Dubaj przeszedł niewiarygodną drogę ku nowoczesności, z olbrzymim zacięciem realizując swoje ambicje zaistnienia wśród głównych światowych metropolii. Czym oczarowuje ten niewielki emirat i czy warto go wziąć na cel wakacyjnej podróży?

Data dodania: 2008-07-16

Wyświetleń: 1904

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

U progu transformacji krajów Europy Środkowej i Wschodniej 20 lat temu mało kto słyszał o niepozornym emiracie wtulonym między Arabię Saudyjską i Zatokę Perską, przysypanym piaskami pustyni Półwyspu Arabskiego. Przez ten czas Dubaj przeszedł niewiarygodną drogę ku nowoczesności, z olbrzymim zacięciem realizując swoje ambicje zaistnienia wśród głównych światowych metropolii. Czym oczarowuje ten niewielki emirat i czy warto go wziąć na cel wakacyjnej podróży?

Sylwetka tygrysa: gospodarczy rozmach

Zjednoczone Emiraty Arabskie funkcjonują jako niezależne państwo od końca 1971 r. i są federacją 7 emiratów, wliczając Dubaj. Lwią część tego 4,5-milionowego, islamskiego ale otwartego na inwestycje zagraniczne kraju o powierzchni czterokrotnie mniejszej od Polski zajmuje emirat Abu Zabi wraz z wyspiarsko zlokalizowaną stolicą o tej samej nazwie. Choć bogactwa naturalne: ropa naftowa i gaz ziemny dały podwaliny gospodarczej ekspansji Emiratów, to przypisywanie sukcesu tylko temu czynnikowi byłoby mylnym stereotypem. Od niemal dwudziestu lat lokomotywami rozwoju są: budownictwo, turystyka i sektor finansowy z przemożnym udziałem Dubaju w tych gałęziach gospodarki. PKB emiratu rośnie realnie w tempie 7 proc. rocznie na przestrzeni ostatnich dwóch dekad. W przeliczeniu na mieszkańca (per capita) produkt krajowy sięga 35 tys. dolarów, czyli trzykrotnie więcej niż w Polsce. Ostatnio zgodnie ze światowymi tendencjami daje znać o sobie inflacja, bliska 10 proc.

Zazwyczaj wypowiadając nazwę Dubaj ma się na myśli główne miasto tego emiratu, będące jednocześnie największą, ponadmilionową aglomeracją całego państwa. Niemal 20 lat temu zaczęła się ona wyłaniać z piasków pustyni i nieprzerwanie zachwyca rozmachem i dynamiką ekspansji.

Wydaje się wręcz, że z każdym rokiem czas tam przyspiesza, czego świadectwem jest gigantyczna wartość realizowanych projektów budowlanych, szacowana na 350 miliardów dolarów. Konstrukcje o przeznaczeniu turystycznym i handlowym dla koneserów z najgrubszymi portfelami są oraz bardziej finezyjne, a świadectwem nieokiełznanej fantazji i ambicji kreatorów nowoczesności stały się m. in. najbardziej luksusowy hotel świata Burj al-Arab w kształcie żagla panującego nad Jumeirah Beach, sztuczny archipelag wysp w kształcie palmy wraz z rezydencjami przyciągającymi gwiazdy show biznesu, całoroczny kompleks narciarski otulony szeroką białą, klimatyzowaną tubą, tudzież budowany obrotowy drapacz chmur. W najbliższych latach powstanie wysoki niemal na 900 metrów megadrapacz, który pod względem wysokości przejmie koronę wśród ziemskich budynków. To wszystko sprawia, że prawe zdjęcie z powyższego rysunku szybko się zdezaktualizuje na rzecz jeszcze bardziej bajecznego krajobrazu.

