Utwór (tragikomedia science-fiction) opowiada o starszym panu z Rosji, który bardziej kocha androidy niż ludzi. Matwiej Akimowicz Kuzniecow, bo o nim mowa, specjalnie zamieszkał na Syberii, aby odciąć się od znienawidzonego świata Homo sapiens.

Data dodania: 2009-12-21

Wyświetleń: 1294

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

SCENA PIERWSZA

Czas akcji: 2054-12-18
Miejsce akcji: Rosja - Syberia - okolice Nowosybirska - willa Kuzniecowa - sypialnia
Osoby: prof. Matwiej Akimowicz Kuzniecow
Roboty: Nastia, Awksientij




Profesor robotyki i cybernetyki, Matwiej Akimowicz Kuzniecow, siedzi przy nowoczesnym, futurystycznym komputerze i pisze bloga (wirtualny pamiętnik).



MATWIEJ (czyta na głos swoją notatkę):

Czy istnieje chociaż jeden przedstawiciel gatunku Homo sapiens, który mógłby mi udowodnić, że człowiek jest czymś lepszym od androida? Zarówno robot, jak i istota ludzka są zaledwie zlepkami protonów, neutronów i elektronów, co stawia je na równi z innymi stekami atomów, na przykład z krzesłem, aparatem fotograficznym i psimi fekaliami. Człowiek i android są postaciami inteligentnymi oraz samodzielnymi, a we współczesnych czasach wyglądają niemal identycznie. Żeby mogły wykonać dowolny ruch lub podjąć jakąkolwiek decyzję, przez rurki w ich wnętrzu musi przepłynąć określona ilość impulsów elektrycznych. No, więc jaka jest różnica między człowiekiem a maszyną (zakładając, że takowa istnieje)? Jakiś nawiedzony katolikus mógłby rzucić patetyczne hasło: "Człowiek ma duszę", jednak ja nie wierzę w boskie pierwiastki i tego typu ścierwa. Jedyną...



Matwiej przerywa czytanie, bo tuż za jego plecami otwierają się automatyczne drzwi (takie jak w supermarketach) i do pokoju wchodzi androidka Nastia, wyglądająca jak 45-letnia kobieta i niosąca tacę z jedzeniem oraz piciem.



NASTIA (miłym, pełnym ciepła głosem):

Dzień dobry, Matwiej Akimowicz Kuzniecow. Ty nie w łóżku?



MATWIEJ (serdecznie, z uśmiechem):

Nie, nie, Nastio... Jak widzisz, opanowała mnie jakaś poranna muza, która każe mi pisać bloga... Obudziłem się dzisiaj wcześniej niż zazwyczaj, a ponieważ nie udało mi się ponownie zasnąć, postanowiłem się czymś zająć... (Chichocze) Tak czy siak, dziękuję za troskę... i za śniadanie.



NASTIA (kładąc tacę na biurku Matwieja):

Matwiej Akimowicz Kuzniecow potrzebuje więcej snu. Matwiej Akimowicz Kuzniecow zbyt dużo pracuje. Matwiej Akimowicz Kuzniecow nie pamięta o zaleceniach lekarskich.



MATWIEJ (lekko zirytowany):

Nie pouczaj mnie, Nastio, wiem lepiej, co jest dla mnie dobre... (Znowu chichocze) W gruncie rzeczy, cieszę się, że tak mało śpię, albowiem bezsenność jest cechą geniuszy.



NASTIA:

Matwiej Akimowicz Kuzniecow powinien spać snem sprawiedliwego.



MATWIEJ:

A co ma długość snu do sprawiedliwości? Śpię tyle, ile potrzebuję, i nie oglądam się za siebie. Łatwo ci mówić o takich sprawach, bo sama nie wiesz, co to jest sen.



NASTIA:

Jak uważasz, Matwiej.



Nastia wychodzi z pokoju, a Kuzniecow powraca do głośnego czytania swojego wpisu.



MATWIEJ (czyta):

Jedyną cechą, która przychodzi mi na myśl, a która może być dowodem na istnienie różnic między istotami ludzkimi a robotami, jest zdolność do czynienia zła. Ludzie są jedynymi stworzeniami na Ziemi, które potrafią zabijać dla przyjemności - zwierzęta robią to tylko wtedy, gdy potrzebują pokarmu albo czują się zagrożone. Android, jako maszyna pozbawiona świadomości, uczuć i wolnej woli, również nie może mieć złych intencji. Jeśli morduje lub w inny sposób krzywdzi istotę żywą, to postępuje tak tylko dlatego, że jest uszkodzony albo został perfidnie zaprogramowany przez człowieka. Paradoksalnie, kiedy w czasie ostatniej wojny maszyny zabijały przedstawicieli gatunku Homo sapiens, nadal aktualne było powiedzenie: "To ludzie ludziom zgotowali ten los". Ludzie, ludzie, zawsze ludzie... Czy istnieją na świecie gorsze bydlaki? A kto nieustannie zatruwa własną planetę i podejmuje liczne próby utopienia we krwi swoich współbraci?



Do pokoju Matwieja Kuzniecowa wchodzi kolejny robot: smukły, energiczny Awksientij o wyglądzie 17-letniego chłopaka.



MATWIEJ (grzecznie, do androida):

Cześć, Awksientij. Co cię do mnie sprowadza?



AWKSIENTIJ:

Matwiej, ktoś zadzwonił do drzwi. Nie wiemy, czy go wpuścić.



MATWIEJ (zszokowany, zbulwersowany i wściekły):

Kurde pazur! Do drzwi zadzwonił? A kto mu bramę otworzył?! Jak znajdę tego, który wpuścił intruza na teren mojej posesji, to mu nogi z elektronicznego tyłka powyrywam!



AWKSIENTIJ:

Wielki Arni miał wczoraj wieczorem zamknąć bramę. Widocznie znowu zapomniał.



MATWIEJ (histerycznie):

Arni, Arni, ciągle Arni... Wysoki jak brzoza, a głupi jak koza... (Wstaje z obrotowego fotela) No dobra, idę zobaczyć, kto przyszedł. (Wściekle, myśląc o Wielkim Arnim) Żeby mi to było ostatni raz!




