George Mallory, jeden z najsłynniejszych - i pierwszych! - himalaistów, zapytany o cel wspinaczki na górę Mount Everest, odpowiedział: "Bo ona istnieje".

Licencja: Creative Commons

Data dodania: 2009-12-10

Wyświetleń: 1872

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 3

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

3 Ocena

Czy pokonywanie trudności może być celem samym w sobie? Przypadek Mallory'ego udowadnia, że tak; jego motywacja nie różniła się zresztą od motywów kierujących innymi wielkimi zdobywcami. Gdyby zapytać Magellana lub Kolumba o to, dlaczego podjęli się niebezpiecznych podróży w nieznane, zapewne udzieliliby podobnej odpowiedzi. To jednak był inny okres; czas, w którym za wypowiedzenie słów "bilety autokarowe" czy "tanie linie lotnicze" zostałoby się posądzonym o herezję. Czy podróżnicy dwudziestego pierwszego wieku nadal mogą kierować się podobnymi przesłankami?

 

Dziś wszystko wydaje się łatwe. Trzeba skontaktować się z osobą żyjącą w innym kraju? Wystarczy jeden telefon, e-mail lub sms. Pożądany przedmiot jest dostępny wyłącznie za oceanem? Poczta dostarczy go nam w dwa tygodnie. Chcesz zobaczyć dżunglę, pustynię, tereny arktyczne? Na pewno znajdziesz mnóstwo biur podróży, które zabiorą cię wygodnym samolotem na miejsce, oprowadzą, zapoznają z tubylcami, pozwolą kupić pamiątki i odwiozą do domu. Wszystko w dwa tygodnie, ze stałym dostępem do Internetu, gorącym prysznicem i trzema posiłkami dziennie.

 

Czy w przypadku ludzi wybierających powyższą opcję możemy nadal mówić o podróżnikach, czy są to już "wyłącznie" turyści? Czy nadal można spotkać prawdziwych miłośników przygody, którzy na wyprawę biorą tylko swój plecak, a to, czym, jak i gdzie dotrą, zależy już tylko od ich siły i wytrzymałości, a także od okoliczności przyrody? Owszem, awanturnicy istnieją; nadal mogą mocować się z własnymi słabostkami na odludziu i w dziczy, lecz dziś nikt o nich nie słyszy. Czas podróżników przeminął, gdyż większość z tego, co było do poznania, już znamy.

 

Co zatem kieruje nami, zwykłymi ludźmi, gdy wyjeżdżamy na wczasy do krańcowo skomercjalizowanego Egiptu? Potrzeba przygody? Watpliwe. Chęć poznania innej kultury? Raczej nie, skoro większość z nas nie zada sobie trudu zapoznania się ze streszczeniem historii kraju, do którego się wybieramy. Chęć odmiany? Wydaje się, że trafiliśmy w dziesiątkę. Choć na chwilę próbujemy wyrwać się z tego, co znamy aż za dobrze. Jednak choćbyśmy z taką motywacją zwiedzili dwadzieścia krajów, nie będziemy prawdziwymi podróżnikami. Nasza podróż z jasno określonym celem oraz ściśle wytyczonymi ramami czasowymi będzie o wiele bardziej uboga niż wyprawa człowieka, który przebędzie tysiąc kilometrów tylko po to, by zobaczyć, czy zdoła iść dalej.

 

Licencja: Creative Commons