0 głosów
Pobierz artykul
0 głosów dodatnich
0 głosów ujemnych
1313 razy czytane
0 przedrukowany
Creative Commons Licencja

To fakt, że na ogół moje wiersze ocierają się o sferę kabaretową, atmosferę żartu, pół uśmiechu, szyderstwa, krzywego zwierciadła czy wyśmiewania się. Ale czasem nachodzą mnie chwile refleksji, zastanowienia się nad własnym istnieniem i jego sensem. Bo po tamtej stronie jest całkiem inaczej… Przecież byłem…

                                      NIC  MI  NIGDZIE  NIE  WYSTAJE

Stoję sobie w sześcianiku.

Nie ma nic – jestem w zaniku.

Wciągam brzuch i wciągam płuca,

Ze mną wraz znika ulica;

Nie ma nic. To wszystko mara

Zwiewna tak, jak lot komara.

Nie ma wiary i wierzenia,

Kary też i przebaczenia.

           Były słowa i zaklęcia,

          Gesty nie do odsunięcia,

          Próby wiary, próby Boga

          I dyskusje: gdzie jest droga?...

          Patrzę. Słucham. Dotknę – wierzę.

          Już mam w dłoni. – A to pierze

          Z wiatrem, w słońce korkociągiem

          Rwie się w niebo wietrznym ciągiem.

                     Nic mi nigdzie nie wystaje,

                    Bo ukryłem, bo schowałem.

                    Mam schowane tuż za skrajem,

                    Bo wciągnąłem. I nie dałem.

 Bo tak mi się wydawało,

Że już wszystko uleciało,

Że już nie ma, że ja tylko,

I że ze mną tylko kilka

Smaków życia, wirów czaru

Z zaniebnego  trwania darów.

To za dużo, żeby unieść

I za mało, aby pogrześć…

           Jestem mały tchórz ukryty.

          Piachem, pyłem lat zakryty:

          Bęben bije, krew pulsuje,

          Ciało tańczy. – Już rozumiesz:

          Wieczność twoja w tym sześcianie –

          Gdzie nie pójdziesz, tu zostaniesz.

          Z tobą miłość, szczęście, wiara,

          Odpuszczenie, hostia, kara…

                     Nic mi nigdzie nie wystaje,

                    Bo ukryłem, bo schowałem.

                    Mam schowane tuż za skrajem,

                    Bo wciągnąłem. I nie dałem.

 Nic mi nigdzie nie wystaje,

Bom jest obłym światem życia.

W swej drobince, więc, powstaję,

By odtworzyć chwilę bycia.

Gdy docieram, wszystko pęka,

W wielokrotność się obraca.

Niepokoju zaś udręka

W chwilę szczęścia się odwraca.

           Tylko patrz, czy twoja tęcza

          Kolor swój temu zawdzięcza?

          Czy co widzą twoje oczy,

          Może pięknem je zaskoczyć?

          I czy wiara i widzenie

          Sercu da uspokojenie?

                     Nic mi nigdzie, bo schowałem…

                    Nic mi  nigdzie, bo nie dałem…

 

                                              11.07.2005 r.

                                                   0007

Licencja: Creative Commons