SCENA DRUGA

Czas akcji: 2054-12-18
Miejsce akcji: Rosja - Syberia - okolice Nowosybirska - willa Kuzniecowa - przedpokój
Osoby: prof. Matwiej Akimowicz Kuzniecow, red. Biełła Łogwinowna Morozowa
Roboty: Nastia, Ałła, Awksientij, Wielki Arni




Profesor Kuzniecow zbliża się do drzwi, za którymi czeka na niego dziennikarka Biełła Łogwinowna Morozowa (dzwoniąca i pukająca dosyć niecierpliwie). Matwiej staje przed drzwiami, kładzie rękę na specjalnej klawiaturze zastępującej klamkę, jednak waha się z otworzeniem. Scenę obserwują cztery roboty: Nastia, Awksientij, Ałła (o wyglądzie 20-letniej panny) i Wielki Arni (wyglądający jak Arnold Schwarzenegger w filmie science-fiction pt. "Terminator").



MATWIEJ (szyderczo, słysząc natarczywe pukanie):

Zajęte!



Osoba po drugiej stronie drzwi nie przestaje pukać i dzwonić.



MATWIEJ (wyprowadzony z równowagi):

Kto tam, do choroby ciężkiej?! Nie ma nikogo w domu!



BIEŁŁA (nie zważając na ostatnie słowa Matwieja Akinowicza):

Dzień dobry, profesorze Kuzniecow, jestem Biełła Łogwinowna Morozowa, redaktorka tygodnika internetowego "Mechatech Attack". Chciałabym zadać panu parę pytań, związanych z pańską pracą, życiem...



MATWIEJ:

A co cię, kurde balas, obchodzi moje życie?! Nie masz własnego, czy co u diabła?! Jak nie masz własnego życia, to zjazd w spódnicy do kostnicy!



BIEŁŁA (nieco zraniona zachowaniem Matwieja):

Panie profesorze, proszę na mnie nie krzyczeć! Otrzymałam zlecenie, aby przeprowadzić z panem wywiad, i muszę się wyrobić do jutra... (Ironicznie, z żalem) Wielka to łaska odpowiedzieć na parę pytań!...



MATWIEJ (coraz bardziej zirytowany):

Kobieto, czy ty masz jakiś problem?! Dałem ci do zrozumienia, że nie udzielę żadnego wywiadu, więc wypad spod drzwi i won do chałupy!



BIEŁŁA (zrozpaczona):

Panie profesorze, ale to jest bardzo ważne zlecenie! Ja tu z samego Kaliningradu przyjeżdżam! Jeśli...



MATWIEJ (despotycznie, naśladując Panią Barbarę z e-serialu "Klatka B"):

"Wypad mnie spod drzwi, powiedziałem!" (Słysząc jakiś szmer za drzwiami) "Nie ma dyskusji, powiedziałem!!!"



AWKSIENTIJ (powtarza jak papuga):

"Nie ma dyskusji, powiedziałem!"



WIELKI ARNI (do Awksientija, posługując się jednym z najpopularniejszych tekstów w Internecie):

"Daj kamienia!"



MATWIEJ (do robotów, dla świętego spokoju):

Odsunąć się wszyscy, będę otwierał!



Androidy cofają się o kilka kroków, a Kuzniecow wystukuje na klawiaturze specjalny kod otwierający drzwi, po czym wpuszcza Biełłę do swojego mieszkania. Kobieta ostentacyjnie przytupuje i chucha sobie na dłonie, żeby pokazać, jak bardzo jest zmarznięta.



BIEŁŁA (z przejęciem):

Huh, ale tu piździ pod tym Nowosybirskiem!



MATWIEJ:

Ma piździć. Specjalnie zamieszkałem na Syberii, żeby mróz wypiździł takich ludzi jak pani, zanim dotrą oni na teren mojej posesji. To jest, ma się rozumieć, pewna forma selekcji naturalnej lub darwinizmu społecznego.



BIEŁŁA:

To trochę okrutne, nie sądzi pan?



MATWIEJ (bezlitośnie):

Nie, nie sądzę. Nikt ich tu nie zapraszał, więc może mi pani wierzyć, że mam czyste sumienie.



BIEŁŁA (chichocze, nawiązując do aforyzmu Stanisława Jerzego Leca):

No tak, sumienie ma pan czyste - nieużywane!



MATWIEJ:

Używane czy nie... Moje roboty mrozu się nie boją. Nie da się ich tak łatwo wypiździć jak ludzi. (Ostro, do androidów) Awksientij, pomóż pani się rozebrać! Nastia, przynieś pani ciapy! A ty, Ałła, zrób pani coś do picia! (Sam do siebie) Kurde pazur, myślałem, że na krańcu świata będę miał św. Spokój, ale nawet tutaj juchy potrafią mnie męczyć. To jest strasznie... ludzkie...



Awksientij pomaga dziennikarce zdjąć płaszcz, a potem wiesza go na najbliższym wieszaku. Biełła zdejmuje zimowe buty i kładzie je w kącie, po czym zakłada przyniesione przez Nastię ciapy. W tym samym czasie Ałła biegnie do kuchni, aby zaparzyć przybyłej herbatę, zaś Wielki Arni stoi w biernym skupieniu jak ochroniarz.




SCENA TRZECIA

Czas akcji: 2054-12-18
Miejsce akcji: Rosja - Syberia - okolice Nowosybirska - willa Kuzniecowa - salon
Osoby: prof. Matwiej Akimowicz Kuzniecow, red. Biełła Łogwinowna Morozowa
Roboty: Nastia, Ałła, Awksientij



Kuzniecow i Morozowa siedzą na dwóch wygodnych, aczkolwiek futurystycznych fotelach w pokoju gościnnym i - przegryzając jakieś ciasteczka - rozmawiają przy włączonym dyktafonie. Nastia, Ałła i Awksientij siedzą na kanapie, przysłuchując się w milczeniu dialogowi.



MATWIEJ (z braku laku decyduje się na uprzejmość):

Lubi pani roboty, Biełło Łogwinowno?



BIEŁŁA (niezdecydowanie):

Czy ja wiem? Roboty to nie ludzie...



MATWIEJ:

A ja bardzo lubię roboty i postaram się, żeby pani też je polubiła. Lubię je za to, że nie są ludźmi. Lubię przebywać w ich towarzystwie, lubię je konstruować, lubię widzieć, jak owoce mojej wielomiesięcznej pracy zaczynają mówić i się poruszać. To trochę podobne do płodzenia potomstwa, rozumie pani? Ja mam syndrom mitycznego Pigmaliona, jednak absolutnie nie zamierzam z nim walczyć... Lubię uczyć roboty standardowych, codziennych czynności, lubię je malować i fotografować. Wszystkie androidy tworzę według własnego, oryginalnego projektu. Tylko dwa roboty w moim domu pochodzą z odzysku, resztę stworzyłem samodzielnie, w takim specjalnym warsztacie na strychu.



