Do czego może doprowadzić człowieka zbytni pośpiech? Na pewno do niczego dobrego. Jak to się mawia: gdy się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy. Co prawda zdania na ten temat mogą być podzielone – nie wszyscy muszą się przecież z tym punktem widzenia zgadzać. Niemniej warto sprawdzić, czym może grozić pośpiech i czym on w istocie jest.

Data dodania: 2016-04-03

Wyświetleń: 1113

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Pośpiech – symptom dzisiejszych czasów

Według mnie pośpiech jest chorobą – zaznaczam jak zwykle, że jest to tylko i wyłącznie moja opinia. To niestety przykra dolegliwość, która dotyka coraz większą ilość osób. Ludzie nie zdają sobie dokładnie sprawy z tego, czym może grozić ów szalony pęd, który wydaje się czymś normalnym w dzisiejszym świecie. Jaki ma on zatem wpływ na życie ludzkie? Co się z nim wiąże? I jak można się od niego uwolnić?

Zwolnij tempo

Można zauważyć, że w zasadzie coraz więcej czynności, które wykonujemy, uzależniamy od szybkości. Praktycznie wszystko musi być wykonane w jakimś szalonym tempie, bo przecież „można nie zdążyć” albo „nie wyrobić się ze wszystkim”. Począwszy od przygotowania śniadania czy obiadu na pracy i innych poważnych czynnościach skończywszy. I trzeba przyznać, że zachowujemy się pod tym względem jak szaleni – mowa tutaj o nas wszystkich, ponieważ dzisiejsze „cywilizowane społeczeństwo” tak właśnie postępuje. Chcąc czy nie chcąc, padamy ofiarą tego błędnego założenia, które podpowiada nam, że „szybko oznacza lepiej, efektywniej i dobrze”. A to niestety błąd. Przynajmniej w moim mniemaniu. O ironio nawet taką czynność jak relaks wielu z nas chce zrobić szybko, żeby „mieć to z głowy”. Nie ma mowy o przystopowaniu na chwilę, uspokojeniu się i ukojeniu nerwów. Nie ma się co oszukiwać. Ta czynność też jest traktowana mechanicznie, czyli na zasadzie: zrobić i przejść dalej. Człowiek nie cieszy się chwilą, nie odpuści sobie niczego bodaj na moment, żeby złapać przysłowiowy oddech. Wywołuje on tylko niezdrowy pęd i martwi się tym, co zrobi później, i czy w ogóle zdąży to zrobić. Czy oznacza to w takim razie, że nie trzeba niczego robić w jakimś zawrotnym tempie? Nie zawsze jest to możliwe. Czasem faktycznie należy coś zrobić błyskawicznie i zdarzyć się może, że nie będzie czasu na przystopowanie albo na zastanowienie się nad tym, kiedy na chwilę odsapnąć. I to jest zrozumiałe. Zdarza się to w pracy i także w życiu codziennym. Problem polega jednak na tym, że ludzie przestali dokonywać rozróżnień pomiędzy tym, kiedy faktycznie należy zrobić coś szybko, wykazując odpowiedni dynamizm do zaistniałej sytuacji, a kiedy się uspokoić i odpuścić sobie zbędną szybkość. Zatarła się granica i pośpiech zawitał wszędzie. Widać także coraz częściej, że ludzie przestają mieć czas nawet dla swoich partnerów/partnerek i dzieci – co jest dość smutne. W pogoni za błyskotkami tego świata i tym, co społeczeństwo uważa za sukces, zapomnieli o sobie i o swoich bliskich, których później tracą albo oddalają się od nich, gdyż nie mają dla nich czasu. Widać więc, iż brak zachowania równowagi pomiędzy pośpiechem i spokojem prowadzi do jej utraty i zburzenia harmonii w każdej sferze życia. Pośpiech jest pierwszym stopniem do bardziej przykrych następstw i jest tak naprawdę zaczątkiem wielu niewłaściwych nawyków, dolegliwości czy nawet chorób. Z początku może jawić się jako coś niewinnego, jednak przyniesie później opłakane skutki – tym zajmę się nieco dalej. Jest jak mała śnieżka, która podczas swojej wędrówki z wierzchołka góry nabiera coraz większych rozmiarów i spowoduje w końcu prawdziwą lawinę oraz katastrofę.

