"...Korzystając z doświadczenia ornitologów: Żeby pisarze mogli rozwinąć skrzydła, muszą mieć swobodę korzystania z piór..." - pisarze zajmujący się fantastyką i science – fiction wielokrotnie udowadniali, że jeśli pozwolić im rozwinąć skrzydła, potrafią stworzyć rzeczy, o jakiś się „filozofom nie śniło”.

Data dodania: 2012-02-20

Wyświetleń: 1745

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 3

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

3 Ocena

Licencja: Creative Commons

Fantastyczny Lem            

Uprzejmie donoszę, że Stanisław Lem nie istnieje – tak mógł się prawdopodobnie zaczynać jeden z listów słynnego amerykańskiego pisarza science – fiction Philipa K. Dicka do Federalnego Biura Śledczego, znanego szerzej, jako FBI. Autorowi głośnych książek i opowiadań, takich jak ekranizowane „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach” i „Raport mniejszości” nie mieściło się w głowie, aby jeden człowiek dysponował tak ogromną wiedzą i wyobraźnią. Według teorii Dicka, Lem nie był realną postacią, a grupą krakowskich pisarzy pracujących na zlecenie potężnego KGB. Tymczasem skromny pan Stanisław lekceważąc plotki o swym nieistnieniu w imponującym tempie tworzył kolejne wizje przyszłości, z których wiele okazało się samospełniającą się przepowiednią. Już w 1961 roku zatroskany pisarz wieszczył zanik papierowych książek. W powieści zatytułowanej „Powrót z gwiazd” Lem opisuje losy załogi statku kosmicznego o nazwie „Prometeusz”, która po powrocie z wyprawy jest zmuszona zmierzyć się ze zmianami, jakie zaszły podczas jej nieobecności na ziemi. Jedną z tych zmian jest zastąpienie papierowych książek ich zaawansowanymi technicznie odpowiednikami. Dziś wizja ta zdaje się coraz bardziej upowszechniać; grube, zalegające na półkach tomiszcza są stopniowo zastępowane przez audiobooki i e-booki odtwarzane za pomocą iPodów, czy czytników tekstów. Oprócz tego kosmonauci ze zdziwieniem obserwują niepokojący kult młodości i konsumpcyjny styl życia, jaki preferują mieszkańcy Ziemi. Brzmi znajomo, nieprawdaż? Twórczość Stanisława Lema jest wciąż bardzo aktualna i staje się inspiracją dla wielu ludzi szukających nowych rozwiązań. Do fascynacji Lemem przyznaje się m.in. Will Wright, pomysłodawca i twórca, cieszącej się niesłabnącą popularnością na całym świecie gry The Sims. Dalekimi przodkami komputerowych postaci, którymi gracz może w pełni sterować, decydując o całym ich życiu, są ludziki stworzone przez jednego z bohaterów prozy Lema. W jednym z opowiadań pochodzących ze zbioru „Cyberiada” autor opisuje historię zdolnego wynalazcy, który tworzy dla ogarniętego rządzą władzy tyrana miniaturowy świat, mieszczący się w pudełku. Od tej chwili władca może kierować losem zamkniętych w nim postaci.

Marsjanie atakują

30 października 1938 roku był dniem podobnym, do wielu innych, do momentu kiedy radiowa stacja CBS nie nadała wiadomości o ataku Marsjan na ziemię. Wiadomość ta była częścią słuchowiska wyreżyserowanego i wyemitowanego przez stację radiową z okazji święta Halloween. Słuchowisko przygotowane genialnie przez Orsona Wellesa było adaptacją powieści Herberta Georga Wellsa pt: „Wojna światów.” Adaptacja zrobiła tak wielkie wrażenie na radiowych słuchaczach, że część z nich, przekonana o prawdziwej inwazji kosmitów zaczęła w panice opuszczać swoje domy.  „Wojna światów”, to istotnie bardzo sugestywna historia, w której pisarzowi udało się przewidzieć i opisać dokładnie dwa zjawiska, pojawiające się w przyszłości. Przede wszystkim Wells zobrazował wiernie w swej powieści przykład wojny totalnej, wymierzonej nie tylko w siły zbrojne, ale głównie w ludność cywilną, celem jej całkowitej eksterminacji. Na szczęście w dziele tego pisarza bezwzględni kosmici giną pokonani przez istniejące na ziemi bakterie. Tym samym autor dotknął tematu broni biologicznej, która niestety jest dziś nadal wykorzystywana m.in. przez terrorystów.