BIEŁŁA (zaciekawiona):

Jak to jest mieszkać z dziesięcioma robotami pod jednym dachem?



MATWIEJ:

Tak, jak z ludźmi nigdy nie będzie się mieszkać. One są zawsze lojalne, one nie ranią i nie krzywdzą. Jaki interes mogłaby mieć maszyna w szkodzeniu ludziom? Nawet, jeśli któraś z nich mnie obrazi, to nie gniewam się na nią, bo wiem, że robi to nieświadomie. Żaden robot, ze względu na brak wiedzy o własnym i cudzym istnieniu, nie może mieć złych intencji, nie może chcieć kogoś skrzywdzić - w tym najbardziej ludzkim znaczeniu. Może co najwyżej być niewłaściwie zaprogramowany, ale to już wina jego organicznego programisty. Tylko człowiek potrafi być wyrachowanym łajdakiem i z pełną premedytacją niszczyć, gnębić, unieszczęśliwiać innych. Natomiast android to zabawka, pełniąca takie funkcje, jakie jej wyznaczono w warsztacie czy w fabryce. Istota ludzka jest z natury zła, chociaż musi mieć warunki do zamanifestowania swojej podłości. Nie wierzę, że np. w nazistowskich obozach koncentracyjnych czy w sowieckich łagrach ludzie się zmieniali - oni po prostu odkrywali swoje prawdziwe oblicza. Tak naprawdę, każdy człowiek - nawet najsympatyczniejszy i najbardziej wrażliwy obywatel - może się zamienić w bezwzględnego sadystę, o czym świadczy chociażby słynny „eksperyment posłuszeństwa wobec władzy" Stanleya Milgrama albo "eksperyment więzienny" Philipa Zimbardo.



BIEŁŁA (szeptem, z prawdziwą zgrozą):

„Efekt Lucyfera"... Coś o tym słyszałam...



MATWIEJ:

Każde z tych doświadczeń wykazało, że zwykli, porządni, wzięci „z ulicy" ludzie mogą być zdolni do czynienia największych okropieństw - bicia, poniżania, zadawania cierpień fizycznych. Kiedy w szkole kilkoro dzieci dokucza jednemu uczniowi, reszta grupy najczęściej dołącza do oprawców, nawet nie wiedząc, dlaczego to czyni. Gdy wszyscy krzyczą: „Ukrzyżuj, ukrzyżuj go!", zazwyczaj przyłączamy się do tłumu i drżymy z ekscytacji na samą myśl o publicznych torturach i egzekucji. Czy wie pani, jak wielką popularnością cieszyły się kiedyś krwawe igrzyska organizowane na terenie Koloseum? Obecnie z jednakową mściwą satysfakcją oglądamy makabryczne horrory, gramy w brutalne gry komputerowe. Moda na okrucieństwo jest odwieczna i nieprzemijalna. To właśnie ona, jako rzecz typowo ludzka, stanowi główny wyróżnik naszej populacji, odróżnia nas od innych stworzeń chodzących po Błękitnej Planecie, określa naszą tożsamość, warunkuje naszą przynależność do rodzaju Homo sapiens. Moim zdaniem, tylko człowiek może złośliwie i z pełną premedytacją niszczyć innych. Nie jest taki jak zwierzę, które robi to wyłącznie z ważnych powodów, pod wpływem prymitywnego, niekontrolowanego instynktu samozachowawczego.



BIEŁŁA:

Czyli sugeruje pan, że człowieczeństwo jest synonimem świadomego okrucieństwa, cechą negatywną, właściwą wyłącznie jednemu gatunkowi? Wierzy pan, że skoro istoty ludzkie były bezwzględne w przeszłości, to będą takie również w przyszłości, bo noszą w sobie niezbywalny gen destrukcji i przekazują go z pokolenia na pokolenie?



MATWIEJ:

Tak. Natura ludzka jest czarna jak heban. Roboty nie mają natury, ba: są zaprzeczeniem wszelkiego naturalizmu, więc nie mogą być przesiąknięte złem. Jak śpiewała pewna wokalistka z początku XXI wieku: "Już dosyć, świat nie jest zły, lecz warto wiedzieć, że są łzy, bo źli jesteśmy my". Jeśli zaprogramujemy androidy w taki sposób, aby zawsze postępowały etycznie, to żadna siła (oprócz człowieka) nie zdoła ich sprowadzić na złą drogę. Te, które zaczną się psuć, zostaną od razu unieszkodliwione i zlikwidowane. Nie jestem fantastą, nie boję się sytuacji rodem z "Frankensteina", polegających na tym, że człowiek mający dobre intencje tworzy dziwną istotę, a ta wymyka się spod kontroli i zaczyna żyć własnym, mrocznym życiem. Bardziej boję się moich organicznych bliźnich, którzy mogliby urobić uczciwe maszyny na swoje podobieństwo. Ktoś mądry powiedział kiedyś: "Piekło to inni ludzie", a ja się z tym zgadzam.



BIEŁŁA:

Widzę, że dużo pan rozmyślał o człowieku i człowieczeństwie...



MATWIEJ:

Owszem, dużo rozmyślałem. No, ale teraz chodźmy na górę, bo chciałbym pani pokazać moje najnowsze dzieło.



BIEŁŁA:

Z przyjemnością, profesorze Kuzniecow. (Po dłuższej pauzie, wybuchając śmiechem) A jak się pan zapatruje na zjawisko tzw. złośliwości rzeczy martwych?!



Matwiej Akimowicz Kuzniecow nie udziela odpowiedzi. Pomieszczenie pogrąża się w krępującej ciszy, która ciągnie się w nieskończoność.



BIEŁŁA (nagle, chcąc wyrazić swoją niespodziewaną refleksję):

Panie profesorze, tyle pan mówi o ciemnej stronie ludzkiej natury, narzeka pan na wszechobecne zło, tęskni pan za dobrem, sprawiedliwością i wrażliwością... Oskarża pan ludzi o to, że są źli... A czy pan, profesor robotyki i cybernetyki Matwiej Akimowicz Kuzniecow, jest dobry?



MATWIEJ (po namyśle odpowiada słowami Terencjusza):

"Człowiekiem jestem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce"




SCENA CZWARTA

Czas akcji: 2054-12-18
Miejsce akcji: Rosja - Syberia - okolice Nowosybirska - willa Kuzniecowa - mały pokoik na piętrze
Osoby: prof. Matwiej Akimowicz Kuzniecow, red. Biełła Łogwinowna Morozowa
Roboty: Jewangielina, Rafaił, mały Foma




Profesor Kuzniecow, red. Morozowa i dwa androidy (Jewangielina o wyglądzie 28-letniej kobiety i Rafaił o wyglądzie 30-letniego mężczyzny) stoją w małym, przytulnym, dosyć tradycyjnym pokoiku na piętrze, w którym centralne miejsce zajmuje dziecięce łóżeczko ze specjalnymi zabawkami zawieszonymi na sznurkach. W owym łóżeczku leży robot-niemowlę Foma.



