Wszyscy powinni znać tego piłkarza. Ogromny talent, ambicja, młodość to właśnie Mario Ballotelli. Pomimo tego, że jest bardzo młody, śmiało można stwierdzić, że najlepsze przed nim. Ma 22 lata, a już jest o nim bardzo głośno, dlatego przybliżę jego sylwetkę.

Data dodania: 2012-03-13

Wyświetleń: 1069

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Wszyscy powinni znać tego piłkarza. Ogromny talent, ambicja, młodość to właśnie Mario Ballotelli. Pomimo tego, że jest bardzo młody, śmiało można stwierdzić, że najlepsze przed nim. Ma 22 lata, a już jest o nim bardzo głośno, dlatego przybliżę jego sylwetkę. Czas, żeby poznać jego historię wydaje mi się idealny, bo właśnie teraz podobne problemy są przed Patrykiem Małeckim. Absolutnie nie sugeruję, że mają podobny talent, ale charakter na pewno!


Urodzony 12 sierpnia 1990 w Palermo w rodzinie imigrantów z Ghany, którzy wychowywali go do 3 roku życia. Bardzo trudna sytuacja rodziny Barwuah zmusiła ich do oddania schorowanego Mario pod opiekę Francesco i Silvi Ballotellim. Jego piłkarska metryka to:
wzrost 188cm,
waga 80kg,
pozycja napastnik.

Gra w koszulce z numerem 45. Swoją karierę zaczął w Lumezzane, gdzie grał przez 5 lat. Szybko dostrzeżono jego talent jako napastnika, jednak nie przebił się na testach w FC Barcelonie i dołączył do Interu Mediolan, w którym po raz pierwszy dał o sobie znać jego poza boiskowy talent.

Podczas, gdy trenerem Interu był Mancini, Mario potrafił opanować swoje emocje. Niestety nie udało się to następcy Manciniego, Jose 'Special Two' Murinho. Dość szybko po objęciu klubu Murinho opowiedział prasie, jak to młody Mario nie przykłada się na treningach. Pojawił się konflikt między dwoma Panami, w efekcie tego na początku 2009 roku Murinho odsunął Ballotelliego od składu na pół miesiąca. Rok później Mario dał kolejny popis - na wywiad do programu telewizyjnego przyszedł w koszulce konkurencyjnego A.C. Milan. Oczywiście, kibice nie mogli tego mu darować. W półfinale Ligi Mistrzów zdenerwowany, po nietrafionym strzale rzucił swoją koszulką z herbem klubowym na trawę i krzyczał do kibiców: "Odpi*** się, sku**". W ten oryginalny sposób Mario przekazał wiadomość, że chce poszukać innego klubu. Murinho mówił po tej sytuacji, że bardzo się starał pozytywnie wpłynąć na Mario, ale mimo wielu prób niestety nie udało mu się opanować temperamentu piłkarza.


W życiu Mario zawdzięcza ogromnie dużo Manciniemu, to właśnie on wyszedł z propozycją, żeby Ballotelli wzmocnił jego nowy klub Manchester City. Mario skorzystał z okazji i jako 20 latek pojawił się w nowym klubie, wcale nie gorszym. I właśnie w tym klubie Mario dał się poznać z każdej strony. Obok wspaniałych meczy, doskonałych zagrań, pięknych bramek, piłkarz na dobre zagościł w prasie bulwarowej. Na dobry początek zwiedził więzienie dla kobiet w okoliach Mediolanu, a policji, gry ta złapała go na włamaniu, tłumaczył się, że brama otwarta, że nie wiedział o przepustkach uprawniających do wejścia więzienia?! Skąd biedny Mario mógł przypuszczać, że więzienie to nie park i nie każdy może sobie ot, tak wejść do środka? Tego nie wie nikt...

Z kobietami Mario nie miał i nie ma żadnych problemów, co chwilę widać go z inną. Gdy kończył związek z Melissą Castagnoli, ta na antenie jednego z włoskich programów odczytała smsa, w którym Mario stwierdza, że jest głupia, a problemem nie jest to, że jest dziecinna, ale tępa. W ten oto subtelny sposób zakończył z Nią związek. Cóż, licznik kobiet Ballotellego tyka w swoim indywidualnym błyskawicznym tempie i pewnie sam nawet nie pamięta, która to laska publicznie prała ich brudy. Zresztą, ona publicznie się pochwaliła tym faktem, a on przez sms zakończył szczęśliwy związek. Będąc jeszcze w wątku o kobietach w życiu Mario, jego siostra jest łakomym kąskiem... Lubi piłkarzy, a piłkarze ją. Ballotellemu to nie do końca odpowiada, dlatego zabronił wszystkim, ale to WSZYSTKIM prowadzać się z jego siostrą Abigail Barwuah.