Teraz warto o czymś nadmienić. I tak na marginesie jest to bardzo ważne. Człowiek to nie robot. Człowiek to istota w pełni naturalna, więc już samo to powinno dać do zrozumienia, jak szkodliwe jest działanie wbrew swojej naturze. Co jest zatem naturalnego dla człowieka? Zachowanie balansu pomiędzy życiem zawodowym, rodzinnym i relaksem. Człowiek, który cały czas pędzi, nie nacieszy się ani pracą czy biznesem, rodziną i relaksem. Będzie robił jedną rzecz kosztem drugiej, zastanawiając się przy okazji, jak zająć się trzecią. Nie jest dzisiaj rzadkim widokiem osoba, która po prostu się zamęcza, trwoniąc całą masę energii i spore ilości czasu nie tam, gdzie trzeba. Niech to będzie dla przykładu człowiek, który się przepracowuje i stale gdzieś pędzi, sam nie wiedząc, po co i gdzie. Nie korzysta on mimo wszystko po całym dniu zmagań z dobrodziejstw snu i odpoczynku. Po pracy zaś spożywa duże ilości alkoholu lub innych substancji albo marnotrawi czas gdzie indziej. Wraca późno, śpi niewiele, spożywa zbyt mało posiłków i następnego dnia cykl się powtarza. Sytuacja będzie o wiele gorsza, jeśli taki człowiek ma rodzinę. Nie będzie zaskoczeniem fakt, iż po kilku bądź kilkunastu latach taka osoba wyglądać będzie jak przysłowiowy wrak i wszystko to, co ma i czego się dorobiła, również rozsypie się jak domek z kart. Taka jest cena płacona za „nieobecność duchem”, pośpiech i niedbałość – wszystko to wiąże się ze sobą idealnie. Podam jeszcze dobry przykład dla lepszego wyjaśnienia, w czym rzecz. Człowieka można przyrównać do baterii. Jak wiadomo, działanie wszystkich urządzeń, które korzystają z baterii, kończy się w momencie, kiedy te się wyczerpią. Nie jest więc niespodzianką, że nadmierne, częste i bezmyślne wykorzystywanie urządzeń powoduje szybsze wyczerpanie się baterii. W tym momencie trzeba albo kupić nowe, albo naładować te, które się ma. Z człowiekiem jest niestety ten problem, że nie może on wymienić baterii, albowiem sam nią jest – i to w dodatku jedną. Jeśli po całym intensywnym dniu nie zadba on o regenerację, nie uspokoi się i nie naładuje siebie ponownie, zrobi sobie krzywdę. Powiedzmy, że człowiek wstając rano, jest naładowany w 100%. W ciągu dnia zużyje z tego jakieś 70%. Musi więc do następnego dnia ponownie doprowadzić się do stanu wyjściowego. Dbając o siebie, zrobi to bez problemu. Nie robiąc tego i ładując się tylko do 60%, robi coś naprawdę nierozsądnego. Kolejnego dnia ma tylko 60% i musi ponownie zużyć 70%. Co z tego wyniknie? Będzie chciał on pobrać energię z rezerw, których tak naprawdę nie ma. Czyniąc tak codziennie, sam się zniszczy. To właśnie wtedy zaczynają się problemy ze zdrowiem i psychiką. Człowiek po prostu oddaje więcej energii, niż zdąży jej ponownie pobrać, a odbije się to na jego stanie fizycznym i psychicznym. A może lepiej byłoby stwierdzić, że nie daje sobie możliwości na pobranie ponownie potrzebnej energii. Sam sobie przeszkadza przez to, co robi i jak; sam jest temu winien. Nie jada odpowiednio, nie śpi tyle, ile powinien, nie spędza czasu nad własnym hobby dla relaksu, tylko eksploatuje siebie, przekraczając granicę, której nie powinien przekraczać. Pędzi gdzieś, uzasadniając to postępowanie odebraniem późniejszej nagrody za trud oraz wyjaśnia, że to konieczność, poświęcenie. Robi to w imię tzw. ogólnego dobra i sukcesu oraz norm narzuconych przez innych. Ciężko mówić jednak o sukcesie, kiedy człowiek płaci za niego zdrowiem a czasem nawet i życiem, ponieważ narzucił sobie pędzący i niezdrowy tryb życia. Uzasadniona konieczność pędzenia niekoniecznie odbije się dobrze na samym człowieku. Prawdziwy sukces nie wymaga takich poświęceń. Sukces jest po to, żeby się nim radować, a nie cierpieć z jego powodu. Może w takim razie pomyśleć o tym, jak można znaleźć mniej „bolesną” drogę do niego?

Warto więc zwolnić. Naprawdę dobrze byłoby to zrobić. Należy zrozumieć, że człowiek potrzebuje wszystkiego w odpowiedniej ilości. Pożywienie zasila ciało, dając mu odpowiednią siłę i energię potrzebną do działania, odpoczynek i sen „ładują akumulatory”, przebywanie z rodziną, hobby czy np. relaks na łonie natury są bezcenną i nieocenioną radością. Praca zaś powinna być traktowana poważnie, jednak nie musi wymęczać człowieka – przynajmniej nie nagminnie. Jeśli więc coś z tego „kuleje” i jest zaniedbane, to „kuleć” będzie wszystko. Wielu ludzi jednak zaniedbuje się w każdy możliwy sposób, co widać na co dzień. Myślą, że mogą zrobić coś kosztem rodziny, odpoczynku czy spożycia należytego posiłku itd. To niewłaściwa droga i zdrowie da znać o tym jako pierwsze. Człowiek, u którego panuje harmonia, ma zasadniczo większe szanse na osiągnięcie ponadprzeciętnych rezultatów w życiu, a to z tego powodu, że jego stan wewnętrzny sprzyja temu bardziej. Ma więcej energii i sił do działania, gdyż wewnętrzna harmonia ma wpływ na jego rzeczywistość i na to, co robi. Tryska z niego energia i witalność – tak można by powiedzieć. W ostatecznym rozrachunku to właśnie ten typ człowieka będzie bardziej szczęśliwy i zadowolony z życia oraz osiągnie sukcesy. „Do celu po trupach” to z kolei motto dla naiwnych i samobójców. Dla tych, którzy sami życzą sobie szkód dla własnego zdrowia i życia. A co robi w tym wszystkim pośpiech? Sprawia, że bateria szybciej się wyczerpuje i jest podejrzanym nr 1, jeśli chodzi o „przeciążenie” człowieka; człowiek nie powinien być „przeciążony”, albowiem nie jest to naturalny stan dla niego.