BIEŁŁA (wzruszona, pochylając się nad Fomą):

To maleństwo to też robot?



MATWIEJ (pogodnie):

Tak. Mały chłopczyk, Foma, to robot nowej generacji, który doskonale symuluje zachowania i potrzeby żywego niemowlęcia. W jego wnętrzu znajduje się specjalny, nieprzepuszczający wody system, mający na celu imitowanie prawdziwego układu pokarmowego. Android potrafi czerpać energię ze związków chemicznych zawartych w sztucznych potrawach, a to oznacza, iż można go karmić pseudomlekiem lub pseudopapkami, które - po pewnym czasie - są wydalane w postaci sztucznego moczu i kału.



BIEŁŁA (wybucha śmiechem):

Lalka srająca i sikająca!



MATWIEJ:

Coś w tym rodzaju. Foma jest tak zaprogramowany, że gdy brakuje mu pożywienia, zaczyna płakać niczym prawdziwe dziecko. Czasami płacze także wtedy, gdy trzeba go np. przewinąć. W rolę rodziców Fomy wcielają się Rafaił i Jewangielina, których tutaj pani widzi.



Biełła Łogwinowna spogląda na androidy, a te uśmiechają się do niej i machają rękami. W pewnym momencie Jewangielina wyjmuje Fomę z łóżeczka, kładzie go na wysokim stoliku, a ten zaczyna bardzo naturalnie wymachiwać rączkami i nóżkami. Kiedy Morozowa delikatnie łapie Fomę za jedną z dłoni, mały robocik uśmiecha się do niej promiennie.



BIEŁŁA (nie posiadając się z rozczulenia):

Jest słodki!



MATWIEJ:

I nigdy nie wyrośnie na łotra, w przeciwieństwie do wielu ludzkich niemowlaków. Wiem to, bo sam go skonstruowałem. Wszyscy organiczni złodzieje, kryminaliści, zdrajcy, a nawet tacy zbrodniarze jak Hitler, Stalin czy Pol Pot, byli kiedyś uroczymi dzieciątkami, kwilącymi i gaworzącymi jak małe aniołki. (Łapie Fomę za stopę i delikatnie nią potrząsa) Foma, słoneczko ty moje!



BIEŁŁA:

A co z tamtymi dwoma robotami, które - zgodnie z pańską deklaracją - pochodzą z odzysku? Nie martwi się pan o ich przyszłość? Czy mógłby mi pan o nich opowiedzieć?



Podczas gdy Kuzniecow odpowiada na pytania Biełły, androidy-rodzice zajmują się "niemowlęciem". Najpierw wspólnymi siłami je przewijają, a potem Jewangielina karmi Fomę pseudomlekiem z butelki.



MATWIEJ:

Ałła to robot stworzony na podobieństwo pewnej dziewczyny, która zginęła w katastrofie lotniczej, mając niespełna dwadzieścia lat. Rodzice zmarłej, Witalij i Wasilisa Sorokinowie, nigdy nie pogodzili się ze stratą córki, toteż zapragnęli mieć coś, co stale by im o niej przypominało, no i wypełniłoby niechcianą pustkę... na ile to możliwe. Nic więc dziwnego, że pewnego dnia skontaktowali się z najbliższą firmą produkującą roboty i zlecili jej stworzenie androida o wyglądzie i usposobieniu ich córki. Tak powstała Ałła. Niestety, półtora roku po skonstruowaniu robota pani Wasilisa Sorokina zmarła na atak serca, a dwa miesiące później pan Witalij Sorokin popełnił samobójstwo z tęsknoty za żoną i córką. Państwo Sorokinowie nie mieli krewnych, którzy mogliby odziedziczyć po nich Ałłę, toteż android stał się własnością Skarbu Państwa. Wówczas do akcji wkroczyłem ja, profesor Kuzniecow, i skontaktowałem się z takim jednym urzędnikiem, Iwanowem. Dzięki niemu udało mi się odkupić robota i umieścić go w moim domu niedaleko Nowosybirska. Pozostałe maszyny bardzo szybko przyzwyczaiły się do nowej współlokatorki. Jednakże Ałła-robot znacznie różni się od Ałły-dziewczyny: nie ma narzeczonego, którego mogłaby zdradzać z przypadkowo spotkanymi mężczyznami, nie zażywa narkotyków, nie zadaje się z podejrzanymi ludźmi, nie fałszuje ważnych dokumentów. Krótko mówiąc, jest tysiąc razy lepsza od swojego organicznego pierwowzoru. Ja sam zaprogramowałem ją w taki sposób, żeby nigdy nie upodobniła się do prawdziwej, amoralnej Ałły. Żeby nigdy nie upodobniła się do człowieka.



BIEŁŁA:

A kto... lub co... jest tym drugim robotem z odzysku?



MATWIEJ:

Drugim robotem jest Wielki Arni, emerytowany żołnierz, uczestnik ostatniej wojny. Nazwałem go tak, a nie inaczej, bo przywodzi mi na myśl Arnolda Schwarzeneggera w filmie "Terminator", zaś jego przeszłość jest podobna do tej, którą przedstawiono w dziele Jamesa Camerona. Wielki Arni wyróżnia się przede wszystkim swoim wysokim (prawie 190 centymetrów) wzrostem, potężną, atletyczną sylwetką i prawdziwie żołnierskim stylem bycia. Jest niezbyt lotny umysłowo, nie potrafi okazywać uczuć ani inteligentnie się wypowiadać, za to doskonale radzi sobie z wykonywaniem ciężkich prac fizycznych. Został skonstruowany wyłącznie w celach militarnych, podczas działań wojennych stracił jedno oko i część "skóry" po prawej stronie twarzy, strzelał do swoich elektronicznych i organicznych przeciwników. Nie postrzegam go jako zbrodniarza wojennego, bowiem trudno mieć pretensje do przedmiotu za to, że ludzie wykorzystywali go w niewłaściwy sposób. To tak jak z nożem, rozumie pani? Nóż nie jest zły, pod warunkiem, że używa się go zgodnie z przeznaczeniem, czyli do krojenia chleba. Jeśli jednak staje się on narzędziem zbrodni, to odpowiedzialność za taki stan rzeczy ponosi morderca, a nie sam nóż. Kiedy wojna się skończyła, ludzie uznali Wielkiego Arniego za niezdolnego do dalszej służby wojskowej. Pewien dowódca, człowiek, bodajże Wright, chciał go nawet oddać na przemiał, jednak ja ulitowałem się nad nieszczęsnym weteranem, wykupiłem go za "psie pieniądze", przeprogramowałem i umieściłem w swojej willi. Co więcej, wykasowałem mu z pamięci wszelkie dane dotyczące wojny, jednak nikt nie może mi obiecać, że gdzieś w podświadomości... to znaczy: na dnie bazy danych Arniego, nie zachowały się mgliste wspomnienia z czasów konfliktu zbrojnego. Obecnie Arni robi mi za tragarza, ochroniarza, stróża nocnego, otwieracza puszek, złomiarza i w ogóle wykonawcę większości "męskich prac" w tym domu.



