Wiele razy pytano mnie: „jak to się robi?" Żeby wszystko było jasne - chodzi o komponowanie muzyki. Dopóki nie usłyszałem tego pytania nie zastanawiałem się nad tym - po prostu to robiłem i już. A odpowiedź na to pytanie nie jest tak prosta jak samo komponowanie ;)

Data dodania: 2010-06-10

Wyświetleń: 2741

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Wiele razy pytano mnie: „jak to się robi?" Żeby wszystko było jasne - chodzi o komponowanie muzyki. Dopóki nie usłyszałem tego pytania nie zastanawiałem się nad tym - po prostu to robiłem i już. A odpowiedź na to pytanie nie jest tak prosta jak samo komponowanie ;) Oczywiście trochę żartuję pisząc, że jest to łatwa sprawa - czasem jest, czasem nie... . Gdy robię to dla przyjemności, dla samej radości tworzenia jest to proste, łatwe i przyjemne. Jeśli komponuję muzykę na zamówienie, dokładnie według wskazówek zleceniodawcy to różnie z tym bywa - raz jest łatwo a raz nie.

Ale do rzeczy - jak to się robi? Hm... po prostu siadam do pianina i gram a raczej Coś we mnie gra przy pomocy moich rąk. Czyli mówiąc bardziej konkretnie - moim sposobem na stworzenie kompozycji muzycznej jest improwizacja. W przypadku takiego sposobu tworzenia podstawowym czynnikiem jest doskonały, harmonijny związek ciała i umysłu. Chodzi o to, że aparat wykonawczy czyli ręce muszą bez zakłóceń, natychmiast i w sposób możliwie perfekcyjny realizować polecenia umysłu.

Aby improwizowanie było w ogóle możliwe muszą być spełnione pewne konkretne warunki. Po pierwsze kompozytor musi dysponować bardzo dobrą techniką gry na instrumencie tak aby ręce były w stanie na bieżąco realizować to co tworzy. Po drugie musi mieć dobrze zakodowaną w umyśle wiedzę z zakresu zasad muzyki dzięki czemu to co powstaje nie jest bezładną kakofonią dźwięków lecz muzyką opartą na konkretnych założeniach formalnych, harmonicznych, melodycznych i rytmicznych. Po trzecie musi mieć słuch muzyczny aby kontrolować to co tworzy. No i po czwarte musi mieć TO COŚ o czym nie jestem w stanie napisać nic sensownego czyli wenę twórczą - zdolność tworzenia czegoś z niczego ;)

To co przed chwilą opisałem jest w moim przypadku podstawą komponowania. Po zapisaniu materiału z improwizacji następuje kolejny etap polegający na czyszczeniu drobnych błędów (coś jak literówki w tekście artykułu), kwantyzacji czyli idealnym wyrównywaniu wartości rytmicznych (długości nut) oraz mniejsza lub większa praca nad korektą materiału muzycznego (melodia, harmonia). Na tym etapie również pojawiają się dodatkowe pomysły muzyczne wzbogacające utwór. Tym razem nie poprzez ciało (ręce) ale w bardziej abstrakcyjny sposób - poprzez wyobrażenia w umyśle, takie „wewnętrzne słyszenie" dźwięków. Dodaję wówczas kolejne ścieżki muzyczne - pojawiają się partie gitary basowej i perkusji czyli tzw. sekcja rytmiczna, solówki gitarowe, fortepianowe czy syntezatorowe oraz sekcje smyczkowe czy dęte wzbogacające harmonię. Cały czas szukam odpowiednich barw i reguluję relacje dynamiczne pomiędzy poszczególnymi instrumentami.

Co robię potem? Przez pewien czas NIC i bynajmniej nie jest to mało ważny etap pracy nad muzyką ;). Odkładam utwór na tydzień, dwa lub nawet dłużej a gdy do niego wracam po takiej przerwie - z tzw. „świeżym spojrzeniem" - dostrzegam nowe możliwości udoskonalenia formy muzycznej, poprawy brzmień, korekty szczegółów kompozycji. Jeśli tworzę dla siebie i nie gonią mnie żadne terminy ten ostatni manewr powtarzam nawet kilka razy. I tak praca nad utworem trwa czasem nawet kilka miesięcy. Aż w końcu drę się sam na siebie: „Siwiec, dość!!! Ile można!" I utwór jest skończony.

No i tak to mniej więcej wygląda. Na pewno nie opisałem wszystkich aspektów procesu tworzenia muzyki ale sądzę, że choć trochę przybliżyłem Ci ten temat.

Jak zwykle zachęcam do pisania komentarzy na moim Blogu. Twoje wypowiedzi są dla mnie bardzo cenne.

Licencja: Creative Commons