Ale kosmos

„To tylko mały krok człowieka, ale wielki skok dla ludzkości”- te znaczące słowa wypowiedziane przez Neila Armstronga kilka chwil po wylądowaniu na księżycu były wspaniałym uwieńczeniem ludzkich marzeń o podboju kosmosu. Cel ten nie zostałby, jednak osiągnięty gdyby nie wizjonerskie plany ogromnej rzeszy ludzi, zafascynowanych niezbadaną przestrzenią. Jednym z tych, którzy jako pierwsi odważyli się marzyć o locie do gwiazd był utalentowany dziewiętnastowieczny pisarz Juliusz Verne. Wyprawa statku Apollo 8, który w 1986 roku okrążył Księżyc jest niemal identycznym odwzorowaniem lotu bohaterów książki Juliusza Verne’a pt: „Lot w kosmos.” Co prawda za pojazd, którym zdobywcy kosmosu udali się w podróż, uczynił pisarz pocisk armatni, reszta jednak się zgadza. Trójka pasażerów pocisku, podobnie jak pasażerowie statku kosmicznego Apollo 8 startuje z Florydy i kończy swą podróż lądowaniem w wodach Oceanu Spokojnego, a ich misja polega na okrążeniu złotego globu. W pewnym stopniu książka ta zapowiada, cieszącą się coraz większym zainteresowaniem turystykę kosmiczną. Verne miał zresztą wiele interesujących pomysłów, które doczekały się spełnienia. Nie bez przyczyny nazywa się go „dziadkiem science fiction” i „tym, który wymyślił dwudziesty wiek.”

Roboty, co wzięły się do roboty

Hotele w pełni obsługiwane przez zautomatyzowane urządzenia, ogromne maszyny sterowane komputerowo, zastępujące w pracy ludzi. Roboty na deskach teatralnych odgrywające role dramatyczne w przedstawieniach, roboty reklamowe i małe roboty, przypominające zwierzęta domowe, zastępujące merdających ogonem przyjaciół. To nie jest bynajmniej pieśń przyszłości, ale realny obraz świata, w którym przyszło nam żyć. Taki rozwój wypadków wieszczył już jakiś czas temu Isaac Asimov, znany amerykański naukowiec i poczytny pisarz literatury science - fiction pochodzenia rosyjskiego. To Asimov jest autorem arcyciekawych praw robotyki:

Robot nie może skrzywdzić człowieka, ani przez zaniechanie działania dopuścić, aby człowiek doznał krzywdy.

Robot musi być posłuszny rozkazom człowieka, chyba że stoją one w sprzeczności z Pierwszym Prawem.

Robot musi chronić sam siebie, jeśli tylko nie stoi to w sprzeczności z Pierwszym lub Drugim Prawem.

W oparciu o te prawa stworzył on cykl opowiadań, wydanych później w zbiorze pt: „Ja, robot.” Książka stała się także inspiracją do nakręcenia filmu o tym samym tytule.  Akcja filmu toczy się w roku 2035, w którym roboty wkroczyły do niemal wszystkich aspektów życia codziennego. Kiedy o morderstwo genialnego naukowca zaczyna podejrzewać się jednego z zaprojektowanych przez niego robotów, do akcji wkraczają detektyw policji i pani psycholog specjalizująca się w behawiorystyce robotów.

Fakt, iż wyspecjalizowane agencje rządowe pokroju CIA, czy FBI posiadają dziś specjalne wydziały, których pracownicy zajmują się tylko i wyłącznie czytanie książek fantastycznych, doszukując się w nich wizji przyszłości, dobitnie świadczy, o tym jak trafne potrafią być przewidywania pisarzy. Warto zatem sięgnąć czasem do literatury reprezentującej ten gatunek, aby dowiedzieć się co w trawie piszczy i jednocześnie mieć nadzieje, że większość fantastycznych przewidywań nie dojdzie jednak do skutku.

 

 

Źródła:

Łukasz Kujawa: Jak science-fiction przewidziało nam przyszłość. Interia.pl

Lech Jęczmyk. Czy pan istnieje mister Lem?

Michał R. Wiśniewski. Lem – on naprawdę wszystko przewidział. Gazeta.pl

Krzysztof Czubaszek. Spełnione wizje Verne’a. Nowa Fantastyka 10/2004

Licencja: Creative Commons