Kiedy Matwiej Akimowicz Kuzniecow kończy mówić, mały Foma wybucha głośnym, niemowlęcym płaczem, a Jewangielina oddaje go w ręce Rafaiła. Robot-ojciec czule przytula Fomę i próbuje go uspokoić.



MATWIEJ (tryumfalnie):

Widzi pani, Biełło Łogwinowno? Rodzina robotów jest rodziną doskonałą. Androidy nigdy się nie kłócą, nie nadużywają swojego zaufania, nie narażają zdrowia, życia i psychiki dziecka na niebezpieczeństwo. Jewangielina i Rafaił są idealnym związkiem, takim, o jakim marzą księża podczas udzielania sakramentu małżeństwa. Nie ma szans, żeby jedno zniszczyło drugiemu życie, albowiem "wgrałem" im wyłącznie pozytywne cechy charakteru. Niech pani popatrzy, jak ładnie opiekują się małym Fomą. W świecie ludzi istnieje niewiele rodzin bez skazy, zwłaszcza teraz, kiedy gatunek Homo sapiens przeżywa swój ostateczny i nieodwracalny upadek moralny.



BIEŁŁA (chaotycznie):

No dobrze, ale to wszystko... jest zwykłą iluzją... To jest wyreżyserowane, sztuczne, oderwane od rzeczywistości... To... nie dzieje się naprawdę... Przecież roboty nie są ludźmi!



Matwiej podchodzi blisko Biełły i spogląda jej prosto w oczy.



MATWIEJ (mocno, wyraźnie, powoli):

I chwała im za to.



BIEŁŁA (spoglądając na zegarek):

O żesz... Jest dwadzieścia po pierwszej, powinnam już się zbierać... (Do Matwieja) No nic, profesorze Kuzniecow, bardzo dziękuję za gościnność i za odpowiedzenie na moje pytania. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się spotkamy.



MATWIEJ (ironicznie):

Nadzieja umiera ostatnia. (Krótka pauza) A co zamierza pani zrobić z naszą nagraną rozmową?



BIEŁŁA:

Planuję napisać esej pt. "Profesor Kuzniecow. Geniusz czy szaleniec?".



MATWIEJ (zbulwersowany, do Jewangieliny):

"Daj kamienia!!!"




SCENA PIĄTA

Czas akcji: 2054-12-31
Miejsce akcji: Rosja - Syberia - okolice Nowosybirska - willa Kuzniecowa - skromnie wyposażona pracownia
Osoby: prof. Matwiej Akimowicz Kuzniecow
Roboty: Wielki Arni, Awksientij, Julij, Ałła, Nastia, Swietłana, Wielmira




Popołudnie. W dużej, aczkolwiek skromnie urządzonej pracowni pana Kuzniecowa, przebywają: on sam, Awksientij, Nastia, Julij (robot o wyglądzie 38-latka), Swietłana (robot o wyglądzie 16-latki), Wielmira (robot o wyglądzie 52-latki), a także Wielki Arni. Ten ostatni zajmuje centralne miejsce sceny, stojąc nieruchomo w dosyć dumnej pozycji. Tuż przy ścianie stoi staroświecki, drewniany stół, a na lim leżą: długi, niebieski, wzorzysty płaszcz, niebieska czapka z białym puszkiem i sztuczna, biała broda na gumce.



MATWIEJ (do Arniego):

Stój tutaj, chłopie, jak grzeczny chłopczyk i niczego nie dotykaj. (Razem z Nastią zdejmuje ze stołu płaszcz i niesie go w stronę robota)



WIELKI ARNI:

Co będziecie robić?



MATWIEJ:

Stylizować ciebie, Arni, na Dziadka Mroza.



WIELKI ARNI:

Na kogo?



MATWIEJ (jakby coś sobie przypomniał):

Aaaa, no tak, Arni, przecież ty jesteś nietutejszy! Więc posłuchaj, drogi przyjacielu, co ci powiem: Dziadek Mróz to rosyjski odpowiednik waszego Świętego Mikołaja. Ma inny styl ubierania niż Santa Claus, kultywuje wschodnie tradycje, jest prawosławny i przynosi prezenty w Nowy Rok, ale to generalnie bardzo podobna postać. Dzisiaj jest Sylwester, lada chwila przyjedzie tutaj dwoje profesorów z Nowosybirska, a za dziewięć godzin wybije północ, dlatego zdecydowałem, że będziesz celebrował tę uroczystość w przebraniu Dziadka Mroza. (Widząc kamienną, niewzruszoną twarz Arniego) Wielki zaszczyt cię dzisiaj spotkał, rozumiesz?



WIELKI ARNI (neutralnie):

Cieszę się, że się cieszysz.



Matwiej i Nastia, z drobną pomocą Wielmiry, odziewają Wielkiego Arniego w niebieski płaszcz. Swietłana staje na białym, drewnianym taborecie, aby założyć wysokiemu robotowi sztuczną brodę i czapkę. Potem schodzi ze stołka, stawia go w kącie pracowni i - razem z pozostałymi postaciami - przygląda się gotowemu "dziełu".



MATWIEJ (z dumą):

Proszę, jaki Dziadek Mróz! (Rozczula się) Nasz Arni... Nasz Arni...



AWKSIENTIJ (drwiąco, słowami Internauty Pawelzondzi):

"...który uważa, że jest Świętym Mikołajem, a tak naprawdę jest Świętym Mikołajem Nieszczęścia!"



