Pewnie narażę się współczesnym kompozytorom ale uważam, że trzeba być mocno zadufanym w sobie, żeby uważać, że na klasyczne instrumentarium, po Bachu, Beethovenie, Chopinie, Rachmaninowie, Wagnerze, Mahlerze, Strawińskim, Debussym, Gershwinie... no może starczy... można skomponować jeszcze coś interesującego, czego jeszcze nie było.

Data dodania: 2010-06-09

Wyświetleń: 2026

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Właściwie dlaczego postanowiłem napisać ten artykuł? Otóż po jednym z koncertów przyszła mi do głowy pewna refleksja. Większość ludzi w tym również melomanów ma niezbyt pochlebną opinię na temat muzyki elektronicznej. Chyba uważają, że jak muzyka „składa się tylko z prądu" to jest w jakiś sposób „sztuczna" a więc nie może być dobra.

Na koncercie podczas Euro-Eco Meeting'u w Złotowie (bo ten koncert mam na myśli) znalazłem się w bardzo trudnej sytuacji. Tuż przede mną występowali miejscowi „wymiatacze gitarowi", których publiczność nie chciała wypuścić ze sceny a po mnie miał być „gwóźdź programu" - Wilki. Jednym słowem: „między młotem a kowadłem". Jednak okazało się, że mój elektroniczny występ bardzo się spodobał i publiczność nagrodziła mnie solidnymi brawami. Wtedy dotarło do mnie, że może problem tkwi nie w samej muzyce ale w świadomości odbiorców. Wygląda na to, że oni po prostu nie znają tej muzyki a kiedy już jej posłuchają to zaczyna im się podobać i stwierdzają: „O! To było nawet fajne". Takie są moje obserwacje i przemyślenia dotyczące słuchaczy.

A jak sprawa wygląda ze strony muzyka, kompozytora? Według mnie najmocniejszą cechą charakterystyczną muzyki elektronicznej jest używane do jej tworzenia „elektryczne" instrumentarium. Współczesne syntezatory dają kompozytorowi prawie nie ograniczone możliwości kreacji brzmienia - to ogromny atut. Zaś użycie sekwensera zamiast papieru nutowego i ołówka oraz korzystanie podczas odtwarzania z syntezatorów analogowych czy wirtualnych zamiast klasycznego aparatu wykonawczego daje kompozytorowi dużo większe możliwości realizacji pomysłów muzycznych.

Już słyszę zmierzający w moją stronę argument, że w orkiestrze symfonicznej grają żywi ludzie a nie komputery. Odpowiadam na to następująco: za tą całą elektroniką też stoi żywy człowiek - kompozytor, który tę muzykę stworzył i w dużej części zagrał a z drugiej strony skrzypce, altówka czy fortepian to też tylko sprzęt - urządzenie techniczne będące źródłem dźwięku.

A teraz jeszcze przysłowiowy „kij w mrowisko". Być może narażę się teraz nie jednemu współczesnemu kompozytorowi ale uważam, że trzeba być mocno zadufanym w sobie, żeby uważać, że na klasyczne instrumentarium, po Bachu, Beethovenie, Chopinie, Rachmaninowie, Wagnerze, Mahlerze, Strawińskim, Debussym, Gershwinie... no może starczy... można skomponować jeszcze coś interesującego, czego jeszcze nie było.

Chciałbym więc na koniec zachęcić melomanów do głębszego zapoznania się z muzyką elektroniczną - dajcie jej szansę a na pewno na tym zyskacie! Twórców zachęcam do śmielszego propagowania naszej muzyki i podkreślania na każdym kroku jej wartości.

Wszystkich chętnych zapraszam do dyskusji na moim Blogu.

Licencja: Creative Commons