Nie tylko dali podstawę do stworzenia komputerów, ale mieli duży wpływ na przebieg działań w okresie II wojny światowej. Trzy genialne umysły pochodziły z Polski: Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski, ale świat często o nich wcale nie pamięta, zupełnie pomijając ich wkład w dziedzinie kryptografii.  

Data dodania: 2017-05-05

Wyświetleń: 654

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Dziś żeby szybko rozkodować cudzy e-mail potrzeba komputera o niezwykłej mocy obliczeniowej i wcale nie da się go porównać do naszych PC. Nie można wykluczyć, że istnieją takie komputery, składające się z kilku tysięcy procesorów — rzecz opisana przez Dana Browna w książce „Cyfrowa Twierdza”. A wielu fanów tematu tworząc nową rzeczywistość, używając niesamowitych nazw, przedstawia temat z książki jako fakt, używając wszelkich terminów i opisów pomieszczeń z tej książki.

W latach trzydziestych ubiegłego stulecia, technika wyglądała zupełnie inaczej i urządzeniem ponadczasowym stała się maszyna szyfrująca „Enigma”. W samej maszynie zagadkę stanowi również jej powstanie, ale nie tym tematem będziemy się zajmować.

Maszyna szyfrująca „Enigma” powstała do kodowania informacji handlowych i dopiero po latach Niemcy użyli jej w swojej armii, nieustannie wprowadzając modyfikacje. Być może właśnie dzięki kryptografom, Polski rząd wiedział o niemalże każdym ruchu i planach niemieckich wojsk, a nawet znał datę ataku na Polskę, co potwierdzają odtajnione przedwojenne archiwa polskiego wywiadu.

Działanie „Enigmy” można opisać w ten sposób, że wpisywano klucz z czterech liter (potem go rozszerzono), gdzie później zakazano używać popularnych słów lub imion. Przykładowym kluczem może być słowo: „ogon” ustawiane na rolkach. Potem już wszystko wyglądało jak zwyczajne pisanie na maszynie, a litery podświetlały lampki. Napisanie na „Enigmie”: „aaa”, powodowało, że powstawał przykładowo wyraz: „obc”, ale przykładowo wpisanie klucza „koło”, powodowało, że napisanie „aaa”, na „Enigmie” zmieniało się w „xyz”. Służyło to uniemożliwieniu ustalenia kodu na podstawie najczęściej występujących znaków.

Wcześniejsza kryptologia polegała na ustaleniu kolejno powtarzających się znaków i zastosowania wyników do znanych słów. Mając kopię maszyny szyfrującej podstawą działania stało się ustalenie klucza, co stanowiło wyzwanie. Dodawanie do maszyny kolejnych rolek umożliwiających rozszerzenie klucza, wprowadzało kolejne tysiące, zupełnie eliminując przypadek. Wprowadzenie kolejnych wałków rozbudowujących klucze uniemożliwiało dekryptaż na podstawie teorii kombinatorycznych zwanych: „cyklami transpozycji”, dzięki metodzie Rejewskiego, „cyklometr” i „karta statystyk”, choć wcześniej ta metoda pozwalała rozszyfrować komunikat w ciągu piętnastu minut. Rejewski zbudował elektromechaniczne urządzenie zwane „bombą kryptologiczną”, które automatycznie łamało szyfr „Enigmy”, choć tu słowo: „automatyczne” jest umowne. Działanie urządzenia polegało na połączeniu razem sześciu polskich kopii „Enigmy” napędzanych silnikiem elektrycznym.

Posiadanie sześciu takich zestawów pozwalało na rozszyfrowywanie podwójnie szyfrowanych kluczy dziennych. Nie używano go do rozszyfrowywania samych wiadomości, bo te dekodowano za pomocą „perforowanych płacht” Zygalskiego, ale chodziło o ustalenie właściwego położenia wirników „Enigmy”. Jedna „bomba kryptologiczna” umożliwiała poznanie klucza dziennego w ciągu dwóch godzin, zastępując jednocześnie pracę stu ludzi.

Z powodu niedostatecznej mocy finansowej polskiego wywiadu, przekazano całą dokumentację oraz po jednej kopii polskiej „Enigmy”, wywiadom: francuskiemu i brytyjskiemu. Na tej podstawie Brytyjczycy zbudowali urządzenie elektryczne „Banburismus”, które doskonale łamało szyfr „Enigmy”.

Nie pozwólmy zapomnieć, kto tak naprawdę dał początek rozwoju dekryptażu, a nawet dał początek stworzenia elektrycznej maszyny do liczenia, którą można nazwać pierwszą wersją komputera. Pierwsze urządzenie zbudowano głównie z lamp — podobnych do tych, jakie używano w polskiej elektronice po II wojnie światowej — w telewizorach, czy magnetofonach szpulowych. Nie ukrywajmy też faktu, że gdyby wówczas Polska dysponowała większymi funduszami, z całą pewnością pierwsza wersja elektrycznej maszyny matematycznej, powstałaby w Polsce. 

Licencja: Creative Commons