MATWIEJ (lekko oburzony):

E tam, "Świętym Mikołajem Nieszczęścia"! Gadasz tak, bo sam chciałbyś zostać Dziadkiem Mrozem! (Milknie, żeby jeszcze raz przyjrzeć się Arniemu) Wyglądasz nieźle, Arni, ale mam do ciebie jedną prośbę... Załóżże, chłopie, ciemne okulary przeciwsłoneczne, bo z tą czerwoną lampką zamiast prawego oka wyglądasz dość makabrycznie!



WIELKI ARNI:

Nie wyglądam makabrycznie.



Kilkanaście sekund pauzy, podczas której do pomieszczenia wchodzi Ałła przebrana za Śnieżynkę. Androidy i Kuzniecow przyglądają się jej bez słowa.



MATWIEJ (zirytowany, do Arniego, parafrazując słowa Kamila Durczoka przeklinającego na antenie TVN-u):

"A jak będziesz miał śliwkę lub czereśnię zamiast nosa, to ją też pokażesz, czy będziesz prostestował?"



WIELKI ARNI:

Pokażę.



MATWIEJ (zjadliwym tonem):

Jakież toto perfidne... Roboty coraz bardziej upodabniają się do ludzi... (Apodyktycznie, ze złością, ale już bez jadu) Trzeba zrobić coś, żeby ukryć to jego oko, bo nie może być tak jak jest... Zacznijmy od tego, że czerwona lampka nie pasuje do niebieskiego płaszcza... Gdyby Arni był przebrany za amerykańskiego Mikołaja, to by było co innego... Ale nie jest, kurde pazur...



WIELKI ARNI (jak zwykle bez emocji):

Mój uraz jest nieodwracalny. Nie da się nic zrobić.



MATWIEJ (zirytowany, znowu parafrazuje słowa Kamila Durczoka):

"Arni, to nie jest coś wymyślić, dobra? Trzeba po prostu powiedzieć Julijowi, że ma załatwić tak, żeby tu, kurde balas, się ktoś pojawił i zasłonił ci to oko. Albo jakiemukolwiek innemu robotowi, który się poczuwa do minimum odpowiedzialności, co pokazujemy dwojgu profesorów nadzwyczajnych z nowosybirskiego uniwersytetu"



JULIJ (skromnie, do Matwieja):

Matwiej, na mnie zawsze możesz liczyć.



MATWIEJ (do Julija, wskazując na stół, słowami Kamila Durczoka):

"Nie wkur***j mnie, dobrze?! Od dwóch tygodni jest tak upier*****y stół tutaj..." (Głośno wzdycha i przymyka oczy, by się uspokoić) "Żeby ktoś ruszył d**sko, po prostu, i to wyczyścił!"



Profesor robotyki i cybernetyki jest tak zirytowany, że postanawia opuścić pracownię. Tuż przed wyjściem spogląda wściekle na Wielkiego Arniego.



MATWIEJ (po raz ostatni parafrazuje słowa Kamila Durczoka):

"Pieprzony ekshibicjonista, czy nie wiem kto..."



Matwiej Akimowicz wychodzi z pomieszczenia. Julij wyjmuje z jakiejś szafki okulary przeciwsłoneczne i zakłada je Arniemu, a ten - wbrew swoim wcześniejszym deklaracjom - nie protestuje.




SCENA SZÓSTA

Czas akcji: 2054-12-31
Miejsce akcji: Rosja - Syberia - okolice Nowosybirska - willa Kuzniecowa - jadalnia
Osoby: prof. Matwiej Akimowicz Kuzniecow, prof. Błas Kwientinowicz Smirnow, prof. Wilena Rusłanowna Woronina
Roboty: Wielki Arni, Awksientij, Julij, Ałła, Nastia, Swietłana, Wielmira, Jewangielina, Rafaił




Profesorowie Kuzniecow, Smirnow i Woronina, a także roboty - Awksientij, Julij, Nastia, Swietłana, Wielmira, Jewangielina i Rafaił, siedzą przy długim, nakrytym obrusem stole, na którym leżą rozmaite potrawy w ilościach przeznaczonych dla trzech osób. Ludzie spożywają świąteczne dania i rozmawiają, roboty tylko przyglądają się jedzeniu, ale również uczestniczą w swobodnej konwersacji.



MATWIEJ (wesoło, zachęcająco, do Smirnowa):

Może pan profesor Błas Kwientinowicz Smirnow zje jeszcze trochę zupy? Proszę się nie krępować, to wszystko dla gości!



SMIRNOW (sięgając po wazę z nalewką):

Dobrą kuchnią nigdy nie gardzę.



MATWIEJ:

A pani profesor Wilena Rusłanowna Woronina? Może również życzy sobie dolewki?



WORONINA (najuprzejmiej jak potrafi):

Dziękuję, ale zjadłam już dwie porcje. Spróbuję czegoś innego, jeśli pan profesor pozwoli.



MATWIEJ (z przesadną serdecznością):

Ależ oczywiście, oczywiście! Proszę jeść, ile dusza zapragnie! (Chichocze) No, bo kto to będzie jadł, jeśli nie państwo? Roboty? Cha, cha, cha... Nie lubię nadmiernej skromności, więc proszę się czuć jak u siebie w domu!



Nagle drzwi się otwierają i do jadalni wchodzą: Wielki Arni (przebrany za Dziadka Mroza i niosący bez żadnego wysiłku wielki worek z prezentami) oraz Ałła (przebrana za Śnieżynkę). Robot-żołnierz, ku rozpaczy Matwieja, nie ma na sobie okularów przeciwsłonecznych, toteż jego czerwona, świecąca lampka, zastępująca prawe oko, istotnie przywodzi na myśl Terminatora po przejściach.



WIELKI ARNI i AŁŁA (śpiewają piosenkę z filmu animowanego "Rudolf, czerwononosy renifer"):

"Rudolf Czerwononosy
to renifer, każdy wie.
I chociaż niepozorny,
nosem zmienił dziejów bieg.
Lecz inne renifery
z jego nosa śmiały się,
bawić się z nim nie chciały,
dokuczały mu do łez.
Aż tu nagle w przeddzień Świąt
tak Mikołaj rzekł:
>Masz, Rudolfie, lśniący nos,
bądź mi światłem w ciemną noc!<
Zjednał miłością wszystkich,
śpiewa o nim cały świat.
Rudolf Czerwononosy
blaskiem lśni w orszaku gwiazd!
Rudolf Czerwononosy
blaskiem lśni w orszaku gwiazd!"



Kiedy roboty kończą śpiewać, wszyscy wstają z krzeseł i długo klaszczą.



WORONINA (śmieje się):

Cha, cha, cha! Owacje na stojąco!



