Świat, w którym żyjemy pełny jest pokus i pułapek. Większe mieszkanie, nowy samochód, egzotyczna wycieczka … reklamy rozpalają zmysły, a w głowach kiełkują marzenia. Nie brak także reklam kredytów i pożyczek, a wszystkich najniżej oprocentowanych, obciążonych najniższymi prowizjami i o tak niskiej racie, że każdy budżet domowy sprosta im bez trudu.

Z reklam banków, SKOK-ów i innych instytucji finansowych wyziera wizja nowych dóbr i spełnionych marzeń, a wszystko to łatwo, przyjemnie i w zasięgu wydawać by się mogło dłoni.

Nie dziwi, więc, że do banków ustawiają się kolejki łaknących spełnienia marzeń kredytobiorców, którzy pod życzliwym okiem sympatycznego doradcy kredytowego o szerokim uśmiechu podpisują nie zawsze zrozumiałe dla nich - a nierzadko także niezrozumiałe dla zawodowych finansistów czy prawników - umowy kredytów i pożyczek. I oto jak na zwołanie marzenia się spełniają – oczywiście pod warunkiem, że developer faktycznie wybuduje budynek w którym mieścić się ma wymarzone mieszkanie, zakupiony samochód nie okaże się spawanym z kilku rozbitych aut gratem, a biuro podróży, które zainkasowało już cenę wycieczki nie zbankrutuje. Te jednak wypadki zdarzają się rzadko, a gdyby nawet nieszczęście takie się przydarzyło, w kolejce czeka już następny bank z następną ofertą kredytu, który przeznaczyć można zawsze na kolejną, tym razem już szczęśliwą materializację marzenia. A marzenia mają to do siebie, że raz zaspokojone kiełkują na nowo w coraz to nowych formach, lecz zawsze kuszą jakby były tymi pierwszymi i jedynymi, a pożądanie ich spełnienia zawsze wpycha do następnej kolejki po kredyt. Marzenia, więc się realizują, ale zobowiązania z kredytów zostają.

Przychodzi, więc też kiedyś taka chwila, kiedy uświadamiamy sobie, że kolejnego rozkwitłego marzenia nie zaspokoimy. Pal sześć, jeżeli będzie to wynikiem nadmiernego pogorszenia zdolności kredytowej czy też konkluzji, że domowy budżet kolejnej raty nie wytrzyma, gorzej, gdy świadomość ta powstanie w chwili, gdy wysokość zobowiązań dawno przekroczyła możliwości finansowe marzyciela. W drugim, bowiem wypadku te same banki, które jeszcze przed chwilą mamiły nas ofertami najtańszych, najlepszych i łatwych do spłaty kredytów, nagle pokażą swoje drugie, tym razem straszne i bezwzględne oblicze. Z Klienta zmienimy się nagle w dłużnika, a banku nie będzie już w relacjach z nami reprezentował szeroko uśmiechnięty sprzedawca, a raczej smutny windykator, który dotychczas uprzejme oferty zamieni w natrętne żądania, a obietnice w groźby.

Sam windykator, choć natrętny i straszny, nie jest jednak największym zmartwieniem, bowiem jest jedynie zapowiedzią nadchodzącej windykacji sądowej, wraz z którą przychodzi jeszcze smutniejszy od windykatora komornik. Ten, co prawda już zazwyczaj niczym nie straszy, nie wydzwania co godzinę a nachodzi tylko z rzadka, ma jednak cudowną moc likwidacji naszego majątku – a czasem także majątku przypadkowych osób postronnych. Robi to w toku licytacyjnego zbycia wymarzonej nieruchomości (a także wszystkich innych nawet niewymarzonych), a to zbycia samochodów, komputerów, kosztowności i innych ruchomości, a także zajęcia środków na rachunku bankowym, wynagrodzenia za pracę, rent i emerytur czy wierzytelności, jakie mamy wobec naszych kontrahentów.