W parze z przyrostem powierzchni komercyjnej i mieszkalnej idzie wielotorowa ekspansja regionu, m. in. na niwie turystycznej, finansowej oraz handlowej. Realizacji zamaszystych ambicji emiratu sprzyja korzystne położenie: leży on z grubsza w połowie drogi między z jednej strony północno- i południowoamerykańskimi metropoliami, a czołowymi na mapie globalnej gospodarki azjatyckimi aglomeracjami. Jednocześnie główne europejskie stolice są w zasięgu pięciogodzinnego lotu, podobnie jak najważniejsze miasta lekko zapomnianego ostatnimi laty Czarnego Lądu. Uwzględniając jeszcze bezdyskusyjną bliskość takich przyczółków ekspansji jak Stambuł czy Kair, Dubaj ma wszelkie szanse stać się pierwszoligowym światowym węzłem gospodarczym i komunikacyjnym.

W celu zagwarantowania sukcesu dokonującego się postępu położono nacisk na aspekt logistyczny. Utworzono potężny interdyscyplinarny holding, Dubai Aerospace Enterprise, założony przez władze kosztem 15 mld dolarów. Kluczową rolą tego projektu jest budowa na obszarze 140 km kw. (porównywalnym z powierzchnią Lublina) wielkiego portu lotniczego wraz z centrum logistycznym, szacowana na 82 mld dolarów. Całą otoczką przedsięwzięcia zajmuje się jeszcze pięć osobnych sekcji: edukacyjna, usługowa, inżynierska, wytwórcza oraz kapitałowa (chodzi o finansowanie, badania i rozwój we współpracy m. in. z Massachusetts Institute of Technology oraz kształcenie zasobów kadrowych). Konglomerat ten jest wyrazem dalekowzrocznego pójścia za ciosem jakim jest komercyjny sukces lokalnego przewoźnika, Emirates Airlines.

Coraz prężniej działa lokalny rynek kapitałowy, otwarty na inwestorów zagranicznych i bardzo przyjazny pod względem fiskalnym. Kapitalizacja powstałej w 2000 r. giełdy (Dubai Financial Market), podobnie jak sąsiedniego parkietu w Abu Zabi, przekracza 100 mld dolarów. W 2005 r. powstał drugi rynek, Dubai International Financial Exchange, przeznaczony do obrotu aktywami zagranicznymi, zlokalizowany w powstałym rok wcześniej tamtejszym centrum finansowym (DIFC), stanowiącym finansową wolną strefę w regionie. Warto nadmienić, że pomimo tak krótkiego stażu giełdy Emiratów nie ustrzegły się w latach 2005-2006 przed bańką spekulacyjną i jej pęknięciem, podobnie jak w przypadku pozostałych krajów Zatoki Perskiej (tzw. Gulf States: Arabia Saudyjska, Bahrajn, Katar, Kuwejt, Oman).

Nad tym fantastycznym obrazem dobrobytu wisi jednak miecz Damoklesa w postaci możliwego tąpnięcia w segmencie nieruchomości. Od kilku lat pojawiają się głosy, że w Dubaju buduje się za dużo, zbyt pokaźny odsetek lokali wykupili spekulanci (głównie brytyjscy), a w kolejce czekają nieustannie budowane następne tysiące metrów kwadratowych. Atmosfera pękających baniek na nieruchomościach amerykańskich, brytyjskich, hiszpańskich i środkowoeuropejskich negatywnie kształtuje globalny sentyment, od którego sam Dubaj nie pozostanie w pełni wyizolowany. Ewentualna realizacja mrocznego scenariusza niesie nutę optymizmu w postaci lepszej dostępności lokali dzięki możliwości zaistnienia znacznych przecen. Jednak nawet przy obecnych wywindowanych cenach jest niemało lokali znacznie tańszych niż w polskich kurortach typu Hel, Sopot czy Zakopane, co zakrawa na paradoks i - zwłaszcza po przesileniu - może skusić niektórych rodaków do zainteresowania się tamtym rejonem w celach inwestycyjnych.

Turystyka

Sezon wakacyjny rozkręca się i, adekwatnie do wzrostu płac, Polacy oprócz sprawdzonych kierunków wojaży jak np. basen Morza Śródziemnego coraz częściej wybierają egzotyczne wycieczki daleko poza Stary Kontynent. Prowokuje to ewolucję oferty biur podróży. Co do zaoferowania ma Dubaj przeżywający drugą dekadę niesamowitego rozwoju?

