Wiele można czytać dziś o potrzebie dobrej książki, przecież na rynku istnieje kilka tysięcy wydawców książek, którzy wydają, co najmniej po kilka tytułów rocznie. Jednak z powodu niesamowitej wprost intuicji wydawców, na półkach w księgarniach zalega masa gniotów, które się nie sprzedają...

Data dodania: 2018-11-13

Wyświetleń: 430

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 1

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

1 Ocena

Licencja: Creative Commons

Polski wydawca ma intuicję do wydawania książek… aha! — tak należałoby skwitować całe zdanie.

Co to jest dobra książka? — dobra książka to pozycja, której nakład sprzedaje się przed upływem trzech tygodni od wystawienia na półki.

Co to jest marna książka? — marna książka to pozycja, która sprzedaje się słabo lub nie sprzedaje się wcale.

Teraz pytanie: jakie książki zalegają półki w księgarni? Zdaniem wydawców o nieomylnej intuicji, są to dobre książki, które sprzedają się słabo, bo sytuacja czytelnicza w Polsce pogarsza się z każdym dniem. Oczywiście! WYDAWCO! Ile gniotów może kupić jeden człowiek w swoim życiu? Kupię jednego gniota, drugiego, ale na trzeciego nie będę chciał napluć! Pytanie oczywiście jest tylko teoretyczne, bo wydawca nigdy się nie myli, tylko czytelnicy nie znają się na książkach. Fakt, przepraszam, że być może obraziłem wydawców, bo ja się nie znam, gdyż wydawcy istnieją od wielu lat na rynku i wydali w tym czasie po kilkadziesiąt lub kilkaset pozycji, z których kilka się nawet dobrze sprzedawało!

Egoizm wydawców mnie przeraża. Ale przecież to ja nie znam się na książkach i nie wiem, co chcę czytać. Powinienem czytać wszystko, co zostało wydane. Wtedy zapewne dowiedziałbym się, że pistolet jest rewolwerem, szabla jest szpadą, a pirat korsarzem… Czy znów jestem w błędzie? Zapewne słowniki i encyklopedie się mylą (tak jak mylą się komputery), bo według nich pistolet cechuje magazynek w kolbie chwytowej, a rewolwer posiada bębenek; szabla służy do zadawania ran ciętych, a szpada do zadawania ran kłutych, pirat jest rozbójnikiem morskim, który nie ma nad sobą pana, zaś korsarz jest rozbójnikiem morskim, który służy danemu władcy i jego polecenia wykonuje, a także posiada ochronę tego władcy, jak i otrzymuje tytuły za wykonywaną pracę. Nie potrzebnie też przeczytałem Biblię, z której wiem, że umarły nie powstaje z grobu…

Pewna książka, która w Polsce została nazwana bestsellerem, przedstawia historię dwojga bohaterów przeniesionych w czasie do minionej epoki i na dzień dobry bohaterowie trafiają na pięciu barbarzyńców, ludzi zaprawionych w boju, rosłych i dobrze zbudowanych mężczyzn. Dochodzi tu do starcia, gdzie dwoje bohaterów atakuje pięciu barbarzyńców i dwóch barbarzyńców walczy, a trzej stoją i przyglądają się honorowej walce na noże — nóż należy do narzędzi używanych przez szubrawców. Następnie dwaj barbarzyńcy giną, a trzej pozostali na ten widok uciekają — piękny przykład totalnej bzdury! Koniec czytania tego „bestsellera”. Nigdy w takiej sytuacji barbarzyńcy nie walczą jeden na jednego, ale wydawca, polski działając na podstawie własnej intuicji, zaserwował książkę napisaną przez idiotę. Tu barbarzyńca przypomina dzikie zwierze, gdzie stado napada na człowieka i człowieka miałoby atakować tylko jedno zwierzę, a pozostałe czekałby cierpliwie na swoją kolej.

A może wciskanie kiepskiej literatury jest działaniem świadomym i zamierzonym, aby zniechęcić ludzi do czytania? Nasuwa się tu jeszcze jedno pytanie, czy wydawanie książek nie zostało zarezerwowane wyłącznie dla wybranych autorów? Wiem, teoria spiskowa, ale takie można odnieść wrażenie. Takie działanie doprowadza do sytuacji, kiedy dobra książka naprawdę nie może się przebić.

Zapewne wielu znajdzie się takich, którzy chcieliby skrytykować mój pogląd — wiem o tym. Popatrzcie na pisarzy: Aleksander Dumas — żył z pisania książek; Dan Brown — żyje z pisania książek; John Grisham — żyje z pisania książek; Joe Vitale — żyje z pisania książek; Nie chcę tu wyliczać wszystkich autorów, którzy żyją z pieniędzy uzyskanych za pisanie książek. W Polsce wydawanych jest około trzydziestu tysięcy książek rocznie, ale większość autorów musi pracować, żeby się utrzymać, choć piszą książki.

Każdemu wydarzeniu da się przypisać odpowiednią ideologię. Tłumaczyć można na różne sposoby, ale fakty ukazują odmienną rzeczywistość od mniemania na temat życia pisarza w Polsce. Wiele osób uważa, że rozwiązaniem są portale internetowe, promowanie na blogach, kręcenie wideo i umieszczanie go w internecie. Wiele osób w ten sposób działa i pomimo płacenia za recenzje, wykupywania domen, pozycjonowania stron, w efekcie autor musi pracować w innej dziedzinie, bo z książek nie potrafi się utrzymać.

Przed kilku laty poszedłem do księgarni. Podchodzę do pana, który tam pracuje i pytam, czy może polecić mi dobrą książkę, a ten pan tylko wzruszył ramionami i uśmiechnął się. W jednej z internetowych księgarni książka nazwana: „bestseller”, czytam fragment i już na pierwszej stronie dostrzegam, że książka nie przeszła żadnej redakcji… kiepska budowa zdań, literówki, błędy w interpunkcji — i jeżeli teraz ktoś mi powie, że taka książka sprzedaje się lepiej niż inne… — spojrzenie w niebo, aby tam znaleźć pomoc, to trochę za mało.

Po co nam w Polsce tak wielu autorów, tak wielu wydawców? Potrafimy tak wiele, Polacy na swoim koncie mają więcej osiągnięć i wynalazków, niż wszystkie inne narody razem wzięte, a jednak w sprawach literackich jesteśmy tak daleko z tyłu za całym światem.

Dlaczego polska książka nie jest w stanie przebić się na Zachodzie i stać się światowym bestsellerem? Odpowiedź znajduje się w tytule tego artykułu.

Licencja: Creative Commons
1 Ocena