mistrzowski, ale odbudowała swoje morale i zyskała charakter. Teraz spokojnie mogą przekładać to na kolejne potyczki i starcia w walce o cenny Puchar Copa America.

Kazimierz Węgrzyn często powtarza, że w piłce nożnej bardzo ważna jest siła. To ona sprawia, że przeciwnik czuje przed nami respekt i w głębi duszy rodzi się u niego poczucie bezradności, które sprawia, że musi pogodzić się z porażką. Siła argentyńskiej drużyny jest ukryta w ofensywie. Jak mawia klasyk najlepszą obroną jest atak. W slinych armiach liczą się niezawodni żołnierze. To oni dbają o każdy detal i zapewniają pewność w działaniach ofensywnych. Messi, Aguero, Tevez, Higuain czy Lavezzi. Ci piłkarze w swoich klubach te "wojskowe zadania" wypełniają w stu procentach. Ale kadra to zupełnie inny garnizon. Argentyna posiada ogromne bogactwa w lini ofensywnej. Teraz brakuje tylko drobnej części, która uzupełni cały ten fantastyczny mechanizm. Jeżeli on zacznie działać prawidłowo, to Gerardo Martino może spać spokojnie. Jest tylko jeden warunek. Musi zacząć działać. 

Grupa B: Argentyna, Urugwaj, Paragwaj i Jamajka. 

Faza grupowa miała być dla podpiecznych Gerardo Martino rozgrzewką przed decydującymi meczami. Leo Messi zapowiadał, że on i jego koledzy pokażą się z jeszcze lepszej strony, niż na Mundialu. Jednak tak naprawdę wszystko weryfikują bezpośrednie mecze. Ostatni czas pokazał jak bardzo piłka nożna jest nieprzewidywalna i potrafi płatać figle. Już w pierwszym meczu Messi i spółka zostali sprowadzeni na ziemię. Wszystko to za sprawą heroicznie walczących o punkty Paragwajczyków. Pierwsza połowa okazała się pozytywną prognozą dla argentyńskiej drużyny. Strzelili dwie bramki i czuli się bardzo komfortowo przed druga odsłoną meczu. Prognozy jednak często się nie spradzają, a zbyt duży komfort potrafi mocno się zachwiać. Plan na trzy punkty w tym spotkaniu legł w gruzach. Remis dla Argentyny był jak ścięcie głowy. Katami zaś okazali się starzy wyjadacze Nelson Valdez i Lucas Barrios. Ostateczny cios został zadany w 90 minucie. Remis w tym meczu to jak porażka. Pewnie zdaje sobie z tego sprawę każdy zawodnik w błękitno- białym stroju. Gdzie podział się, więc ten charakter drużyny Albicelestes? Może został w szatni, gdzie z trenera śmiał się Leo Messi i Angel di Maria. "Selekcjoner miał rację kiedy mówił o tym, że 2:0 to nadal mało bezpieczny wynik"- mogli tak pomyśleć po końcowym gwizdku argentyńscy gwiazdorzy. 


W kolejnym meczu ciężko wypracowane trzy punkty dał im Kun Aguero. Udało im się pokonać teoretycznie najsilniejszego rywala w grupie. Brakowało tylko postawić kropkę nad i. Ostani mecz miał być dla v-ce mistrzów świata spacerkiem w niedzielne popołudnie. Miało skończyć się wysokim wynikiem i wzrostem pewności siebie. Akcja ta rozpoczęła się w 11 minucie, kiedy to piłkę do siatki posłał najskuteczniejszy strzelec Napoli w tym sezonie Gonzalo Higuain. Jednak każda kolejna nieudana akcja burzyła zbudowany na początku spotkania spokój. 12 na 18 strzałów oddanych przez Argentyńczyków było celne. Jeden tylko został zamieniony na bramkę. "Niedzielny spacerek" zamienił się w męczarnię, o której kibice szybko by chcieli zapomnieć. 63 drużyna w rankingu FIFA, jaką jest Jamajka postawiła trunde warunki. Nie odpuszczała i walczyła o każdą piłkę, nawet tę straconą. Argentyna jednak wygrała grupę i jest roztawiona w kolejnej fazie. W play- offach nie będzie już taryfy ulgowej. Każdy mecz trzeba wygrac, aby sięgnąć po tytuł najlepszej drużyny Ameryki. 


Ten fantastyczny mechanizm w fazie grupowej nie funkcjonował tak jak trzeba. Być może sztab szkoleniowy i zawodnicy zapomnieli o tej jednej drobnej części, która scalałaby tą całą układankę w spójną jedność. Nie można budowac siły zespołu na jednym Messim. Siła nie powstaje z indywidualności, lecz rodzi się z drużyny. Asów w tej ekipie nie brakuje. Jeżeli Gerardo Martino dobrze ich pokieruje, to mogą dojechać do celu z napisem SUKCES. 

Licencja: Copyright - zastrzeżona