Nie ma podróży bez mapy. Nie ma bitwy bez strategii. Każda gra posiada swoje zasady, a każdy mistrz swoje "tajemne" sposoby by wygrywać. 

Data dodania: 2011-03-01

Wyświetleń: 2570

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Inwestowanie na giełdzie w szerokich gronach nazywane jest grą. Choć nie podoba mi się to porównanie muszę przyznać, że każda z dziedzin życia zawiera w sobie wiele hazardu. Budowanie sukcesu tym bardziej przypomina grę, w której stajemy w szranki z losem. Uzmysłowiłem sobie, że przystępując do zawodów w obojętnie jakiej dyscyplinie poprzedzamy je długoletnimi przygotowaniami i treningami. Często studiujemy naszą wybraną dyscyplinę poznając jej genezę, mistrzów, zasady, niuanse. Wkraczamy na drogę tajemnej wiedzy, która ma poprowadzić nas przez liczne sparingi, pojedynki, walki i mecze. Nabywamy doświadczenia ucząc się chwytów, zwodów, manewrów i dryblingów. Szukamy trenerów i mentorów, którzy przekażą nam swoje tajemnice. Dzięki nim stawiamy milowe kroki stając się adeptami. Po licznych upadkach i wzlotach awansujemy w rankingu mistrzów zdobywają coraz to lepsze miejsca na podium.

Ostatecznie po wielu latach świetności i sławy odchodzimy na zasłużoną emeryturę nie doganiając o wiele młodszej i sprawniejszej czołówki. Jeśli potrafimy wykorzystać to co osiągnęliśmy zostajemy trenerem, mentorem szczycąc się uznaniem oraz szacunkiem, który pozwala nam na zanurzenie się w błogim spokoju.

Nie ważne w której gramy lidze, byle być mistrzem.

Powierzając nasz los zawodnika w ręce trenera poddajemy się jego strategii. Podobnie, gdy sami budujemy swoje mistrzostwo musimy wyznaczyć sobie drogę do chwały.

Moja strategia giełdowa.

Rozpocząłem od wyznaczenia celu.

Sprawa prosta. W grze na giełdzie obraca się aktywami. Wystarczy więc wyznaczyć ich wartość i czas w którym chcemy ją osiągnąć. Powiedzmy aktywa / akcje o równoważnści 1 miliona złotych za 5 lat.

Droga do celu.

Jak w każdej podróży do danego celu wiedzie wiele dróg. Trzeba więc wyznaczyć tę, która na dzień decyzji o wyjedzie jest optymalna. Z reguły podczas tak ważnej decyzji pojawia się wiele emocji.

Pierwsza jest więc ambicja. Droga ma być najkrótsza. Potem pojawia się strach. Ma być bezpieczna. Na końcu przychodzą niezliczone obawy. A co jeśli po drodze ...?

Niejeden podróżny w tym miejscu woli zrezygnować i zostać w domu.

Ja wyznaczam drogę, którą nazywam "10%". Jest ona bardzo ambitna, ale po co się ograniczać. Mój majątek ma co miesiąc przyrastać o 10%. Przeprowadzam symulację i okazuje się, że jeśli rozpocznę z kwotą około 2,5 tys. zł to mój plan jest możliwy do zrealizowania.

Każdy doświadczony inwestor powinien to potwierdzić, że większość wiedzy i doświadczenia zdobywamy ucząc się na własnych błędach i upadkach. Przyjmuję więc, że przygoda z giełdą nie powinna odbijać się negatywnie na mojej rodzinie, moim samopoczuciu i zdrowiu. Zdobyty więc w ten sposób majątek stanowić ma zabezpieczenie oraz dodatkowe źródło a kwota startowa nie może wpłynąć na domowy budżet. Moje "wpisowe" zdobywam poza budżetem. A jeśli je stracę nic się nie stanie.

Wizualizacja.

Pamiętam, jak przed wakacyjną wyprawą nad morze wyobrażałem sobie jak leżę na plaży wygrzewając się w słońcu. Ogarnia mnie świadomość sukcesu. W myślach dokładam zera do salda konta bankowego, co jeszcze bardziej pobudza mnie do działania. Obracam akcjami o wartości wolumenu nie 1.000zł ale 100.000zł. Uzmysławiam sobie, że przy takich kwotach skok o 1% to jest właśnie 1.000 zł.

Rekonesans.

Przed każdym wyjściem z domu zawsze sprawdzamy czy nie pada, bo może trzeba zabrać parasol. A może jest mróz i trzeba ubrać cieplejszą kurtkę. Zawsze spoglądam na zegarek. Sprawdzam czy zabrałem portfel, dokumenty, klucze, komórkę. Obowiązkowo spoglądam w lustro.

Przed wyprawą w giełdową podróż warto przeczytać kilka książek, odwiedzić kilka stron internetowych, podyskutować na forach, sprawdzić trendy, przeanalizować wykresy, przeprowadzić analizę fundamentalną lub techniczną (tak jak umiemy lub jak nam się wydaje). Źle jest kupować pod koniec hossy, lub na początku bessy. Warto pamiętać, że byk wchodzi po schodach a niedźwiedź wychodzi oknem.

Tak czy inaczej warto staropolskim zwyczajem usiąść przed podróżą i pomyśleć.

Warto przed każdym pojedynkiem poznać przeciwnika. Rozpoznać jego słabości i atuty.

Licencja: Creative Commons