MATWIEJ (dumny, wzruszony i zachwycony):

Przepiękny występ, a zarazem ciekawa mieszanka kultur i tradycji! Tylko moje roboty mogły coś takiego wymyślić!



Profesorowie i androidy z powrotem siadają na krzesłach, a Arni i Ałła rozdają im prezenty. Każdy z robotów otrzymuje po dwie czapeczki (jedną czerwoną w stylu Św. Mikołaja, drugą niebieską w stylu Dziadka Mroza) i po dwa szaliki (również czerwony i niebieski). Profesor Smirnow dostaje wspaniałą, skórzaną aktówkę i nowoczesny notes elektroniczny, a profesor Woronina - duży flakonik z drogimi perfumami i czytnik książek elektronicznych. Wszyscy zachwycają się podarkami.



SMIRNOW (do Matwieja):

Cóż mogę powiedzieć... Gratuluję robotów!



MATWIEJ:

Dziękuję, profesorze Smirnow. Traktuję je jak rodzone dzieci.



Kilka robotów (a ściślej: Awksientij, Rafaił, Swietłana, Wielki Arni i Ałła) wychodzi z jadalni, aby zająć się swoimi sprawami. Kuzniecow, Smirnow i Woronina powracają do jedzenia oraz rozmawiania.



SMIRNOW (do Matwieja):

Był pan na ostatnim spotkaniu z fukushimskim profesorem Kakashi Kobayashi?



MATWIEJ (z odrazą):

Panie, nie wspominaj mi pan o tym oszołomie, zwłaszcza przy jedzeniu! Facet ma nierówno pod sufitem - urodził się jako człowiek, ale na przestrzeni lat zrobił z siebie kompletnego cyborga. Nie wiem, co powoduje ludźmi, którzy na własne życzenie wyrządzają sobie taką krzywdę. Przecież to jest ohydne i niemoralne. (Krótka pauza) Proszę mi wybaczyć, profesorze Smirnow, ale gdy patrzę na Kobayashiego, dosłownie chce mi się wymiotować.



WORONINA (przerażona):

Profesorze Kuzniecow, niech pan tak nie mówi! Takie wypowiedzi świadczą wyłącznie o cyborgofobii i stawiają pana w niekorzystnym świetle...



MATWIEJ (ostro):

Proszę sobie darować tę poprawność polityczną! (Łagodniej) Wiem, droga pani, że we współczesnych czasach pojęcie moralności właściwie przestało funkcjonować, ale ja należę do niesfornych tradycjonalistów i trzeba się do tego przyzwyczaić. Jestem miłośnikiem nauki i techniki, sam uwielbiam konstruować roboty i inne urządzenia elektroniczne, jednak w życiu by mi nie przyszło do głowy, żeby przeprowadzać doświadczenia na żywej istocie. W czasie ostatniej wojny wroga agencja wywiadowcza... zresztą, nasza również... narobiła mnóstwo cyborgów, które - że tak powiem - rekrutowały się z jeńców wojennych i osób uznanych za niewygodne dla władz. Eksperymentowano na więźniach wbrew ich woli. Nawet, jeśli oprawcom udawało się uzyskać tzw. deklarację dobrowolności, to zazwyczaj była ona wymuszona torturami albo innymi niehumanitarnymi metodami. Jeńcy byli przerabiani na cyborgi, czyli częściowo zamieniani w maszyny, np. amputowano im ręce, wydłubywano oczy i usuwano niektóre narządy wewnętrzne, a potem zastępowano te części ciała sztucznymi, mechanicznymi. Bardzo znany był przypadek młodego mężczyzny, któremu odebrano całe ciało z wyjątkiem mózgu (media nazwały go Prawdziwym Robocopem). Czy wie pani, jak bardzo się z tym męczył? Proszę sobie wyobrazić, że patrzy pani w lustro i - zamiast naturalnej siebie - widzi pani robota. Proszę sobie wyobrazić, że zarówno na zewnątrz, jak i w środku, jest pani maszyną, jednak nadal posiada pani swój własny, nienaruszony mózg z indywidualnymi uczuciami, wspomnieniami, marzeniami, świadomością i tożsamością. To straszliwe cierpienie, zdecydowanie gorsze od śmierci. Dlatego właśnie powiedziałem, że nie rozumiem takich osób jak Kakashi Kobayashi, którzy umyślnie... z własnej, nieprzymuszonej woli... robią z siebie cyborgi. (Wzdycha) Po prostu uważam, że jest to nieetyczne, kapuje pani? Androidy - tak, cyborgi - nie.



Wilena Rusłanowna Woronina nie odpowiada. W pomieszczeniu panuje ponura cisza.



MATWIEJ:

Tak czy owak, Stanisław Jerzy Lec miał rację, pisząc: „Człowiek ma jeszcze tę wyższość nad maszyną, że umie się sam sprzedać". (Pod nosem, sam do siebie) Kurde balas, dlaczego ludzie są tacy okropni?!



Nagle - szybkim, dynamicznym krokiem - wchodzi do jadalni Wielki Arni (nadal przebrany za Dziadka Mroza, ale już w czarnych okularach przeciwsłonecznych). Robot podchodzi do Matwieja Akimowicza Kuzniecowa i staje przed nim jak szeregowiec przed dowódcą.



WIELKI ARNI (swoim zwykłym, beznamiętnym głosem):

Dają dyla.



MATWIEJ:

Słucham?



WIELKI ARNI:

Dają dyla.



MATWIEJ (zirytowany):

Kto daje dyla?! Mówże, chłopie, pełnymi zdaniami!



WIELKI ARNI:

Awksientij, Rafaił i Swietłana dają dyla poza teren posesji.



Kuzniecow zrywa się na równe nogi.



MATWIEJ (słowami pijanego mężczyzny, który zdobył popularność dzięki filmikowi „Idę albo nie idę" opublikowanemu na Youtube.com):

„Jasna k***a i 100 milicjantów!!!"



WIELKI ARNI:

Jakie rozkazy?



MATWIEJ:

Gonić ich, a potem... (Słowami Jurka z Gdyni, również znanego z Youtube.com) „Rozstrzelać w pizdu wszystkich!"



Wielki Arni - wojskowym zwyczajem - salutuje i odmaszerowuje.



WORONINA (ze zgrozą):

Profesorze Kuzniecow, pan jest bydlakiem!!



MATWIEJ (cynicznie):

Czyli, mówiąc bardziej kulturalnym językiem, człowiekiem z krwi i kości.



Profesor robotyki i cybernetyki pada ciężko na krzesło i ukrywa twarz w dłoniach.