Jeszcze kilka słów

To, co dla nas jest naturalne – a przynajmniej powinno – przestało takim być. Stąd dzisiaj tyle tzw. chorób cywilizacyjnych. Nie wzięły się one jednak znikąd. Nie przyszły z zewnątrz. To ludzkość je stworzyła, oddalając się od tego, co jest dla niej naturalne. Jesteśmy częścią natury, więc podlegamy jej prawom i rytmowi. My się tylko z tych praw i rytmu wyłamaliśmy. To właśnie działanie wbrew naturze powoduje anomalie, a takimi anomaliami są choroby cywilizacyjne, których kiedyś nie było, a to z tego powodu, że nie było tyle szalonego pośpiechu co dzisiaj. Ludzie burzą własną harmonię. Zapominają o sobie. Choroby XXI wieku są dość wyraźnym sygnałem, żeby powrócić do odpowiedniego rytmu życia i zachować balans, albowiem ukazują dobitnie, iż coś jest nie tak. Jednak nie… ludzkość cały czas zdaje się robić coś zupełnie na odwrót, szukając rozwiązania dla owych chorób cywilizacyjnych w tabletkach, różnych specyfikach, klinikach, jak i także w alkoholu czy narkotykach itd. Tylko że te metody nie rozwiążą prawdziwego problemu i tak naprawdę niczemu nie zaradzą oraz nikomu nie pomogą. Uśmierzą na chwilę nerwy, przytępią uwagę, spowodują tymczasowe rozluźnienie, lecz nie rozwiążą przyczyny dolegliwości spowodowanych narzucaniem sobie szalonego pędu i niezdrowego trybu życia. Butelka alkoholu czy garść pigułek nie są rozwiązaniem dla zestresowanego, rozdygotanego człowieka, który nie może się uspokoić ani przystopować. Zasadniczo pogorszą jego stan, ponieważ kiedy ten „wytrzeźwieje”, poczuje się jeszcze gorzej i powie: panie doktorze, poproszę tym razem o garść prochów zamiast dwóch pigułek jak poprzednio. Tak to dzisiaj w wielu przypadkach wygląda.

Trzeba sobie uświadomić, że w naturze nic nie dzieje się „szybko” czy „wolno”. Dzieje się tak, jak ma być, naturalnie. My, jako ludzie, sami manipulujemy naturą tak własną, jak i tą, która nas otacza. Niestety robimy to nieudolnie. Przez to właśnie tworzymy sobie niezdrowe warunki i otoczenie, w jakim żyjemy. Ludzki paradoks polega na tym, że jako istoty naturalne nie potrafimy żyć w sposób naturalny. Jesteśmy niespokojni i coś nam zawsze przeszkadza. Natomiast pośpiech w całym tym zamieszaniu jest czymś niezdrowym. Burzy on harmonię i spokój, przeszkadzając w naturalnym wzroście, rozwoju i egzystencji. Stwarza problemy i choroby tam, gdzie ich uprzednio nie było.

Rozwiązanie ich jest jednak dość proste. Należy zadbać o siebie, a to nie jest wielki wymóg. Wiele tzw. problemów i dolegliwości fizycznych i psychicznych XXI wieku zniknęłoby, gdyby ludzie wykazywali większą chęć i wolę do zajęcia się sobą. Czyli spać odpowiednio, pożywiać się jak należy, relaksować się wtedy, kiedy trzeba, a nie trwonić energię na robienie tego, co i tak większego sensu nie ma albo prowadzi do autodestrukcji. Ludzie niestety nie chcą. Wolą po coś pędzić i brać pigułki albo sięgać po butelkę z procentami na etykietce, zamiast zaprowadzić więcej ładu w życiu, jak i spojrzeć na to, co tak naprawdę ich wyniszcza i zaradzić temu. Mimo wszystko rozwiązanie jest w zasięgu ręki. To, że społeczeństwo bezmyślnie gdzieś pędzi i ten pęd wymusza, nie oznacza, że wszyscy muszą. Można się od tego szaleństwa uwolnić i żyć w większej zgodzie z samym sobą i z naturalnym rytmem. A Ty jak uważasz i co wybierasz? Wolisz zwolnić i pomyśleć, co jest dla Ciebie dobre i istotne czy nieświadomie pędzić, aż w końcu zapali się czerwona lampka ostrzegawcza? Oby nie było wtedy za późno. Przemyślenia na ten temat zostawiam Tobie. Powodzenia.

Licencja: Creative Commons
0 Ocena