No powiedz wreszcie, skąd ty bierzesz w sobie tyle optymizmu??? Takie pytania czasem słyszę, kiedy mówię, albo piszę coś optymistycznego, z przekonaniem, z wiarą w powodzenie. Skąd ja to mogę brać?

Data dodania: 2009-10-23

Wyświetleń: 2842

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 9

Głosy ujemne: 2

WIEDZA

7 Ocena
Pobierz artykul

Licencja: Creative Commons

Ja, który przez większość życia, widział w życiu same trudności, przeszkody, mury nie do przeskoczenia, trudności z poradzeniem sobie z byle jaką sprawą? Skąd więc ta zmiana?
Dość!!! Powiedziałem sobie :dość!. Jeśli bym sie skupiał przez cały czas na problemach, kłopotach, w których patrząc "obiektywnie" tkwię po uszy, to nie wiem, czy jeszcze bym to pisał... .

Nie robię w tym momencie z siebie bohatera. Nikogo z siebie nie robię. Ja po prostu robię wszystko, by naprawdę być. Ktoś przed chwilą zapytał mnie, co to znaczy naprawdę być. Mogę jedynie napisać, co to znaczy dla mnie. Dążę do tego w swoim życiu, by było mi ze sobą dobrze, bym czuł się dobrze w swoim własnym towarzystwie. Nie chodzi o osiągnięcie jakiejś wymyślonej doskonałości, bo takie chyba nie istnieją, ale o to, bym nie musiał każdego dnia szukać pokarmu dla lepszego samopoczucia. Bym czuł się ze sobą dobrze taki, jaki jestem, bez zmiany, bez innych, bez oczekiwań, bez dobrego układania się spraw w życiu, bez księcia z bajki, bez... . Całkiem zwyczajnie, chcę zauważać siebie. To nie narcyzm, samouwielbienie. To sposób na zapomnienie o sobie. Bo o kim tak naprawdę najczęściej myślę, kiedy pomagam innym, kiedy się dla innych poświęcam? Jeśli myślę wtedy tylko o innych i przynosi mi to wyłącznie radość i szczęście, to znak, że nie jestem kanibalem. To znak, że nie karmię swojego poczucia wartości charytatywną działalnością, jakkolwiek ona miałaby wyglądać. Niektórzy pomagają innym, by się poczuć lepszym w swoich oczach i oczach innych ludzi. Ale to nie jest żadna bezinteresowna pomoc. To handel wymienny. Ja coś daję, coś otrzymuję - albo też nie i wtedy rodzi się żal, pretensje, frustracja.

Być i żyć naprawdę to kochać innych nie myśląc o tym. Jeśli coś robię z pasją, z naturalnej chęci robienia tego, to nie myślę o tym, co z tego będę miał. Nie szukam wiecznie dowodów wdzięczności.
Trudne to do wytłumaczenia, tym bardziej, że taki stan przeżywałem tylko kilka razy w życiu i nie jest to bynajmniej chwila obecna. Jeśli jednak uda mi się wskoczyć znów w ten stan BYCIA, to wiem, że radość będzie 24h/dobre. Skąd? Choćby stąd, że żyję. Banał, a jednak można się z tego cieszyć. Pod warunkiem, że przestaniemy uważać ten stan za coś oczywistego. Żyję, ale co to za życie - słyszałem nieraz. Przestań narzekać na swoje życie. Jak? Zacznij poznawać życie innych i pomóż im znaleźć coś dobrego w ich życiu, często podobnie trudnym jak Twoje. W chwili, gdy przestajesz skupiać się na swoim nieszczęściu a zaczynasz podnosić z ziemi innych, robi się jaśniej.

Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale to mój sposób na optymizm i pogodę ducha. Szukam tego, co w życiu może być dobrego, a nie skupiam się na łzach i wszystkich przekleństwach tego świata. To może tylko jedna świeczka, ale dzięki niej, komuś innemu pomogę zapalić jego własną, a wtedy... będzie to już dwie świeczki:) i dużo jaśniej w życiu dwóch osób. Ja nie potrzebuję w tym momencie świeczek innych, bo wiem, że mam swoją. Może nie jest to świeczka idealna, może trochę pokrzywiona przez życiowe zawirowania, ale kiedy przestaję na nią narzekać a zaczynam doceniać taką, jaka jest, wtedy mogę się skupić na przekazywaniu światła dalej. Mojej świeczce nie ubędzie jasności, kiedy pozwolę komuś odpalić swoją. Światła może być tylko więcej. Tylko więcej.

 

Licencja: Creative Commons