Szalony rajd cen ropy naftowej skończył się latem wraz z pęknięciem bańki spekulacyjnej w segmencie surowców. Gdy recesja zawładnęła rozwiniętymi gospodarkami, globalny rozwój gwałtownie wyhamował, a kryzys finansowy pogrążył liczne instytucje finansowe, inwestycje w aktywa wrażliwe na cykl koniunkturalny (m. in. surowce przemysłowe) stały się passé.

Data dodania: 2008-11-17

Wyświetleń: 2025

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Szalony rajd cen ropy naftowej skończył się latem wraz z pęknięciem bańki spekulacyjnej w segmencie surowców. Gdy recesja zawładnęła rozwiniętymi gospodarkami, globalny rozwój gwałtownie wyhamował, a kryzys finansowy pogrążył liczne instytucje finansowe, inwestycje w aktywa wrażliwe na cykl koniunkturalny (m. in. surowce przemysłowe) stały się passé.

Spadek notowań „czarnego złota” o 60 proc. od szczytu w ciągu zaledwie 4 miesięcy robi mocne wrażenie, jednak dwie kwestie osłabiają wymowę tego ruchu. Po pierwsze, są to kwotowania dolarowe, a dolar długoterminowo osłabiał się na rynku walutowym. Po drugie, dynamika przeceny ropy jest adekwatna do skali poprzedniego przewartościowania nawet w ujęciu dolarowym.

W obliczu poważnego globalnego spowolnienia przeceny surowców powitano z tym większą ulgą, również w Polsce. Najczęściej przywoływaną zaletą tańszej ropy jest złagodzenie presji inflacyjnej. Ceny nośników energii istotnie wpływają na koszty produkcji, które są przerzucane na rynek detaliczny generując podwyżki. Bilans korzyści z tego tytułu jest jednak tłumiony za sprawą dynamicznej zmiany trendu na rynku walutowym, nieprzypadkowo zbieżnej w czasie z końcem hossy na surowcach. Aby podkreślić znaczenie czynnika walutowego przytoczmy konkretne wyliczenia. Baryłka ropy kosztuje dziś tyle ile 3 lata temu (ok. 55 dol.), jednak wtedy za dolara płacono ok. 3,3 zł.

W ujęciu złotowym ropa jest więc dziś tańsza o kilkanaście proc. Od połowy 2007 r. do lipca br. surowiec niemal podwoił swoją wartość dolarową, lecz po przeliczeniu na złote zdrożał o ok. 40 proc. Wspomniana fala spadkowa ze 145 dol. do 55 dol. wskutek odwrotnego ruchu na samym dolarze redukuje wymiar zniżki w ujęciu złotowym do nieco ponad 40 proc., a względem połowy 2007 r. surowiec jest tańszy o 20 proc. Rynek walutowy zredukował zmienność cen ropy wyrażonych w euro czy walutach rynków wschodzących, co stabilizuje bilans zysków i strat dla tych gospodarek.

Nie przeceniajmy wpływu zmian cen ropy naftowej na rozwój Polski z racji naszego relatywnie niedużego uzależnienia od tego surowca. Groźniejsze są systematyczne podwyżki cen gazu i zapowiedzi dużo droższej energii elektrycznej („wychodzi” pospieszna wyprzedaż sektora energetycznego w ręce zagranicy) oraz niewiadomy wynik unijnych decyzji wokół uprawnień do emisji CO2. Oczywiście są branże, które na wieść o tańszej ropie mogą odetchnąć z ulgą. Należy do nich organiczna część sektora chemicznego (tzw. Wielka Synteza Chemiczna), której rentowność jest wrażliwa na wycenę produktów ropopochodnych stanowiących istotny składnik nakładów materiałowych.

Kolejnym wygranym powinien być sektor transportowy, którego sukces jednak nie jest tak wielki jak by się mogło wydawać. Wielkość rachunków płaconych na polskich stacjach słabiej reaguje na zmiany cen ropy, gdyż połowę ceny tankowanego paliwa stanowią ustalone na sztywno podatki. Oprócz drożejącego dolara jest to kolejna istotna przyczyna skromnych zniżek na stacjach. Swoją drogą, rafinerie i sprzedawcy paliw maksymalizując marże będą skłonni opóźniać obniżki (marże rafineryjne spadały już przed rekordem cen ropy).

Przecena ropy na pewno uderzy w raczkujący sektor biopaliw, tym bardziej, że ceny olejów roślinnych do niedawna również znacząco rosły. Energochłonność tego alternatywnego procesu produkcji czyniła tak uzyskane paliwa droższymi, co od dawna kazało wątpić w opłacalność tych przedsięwzięć (pomimo aktywnych działań lobbystów branżowych).

Na przyszłe ceny ropy, mimo ich dużej zmienności, nadrzędny wpływ mają realia makroekonomiczne. A te nie są pomyślne: kryzysowo-recesyjna mieszanka w USA i Europie Zachodniej, spowolnienie rozwoju azjatyckich tygrysów. Dodając znaczne ukrócenie dzikiej spekulacji wygląda na to, że notowania baryłki nie przebiją poziomu 80 dol. przez długie miesiące, dopóki kolejna odsłona drukowania taniego pieniądza nie przyniesie ożywienia i powrotu kapitału na rynki akcji i surowców.
Licencja: Creative Commons