MATWIEJ (zrozpaczony):

Kurde pazur... Byłem święcie przekonany, że roboty nie są zdolne do takich rzeczy... Wierzyłem, że są poczciwe i pozbawione wad... Teraz widzę, jak bardzo się pomyliłem...



SMIRNOW (smutno, siadając obok Matwieja):

No tak, we współczesnych czasach granica między światem ludzi a światem robotów zaczyna się zacierać...



WORONINA (takim tonem, jakby chciała powiedzieć: „To się w głowie nie mieści!"):

A to wszystko w ostatnią noc 2054 roku!



Wielmira, Julij i Jewangielina wyglądają przez okno, zaś Nastia podchodzi do Kuzniecowa i kuca naprzeciwko niego.



NASTIA:

Matwiej Akimowicz Kuzniecow za bardzo się przejmuje. Matwiej Akimowicz Kuzniecow sam sobie wyszukuje problemy. Matwiej Akimowicz Kuzniecow zapomniał, że pesymiści żyją krócej.



MATWIEJ (ponuro):

Ech, na cóż mi teraz życie?! (Słowami pijanego bohatera filmiku „Idę albo nie idę") „Chrystusie Niebieski! Zabierz mnie do nieba!!! Albo do piekła..."



JULIJ (krzyczy, wyglądając przez okno):

Ale jaja! Wielki Arni, nadal w przebraniu Dziadka Mroza, goni uciekinierów na motorze!



Podekscytowani profesorowie podbiegają do drugiego okna.



WIELMIRA:

A na siedzeniu pasażera siedzi Ałła, ciągle przebrana za Śnieżynkę!



MATWIEJ:

Kurde balas, świat staje na głowie...



WORONINA (zaaferowana, teatralnie):

Tego się nie da do niczego porównać! To jest kompletnie do niczego niepodobne!



SMIRNOW:

Nieźle się zapowiada Nowy Rok 2055!




EPILOG - MONOLOG

Czas akcji: 2055-02-03
Miejsce akcji: Rosja - Obwód Kaliningradzki - Kaliningrad - siedziba redakcji "Mechatech Attack" - gabinet Biełły
Osoby: red. Biełła Łogwinowna Morozowa



Biełła Łogwinowna siedzi w swoim gabinecie (siedziba redakcji internetowego tygodnika "Mechatech Attack"), pisząc coś na komputerze. W pewnym momencie wstaje i zajmuje miejsce na środku sceny.



BIEŁŁA (do widzów):

Profesor Matwiej Akimowicz Kuzniecow zmarł śmiercią samobójczą, po straszliwych mękach spowodowanych wypiciem płynu z akumulatora. Nie udało się go uratować, chociaż jeden z robotów - Wielmira - bardzo szybko zorientował się, iż z jego właścicielem jest coś nie tak. Dzielna androidka, nauczona zaradności zapewne przez samego Matwieja, natychmiast wezwała pogotowie i zaprowadziła przybyłych helikopterem ratowników do pokoju konającego profesora. Niestety, było już za późno. Pan Kuzniecow zakończył swój żywot 1 stycznia 2055 roku, zaraz po wydarzeniach związanych z ucieczką Awksientija, Rafaiła i Swietłany.

Jeśli chodzi o pochówek, miał on miejsce w Nowosybirsku, miesiąc temu, czyli 3 stycznia. W smutnych uroczystościach pogrzebowych wzięły udział wszystkie roboty denata (oczywiście, oprócz tych, które zostały "rozstrzelane w pizdu" przez Wielkiego Arniego), kilkunastu profesorów z całej Rosji, kilkuset studentów, wielu dziennikarzy i innych osób zainteresowanych życiem lub działalnością Kuzniecowa. Przybył nawet osławiony cyborg Kakashi Kobayashi z Fukushimy, chociaż Matwiej Akimowicz otwarcie nim pogardzał. Na grobie zmarłego naukowca wyryto następujący tekst:

Matwiej Akimowicz Kuzniecow
28. 09. 1991 - 01. 01. 2055
Ojciec i przyjaciel robotów


Co do androidów profesora Kuzniecowa, spotkały je bardzo różne losy. Wdowa do Rafaile, Jewangielina, i jej przybrany synek, mały Foma, zamieszkali razem ze mną - Biełłą Łogwinowną Morozową. Niestety, nieszczęsny Foma bardzo szybko się zepsuł, bowiem zabrakło mu pseudomleka i pseudopapki (tylko Matwiej Akimowicz znał recepturę "czarodziejskiego" jedzenia dla robota-niemowlaka). Wielki Arni trafił z powrotem w ręce swojego organicznego dowódcy, generała Wrighta, i - zgodnie z wcześniejszym postanowieniem - został oddany na przemiał. Nie pomogły tu prośby i groźby Nastii, która wygłaszała moralistyczne frazesy typu: "Jason Kevin Wright nie wie, że kto daje i odbiera, ten się w piekle poniewiera". Ona sama, Nastia, jak również Julij i Wielmira, stali się własnością jednej z nowosybirskich uczelni. Jeśli chodzi o Ałłę, wspaniałomyślnie odkupił ją wspomniany wcześniej prof. Kakashi Kobayashi (już widzę, jak Matwiej Akimowicz w grobie się przewraca!).

Profesor Kuzniecow był postacią niesłychanie kontrowersyjną, wieloznaczną i pełną sprzeczności. Nowoczesny technomaniak i konserwatywny tradycjonalista; wrażliwiec i złośnik; mizantrop i obrońca praw człowieka; antyspołeczny samotnik i osoba publiczna. Mówi się, że nienawidził ludzi, jednak ja sądzę, iż on po prostu się ich bał, a pulsujące na dnie serca pozytywne emocje przelewał na swoje roboty. Jedno jest pewne: Matwiej Akimowicz bardzo kochał androidy, dopóki te nie nadużyły jego bezgranicznego zaufania. Kuzniecow uważał roboty za istoty nadludzkie, anielskie - one były całym jego życiem, całym światem. Kiedy przekonał się, że nie są idealne, stwierdził, iż nie ma po co żyć. Matwiej Akimowicz... Postać tragiczna i komiczna jednocześnie...

Mam nadzieję, że zapamiętacie na długo tego niezwykłego człowieka. Bo chociaż posiadał trudny charakter i stronił od ludzi, wniósł bardzo wiele do rosyjskiej (oraz światowej!) robotyki i cybernetyki. Sława profesorowi Matwiejowi Kuzniecowowi!



K-U-R-T-Y-N-A





Natalia Julia Nowak,
16-20 grudnia 2009 roku

Licencja: Creative Commons