Przedstawiona powyżej sylwetka gospodarcza emiratu wraz z realizowanymi tam w ilościach hurtowych luksusowymi projektami budowlanymi dla bardzo zamożnych turystów nie zamyka wstępu podróżnikom przeciętnie sytuowanym. Rozwarstwienie standardów i cen jest równie duże, co różnorodność kategorii dostępnych hoteli i apartamentów. Znajduje to wyraz w olbrzymiej rozpiętości cen dostępnych wycieczek.

Oferta operujących w Polsce biur podróży dostosowuje się do faktu rosnącego zainteresowania rodaków wczasami w Emiratach. Spośród nich na czoło wybija się oczywiście Dubaj, który dla wielu staje się rajem pomimo piekielnych temperatur sięgających 45 stopni (od kwietnia do listopada jest tam zupełnie sucho). Większość propozycji obejmuje tygodniowe lub dwutygodniowe wycieczki lotnicze z zakwaterowaniem w hotelach 3-, 4- lub 5-gwiazdkowych i wyżywieniem BB lub HB. Wymagany jest paszport z minimum półrocznym terminem ważności. Do oferowanych cen należy doliczyć opłatę lotniskową, niestety jest to aż 700 zł, koszt promesy wizowej lub wizy ekspresowej rzędu 150-200 zł oraz ubezpieczenie KL/NW za niecałe 100 zł. Aby otrzymać pełen koszt wycieczki, do jednostkowej ceny katalogowej należy zatem doliczyć ok. 1000 zł (nie licząc osobistych wydatków i ewentualnych imprez fakultatywnych na miejscu). Obowiązującą walutą jest emiracki dirham (AED), wart nieco ponad ćwierć dolara czyli niecałe 60 groszy.

Można sprawdzić, że oferty w hotelach 3- i 4-gwiazdkowych niewiele odbiegają cenowo od nieco bardziej niszowych kierunków europejskich (Madera, Zakynthos). Większość lipcowych wycieczek z tej kategorii została już sprzedana. Oczywiście istnieją także propozycje bardzo luksusowe, jak np. pobyt w słynnym hotelu Burj Al-Arab w cenie 14000 zł za tydzień lub 26300 za 2 tygodnie.

Jako że mało kto może sobie pozwolić na pobyt w najbardziej ekskluzywnym hotelu świata, możliwe jest zwiedzenie go w ramach jednej z wycieczek fakultatywnych. Wizyta połączona z lunchem okraszonym arabską gościnnością to wydatek 170 dolarów. Abstrahując od zorganizowanych imprez, z samodzielnym zagospodarowaniem czasu wolnego w Dubaju nie powinno być problemów. U schyłku bieżących wakacji planowane jest otwarcie gigantycznego pasażu handlowo-rozrywkowego, rozciągającego się na powierzchni jednego kilometra kwadratowego. Projekt zrealizowano nakładem 18 mld dolarów.

Według wewnętrznych danych, w ubiegłym roku Dubaj odwiedziło ok. 7 mln turystów, a do dyspozycji gości było ok. 52 tys. pokoi hotelowych. Przewidywana jest dalsza ekspansja i już za 2 lata liczba zwiedzających sięgnie 10 mln, z czym w parze ma iść 20-procentowy wzrost bazy hotelowej.

Jest wielce prawdopodobne, że popularność kurortów Zjednoczonych Emiratów Arabskich wśród Polaków będzie rosła. Jeśli nie uśmiecha się nam pobyt w arcynowoczesnym ale niestety coraz bardziej zatłoczonym Dubaju, możemy skorzystać z nieco tańszych wycieczek do sąsiednich emiratów. O finansowej atrakcyjności wycieczek do krajów arabskich decyduje również wyjątkowo słaby dolar, który w odróżnieniu od euro jest powszechnie akceptowaną walutą. Silnym atutem samych Emiratów Arabskich jest wysoki poziom bezpieczeństwa, wynikający z braku penetracji tego kraju przez środowiska radykalnych islamistów, czego nie można powiedzieć choćby o Egipcie, Syrii czy Indonezji.
Licencja: Creative Commons