Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej w 2004r. bardzo poszerzyło nasze możliwości inwestycyjne. Pojawiły się nowe instrumenty do inwestowania na rynku kapitałowym, wzrosło zainteresowanie sposobami pomnażania oszczędności, takimi jak fundusze inwestycyjne. Lata 2005 -2007 były czasem zbierania największych zysków.

Data dodania: 2009-11-30

Wyświetleń: 1532

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Jednak czas hossy kiedyś się kończy.Inwestorzy chyba o tym zapomnieli, bo gdy ogólnoświatowy kryzys gospodarczy dotarł do Polski w drugiej połowie 2008r., wszyscy byli zaskoczeni. Zaczęła się panika i "wyprzedaże". Niedoświadczeni gracze łapali się za głowę, sprzedając w pośpiechu po coraz niższych cenach. Czy była to dobra decyzja?
Przyjrzyjmy się strategii inwestycyjnej potencjalnego Kowalskiego (z góry przepraszam wszystkich Kowalskich) w tamtych latach. Przechowywał on swoje oszczędności bezpiecznie, zazwyczaj na lokacie, w banku. Przy kolejnej wizycie w tymże banku usłyszał od pani w okienku, że jego pieniądze się marnują, bo zamiast 4-5% zysku z lokaty mógłby mieć aż nawet 130% w skali roku, inwestując w fundusze inwestycyjne. Wizja tak dużych zysków spowodowała, że nasz Kowalski, nie zastanawiając się długo, zlikwidował lokatę i przeniósł pieniądze do proponowanego przez bank funduszu. Oczywiście już sobie przeliczył, ile zarobi w ciągu roku, co sobie za to kupi. Marzenia posypały się - jedno po drugim...
A później nadszedł rok 2008, w którym nagle wszystko zwolniło. Druga połowa roku to była już tragedia. Fundusze odnotowywały olbrzymie spadki, które nie jednego przyprawiły o zawał serca. Nasz Kowalski oczywiście jeszcze się łudził, że to tylko chwilowe zachwianie na rynku i że za chwilę wszystko wróci na właściwy tor (czyli wzrostowy), jednak już wkrótce przekonał się, jak bardzo się mylił. Po kilku tygodniach oczekiwania na "cud", straszony na każdym kroku przez media, znajomych
i rodzinę Kowalski zdecydował się wycofać swoje pieniądze z funduszu. I od tego dnia do dziś powtarza wszystkim wokół, że fundusze to najbardziej ryzykowne inwestycje na świecie. Ale czy aby na pewno??
Analizując powyższą sytuację, należy najpierw sprawdzić, w którym momencie klient odnotował stratę. Inwestując pieniądze w fundusz, tak naprawdę kupujemy jednostki uczestnictwa. Czyli na koncie nie widzimy zapisów finansowych, tylko liczbę zakupionych po danej cenie jednostek. Przy hossie cena jednostki rosła, a przy bessie spadała. Ale liczba zakupionych jednostek nigdy się nie zmieniła. Tak więc, gdy nastała bessa, strata była wirtualna. Dopiero w chwili sprzedaży nasz Kowalski zamienił ją na stratę realną, dopiero w tym momencie stracił. A wystarczyło "przeczekać" okres największych spadków, a nawet dokupić więcej jednostek uczestnictwa w celu uśrednienia ceny (o efekcie uśredniania napiszę w kolejnym odcinku artykułu), aby wyjść z inwestycji na tak zwanym plusie. Niestety brak elementarnej wiedzy na temat obsługi pieniądza spowodował, że nasz bohater stracił swoje oszczędności i, co gorsze, zaufanie do funduszy inwestycyjnych.

W kolejnej części dowiemy się co to jest efekt uśredniania oraz w jaki sposób zarobić na spadkach.

Pozdrawiam,
Marta B.
www.nieruchomosciabc.pl

Licencja: Creative Commons