Państwo, które ma obowiązek, psi obowiązek, stać po stronie słabych i krzywdzonych, samo ową krzywdę generuje; stwarza mechanizmy, które pogłębiają społeczną niesprawiedliwość.

Data dodania: 2014-02-02

Wyświetleń: 1352

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Naprawdę trudno jest milczeć, kiedy państwo w konsekwentny sposób od wielu lat chroni prawa pedofilów, milcząc równie konsekwentnie na temat praw ofiar. Ofiar najbardziej bezbronnych, ponieważ dzieci bronić się nie potrafią. Co więcej, jest to dla nich tak wielka trauma, że mówić nawet nie chcą. Państwo, które nie chce brać w obronę najsłabszych, najbardziej bezradnych wobec zła generowanego przez dorosłych, nie zasługuje na szacunek, a jedynie na pogardę.

To zresztą jakaś bardzo niedobra tendencja, która ujawnia się raz po raz w ostatnim czasie i nie dotyczy wyłącznie dzieci. Polskie państwo, mówiąc wprost, ze słabymi nie liczy się w ogóle. Bo nie musi.

Jest pewna znieczulica władzy, elementarny brak wrażliwości na to, co ludzi na co dzień boli, co wzbudza społeczny gniew, na krzywdę i niesprawiedliwość. Państwo, które ma obowiązek, psi obowiązek, stać po stronie słabych i krzywdzonych, samo ową krzywdę generuje; stwarza mechanizmy, które pogłębiają społeczną niesprawiedliwość.

Historia projektów ustaw dotyczących karania pedofilów skupia jak w soczewce sposób funkcjonowania polskiego państwa. Tusk, jak zwykle zresztą, wiele mówił, pokazywał w telewizorze zagniewaną twarz, obiecując, że będzie chemiczne kastrowanie zwyrodnialców. I co? I nic! Tak jak zawsze. Tymczasem kolejne dzieci są krzywdzone, gwałcone, odbiera się im radość poznawania świata, odbiera się im niewinność. Nie chciałbym tutaj mieszać porządków logicznych w argumentacji, lecz aż prosi się zacytować zdanie: "Cokolwiek uczyniliście tym najmniejszym, mnieście uczynili".

Jeżeli państwo, w osobach swoich najważniejszych funkcjonariuszy, twierdzi, że jest bezradne wobec zbrodniarzy krzywdzących dzieci, my, ludzie, którzy jeszcze nie stępili w sobie elementarnej wrażliwości, powinniśmy wymusić na władzy konkretne działania. Pytam, dlaczego nie można upubliczniać wizerunku zwyrodnialca, choćby po to, by wszyscy trzymali z dala od niego dzieci? Słyszę, że gdyby tak się stało, mogłaby spotkać ich krzywda, mogłoby dojść do samosądów itp. Z tym, że to jest właśnie ta narracja, której osnową jest prawo przestępcy. A to, że wcześniej oni byli krzywdzicielami, nie ma zupełnie żadnego znaczenia?

Pytam, czy to naprawdę są wielkie koszty, aby zwyrodnialcom wychodzącym z więzienia zakładać elektroniczne obroże i monitorować go 24 godziny na dobę? Nie mam wiedzy pełnej na te temat, ale w praktyce jest to chyba możliwe?

Emocjonalny ton mojego artykułu bierze się stąd, że pracowałem kiedyś z dziećmi, które miały po 11 i 12 lat. I pragnę być głosem Angeliki, Patrycji, Weroniki i Basi, które też przecież mogły stać się ofiarami pedofilów. Są jednak inne Basie, Weroniki i Patrycje, które nie miały tego szczęścia. Ktoś złamał im życie, ktoś odebrał im wiarę i ufność w ludzi.

Proponuję, by napisać społeczny projekt ustawy. Proszę - jeśli ktoś z Was zna kogoś, kto może zredagować taki projekt w profesjonalny sposób, skontaktujcie się ze mną. Z ACTA się udało, bo zaistniał mocny ruch niezgody i władza się przestraszyła. Może z projektem ustawy antypedofilskiej będzie podobnie? Gorąco w to wierzę.

Licencja: Creative Commons
0 Ocena