Nadto, mimo, iż zazwyczaj nie zamawialiśmy usług tego Pana a jego działania są nam często nie w smak, wystawi nam słony rachunek sięgający 15% wartości uzyskanych przez niego w toku egzekucji kwot, doda do tego inne, mniejsze, lecz wciąż niemałe opłaty, a kwotę takiego rachunku pobierze sobie samodzielnie. Co gorsza komornik dokonując zbycia naszych nieruchomości i ruchomości często sprzedaje je po znacznie niższej niż rynkowa wartości. Dzieje się tak gdyż komornik zazwyczaj spieszy się ze sprzedażą zajętych nieruchomości i ruchomości, co nie dziwi zważywszy, że komornik swoje wynagrodzenie pobrać będzie mógł dopiero po skutecznej sprzedaży majątku dłużnika. Szybkość transakcji nie sprzyja zwykle cenie, jednak na wypłatę nikt nie lubi długo czekać - komornik też nie. Nawet jednak gdyby w likwidacji majątku powstała wbrew intencjom komornika zwłoka, nie poprawi ona zanadto sytuacji dłużnika. W całym bowiem czasie od wypowiedzenia kredytu do jego spłaty naliczane są odsetki według oprocentowania zawsze znacznie wyższego niż ustalone pierwotnie umową. Odsetki zaś z każdym dniem podnoszą wysokość długu.

Z tych właśnie powodów egzekucja sądowa nie jest rozwiązaniem korzystnym, może bowiem, z łatwością doprowadzić do utraty całego majątku i pozostawić dłużnika w dalszym ciągu z długami. Czy więc na zawsze musi się on pogodzić z zastąpieniem wszystkich swoich marzeń jednym tylko marzeniem? Marzeniem, które nigdy się nie zmaterializuje? marzeniem o nowym starcie?

Na szczęście nie - jest jeszcze upadłość konsumencka! Dzięki dobroci ustawodawcy, który wprowadził nowelizację prawa upadłościowego każdy konsument może liczyć na ogłoszenie upadłości konsumenckiej. Wystarczy przygotować dokumenty finansowe i prawne, wypełnić formularz sądowy i złożyć wniosek we właściwym sądzie. Jeżeli konsument nie popadł w swoją niewypłacalność w wyniku popełnienia przestępstwa lub rażącej niefrasobliwości sąd ogłosi wobec niego upadłość konsumencką. Warto wspomnieć, że nawet wobec tych, którzy nie spełniają powyższych przesłanek sąd może taką upadłość ogłosić jeżeli, uzna, że przemawiają za tym względy słuszności lub względy humanitarne. Ogłoszenie zaś upadłości konsumenckiej oznacza dla dłużnika de facto umorzenie jego zobowiązań. Nie obędzie się tu także bez likwidacji majątku, który zostanie włączony do masy upadłości i sprzedany – tym razem przez syndyka. Nie stanie się to też od razu, bowiem sąd wyznaczy plan spłaty wierzycieli wykonywany w okresie 3 lat, podczas którego upadły konsument będzie zobowiązany spłacać swoich wierzycieli w określonych ratach, na tyle jednak niedużych by jego zarobki pozwoliły mu na utrzymanie jego i jego rodziny. Nadto szansą dla konsumenta jest, że w sytuacji, gdy upadły konsument nie ma majątku sąd odstąpi od likwidacji, a gdy jego sytuacji zarobkowa nie pozwala na jakiekolwiek spłaty w toku planu spłat wierzycieli sąd odstąpić może również od jego wyznaczania.

Pomimo tych niedogodności upadłość konsumencka z obligatoryjnym oddłużeniem wydaje się fraszką w porównaniu z tradycyjną egzekucją sądową.

Po wykonaniu planu spłat – czyli, spłacaniu przez okres maksymalnie 3 lat wskazanych przez sąd kwot – konsument będzie wolny, jego długi przestaną istnieć a sam będzie mógł rozpocząć zupełnie nowe, pozbawione długów życie. Będzie też mógł ponownie marzyć – tym razem już bardziej ostrożnie.

Licencja: Creative Commons