1głosów
Pobierz artykul
1głosów dodatnich
0głosów ujemnych
2238razy czytane
0przedrukowany
Creative Commons Licencja

Gdyby przyjąć, że każda wyprawa jest spełnieniem któregoś z naszych marzeń, podróżnicy byliby wówczas największymi marzycielami, a ci  którzy posiedli również dar znakomitego władania piórem, zasłużyliby na miano „twórców wyobrażeń” i „piewców wyobraźni”.

Oni to malują przed nami, niczym najlepsi pejzażyści, wspaniałą panoramę tych wszystkich krain, których nigdy nie dane nam będzie ujrzeć i portretują tak wielu mieszkańców tych ziem, których nigdy nie poznamy.

Amazonia niczym gigantyczny magnes, od wieków przyciąga najrozmaitszych i eksploratorów z najodleglejszych zakątków świata, i tylko niewielu spośród nich potrafiło oprzeć się jej urokom. Jednym z takich właśnie śmiałków okazał się być blisko czterdziestoletni wówczas „początkujący obieżyświat”, Poznaniak z pochodzenia z piękną powstańczą kartą w swej biografii – Arkady Fiedler, który udaje się tam w roku 1933 z misją badawczą. O tym, że nie jest to tylko kolejny przyrodnik uganiający się za egzotycznymi okazami, przekonujemy się już w dwa lata po jego powrocie do kraju, kiedy to wydaje słynną powieść pt. „Ryby śpiewają w Ukajali”, będącą zapiskiem tych kilku tygodni spędzonych w tamtejszej dżungli.


Niezwykła i zachwycająca. Zabawna i błyskotliwa. Pełna przygód, ale nie nazbyt spektakularnych. Pouczająca, ale nie moralizatorska. Gawędziarska i poetycka. Taka to jest owa opowieść, napisana pięknym językiem, nienaganną polszczyzną, a jednak stroniąca od niepotrzebnych ozdobników, jak na prawdziwy reportaż przystało. W tak niezwykły przez autora i w jemu sobie tylko znany sposób pomyślana, byśmy mieli nieodparte wrażenie, że razem z nim odbywamy rejsy dymiącymi parostatkami po zamulonych wodach najpotężniejszej z rzeki świata, że wraz z nim pieszo, ramię w ramię przedzieramy się przez gęstwiny amazońskiej puszczy, że pali nas to samo słońce i gryzą te same komary. Świadczy to o wielkim kunszcie i niezwykłym talencie literackim Fiedlera.

A prócz wszystkich walorów  już wymienionych, trzeba dodać jeszcze ten jeden – walor edukacyjny. Autor nie szczędzi nam mnóstwa faktów geograficznych i przede wszystkim historycznych tyczących regionu, w którym się akurat znajduje, nierzadko zagłębiając się przy tym bardzo głęboko, aż do zamierzchłej przeszłości, dzięki czemu wolno nam spojrzeć daleko bardziej obiektywnie na wszystkie te ziemie i ich mieszkańców, o których mowa w powieści.

Ryszard Nadrowski, znakomity aktor Teatru Polskiego w Warszawie wcielając się w rolę lektora, chcąc nie chcąc staje się jednocześnie narratorem, gawędziarzem, podróżnikiem, czy wręcz samym Arkadym Fiedlerem w wyobraźni słuchacza, co wiąże się z wielką odpowiedzialnością i z pewnością nie jest to łatwe zadanie, a jednak wychodzi on z każdej z tych ról obronna ręką. Bardzo spokojnym i stonowanym głosem wymienia dziesiątki gatunków amazońskiej flory i fauny, przy niektórych zatrzymując się na dłuższą chwilę, opowiada o krwawych zbrodniach hiszpańskich i portugalskich konkwistadorów, ostrzega przed niebezpieczeństwami czyhającymi w dżungli, w barwny sposób opisuje napotkanych ludzi, głośno zachwyca się pięknem motyli, żarłocznością mrówek i wiernością pstrokatych papużek. Na szczególną uwagę zasługuje sposób, w jaki artykułuje on wyrazy dźwiękonaśladowcze, zwłaszcza te pochodzenia zwierzęcego.
Pełen humoru majstersztyk!

Robert Skrzydło

Licencja: Creative Commons