Nie można odmówić mu talentu piłkarskiego, ma go, po prostu ma! Można pośmiać się z różnych dziwactw tego chłopaka. Kiedy policja w Manchesterze zapytała go, czemu nosi 5 tysięcy funtów w tylnej kieszeni, on odpowiedział jak: "Bo jestem bogaty". Głupie pytanie, głupia odpowiedź...

Jeśli do tej pory nie przypominasz sobie żadnej z wymienionych sytuacji, to sprawdź męki pańskie Maria z koszulką na treningu!

http://www.youtube.com/embed/1NTFbI3sI7k

Od tamtej pory nazywany jest Bibotelli, bib - śliniaczek. W śród piłkarskiej braci informacja o tym wyczynie nie odbiła się bez echa i po tygodniu mogliśmy oglądać zmagania jego kolegi z klubu Edina Dżeko z podobnym markerem.


Zresztą rok 2011 nie był dla Mario zbyt udany. 15 września 2011 został przesłuchany przez prokuraturę, bo imprezował z mafiosami, ale, ale... nie z byle jakimi, tylko samym szefem wszystkich szefów Maro Iorio! Ballotelli, oczywiście, nie wiedział kim jest ten człowiek. Jestem przekonany, że mógł nie wiedzieć.


Na boisku piłkarskim nie ma żadnych problemów z trafianiem do bramki bez odbijania piłki o słupki, jednak życie to nie boisko. Porysował sobie co najmniej dwa samochody o słupki, a przy jednym takim incydencie ze stoickim spokojem przyjął gest two-fingered salute'a od fana (pewnie Manchesteru United), co zdziwiło nie jedną osobę wnikliwie śledzącą jego karierę. Ostoją spokoju to on nie jest.


Swój niezbyt udany sezon podsumował przed dziennikarzami w ten sposób: "I played... all my season was shit. Can I say that? My season wasn't good!". Ciekawe, czy szukał angielskich słów, czy walnął prosto z mostu i tradycyjnie po fakcie przemyślał to co powiedział i się poprawił?


To dowcipny chłopak, lubi postraszyć pracownice biurowe w swoim klubie, lubi też dobre imprezy i papierosy. Palenie papierosów profesjonalnemu piłkarzowi nie przystoi i trener Mancini nie ukrywa, że przeszkadza mu zły nawyk Ballotellego. Choć jest też selekcjoner Włoch, który uważa, że 5 - 6 papierosów to żadne palenie. Przed meczem derbowym z Manchesterem United urządził sobie "kameralny bal", który uświetnił pokazem fajerwerków odpalanych przez okno w łazience. Nie trudno się domyślić, że Mario i fajerwerki to mieszanka wybuchowa. Łazienka się doszczętnie spaliła, szczęśliwie Mario i jego znajomi nie ucierpieli. Skoro jestem przy domu, to Mario przerobił ogród w swojej posiadłości na tor dla quadów, od dawna zastanawiam się co też najgorszego może się tam zdarzyć.

Utalentowany, dowcipny, ale też hojny! Gdy odwiedził kościół w Manchesterze w dzielnicy Chorlton-cum-Hardy złożył datek wielkości 200 funtów! Na szczęście dla nas, potem poszedł do pubu i zafundował kolejkę dla wszystkich, co kosztowało go 1000 funtów.


Przy okazji naszej Eagelgate, włosi też mieli swoją aferę koszulkową. Na kołnierzyku ich koszulki, producent odwrócił flagę Włoch, co spowodowało, że Włosi widzą w niej flagę Węgier. Nie każdemu Włochowi to odpowiada, ale protesty nie osiągnęły takiej skali jak w Polsce. Mario też poczuł się głęboko dotknięty tą sytuacją i postanowił zaprotestować zakładając starą ,z poprawnie ustawioną flagą, na drugą część spotkania z Urugwajem! Nasi piłkarze nie mieli tyle jaj, żeby chociaż spróbować w ten sposób zwrócić uwagę. Mario miał jaja, a trenerzy z ławki rezerwowych mieli oczy i szybko zdławili protest, nakazując założenie oficjalnej koszulki. Inicjatywa po stronie Ballotellego godna wspomnienia.


Młody, nieobliczalny Mario nie rozumie o co chodzi z tym całym zamieszaniem koło jego spokojnej i ułożonej osoby, dlatego też pod koniec zeszłego roku po strzeleniu bramki zdjął koszulkę i pokazał wszystkim swój protest-t-shirt z napisem: "Why always me?".

Licencja: Creative Commons