Koniec życia nie musi oznaczać końca kreatywności czy tego, że trzeba zegnać zmarłego w schematyczny sposób. Znanych jest wiele nietuzinkowych, spersonalizowanych pogrzebów, a także ciekawych zwyczajów pogrzebowych – oto niektóre z nich.

Data dodania: 2015-01-04

Wyświetleń: 2459

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Miłość do zwierząt aż po grób

W Starożytnym Egipcie tak ceniono zwierzęta, że często były one chowane wraz z zmarłym właścicielem. Często na ścianach grobowców umieszczane były nie tylko rysunki pochowanych tam ludzi, ale także ich pupili – nierzadko wraz z ich imionami. Zabieg ten miał sprawić, że pupil trafi waz z właścicielem do zaświatów. Szczególnie przywiązani opiekunowie, nie wyobrażali sobie spocząć z dala od swojego przyjaciela. Jeśli więc ukochane zwierzę umarło przed nimi – były one mumifikowane albo od razu składane do grobowca, w którym następnie spocznie ich pan. Jeśli zaś właściciel umarł jako pierwszy, zwierzę spokojnie dożywało swojego żywota, a po naturalnej śmierci, zostało pochowane tuż przy swoim właścicielu.

Pogrzeb w Ferrari

Miłość do dóbr materialnych potrafi sięgać aż do granicy życia i śmierci. Dowodem tego jest chociażby pogrzeb Sandry West. Ta urodziwa kobieta stała się znaczącą częścią społeczeństwa Beverly Hills, dzięki poślubieniu zamożnego biznesmena branży naftowej. Ta dawna piękność bywa określana jako Paris Hilton lat siedemdziesiątych. Umarła w 1977 roku, mając zaledwie 38 lat, przypadkowo przedawkowując leki na receptę. Miłość do wysokiego statusu materialnego i motoryzacji, wyraziła w swojej ostatniej woli, życząc sobie, aby jej ciało, zostało pochowane w jej ulubionej bryce, czyli Ferrari 330 z 64 roku. Od spełnienia tego życzenia uzależniła wydanie jej milionowego spadku rodzinie. Co prawda do wykonania jej woli potrzeba było specjalnego dźwigu i zwiększenia typowych wymiarów mogiły, ale jej wola została spełniona, a spedek wydany.

Śmierć i pogrzeb w stylu hard rock

GG Allin, znany amerykański muzyk i buntownik słynął z kontrowersyjnych tekstów i pełnego szaleństwa , zabawy i nałogów życia. Tak naprawdę nazywał się: Jesus Christ Allin, a imię to nadął mu ojciec, który rzekomo miał wizję i dostał od Jezusa informację, że ten oto dzieciak będzie istotą niezależną i doskonała. Czy była doskonała, trudno powiedzieć, ale wiadomo na pewno, że jego życie i twórczość były bardzo często ostro krytykowane, a jego moralność była bardzo kontrowersyjna. Podobno nigdy nie odmawiał dragów i przyjmował każdy, nie pytając nawet co to jest. 27 czerwca 1993 roku miał się odbyć jego koncert The Gas Station, jednak awaria prądu uniemożliwiła występ. Zezłoszczony muzyk po zdemolowaniu sali, zakrwawiony i nagi ruszył imprezować wraz z fanami. Na domówce przesadził z dragami i gdzieś na obrzeżach imprezy po cichu umarł – to jednak nie przerwało imprezy, a rozbawieni towarzysze chętnie robili sobie zdjęcia z jego zwłokami. Rano, ocuceni imprezowicze uświadomili sobie, że towarzysz naprawdę odszedł, o czym poinformowali odpowiednie służby. Po śmierci muzyka, zgodnie z jego wolą, nie umyto ani nie przygotowano jego ciała, a jedynie odziano go w jego ulubioną skórzaną kurtkę. Na pogrzebie o jego ust przyjaciele powkładali rozmaite tabletki i narkotyki, które żwawo podlewali alkoholem. Potem na uszy nałożono mu słuchawki, w których puszczono plytę: The Suicide Sessions.

Chrupiący pogrzeb

Arch West, twórca trójkątnych pyszności, czyli Doritos, swoją apatetyczną przekąskę zabrał aż do grobu. Gdy w 2011 roku w wieku 97 lat zmarł, jego córka wpadła na pomysł, by jego ostatnią drogę usłać tym, z czego tak bardzo zasłynął. Dzięki temu do jego trumny dosypano jego chrupiący wynalazek w 3 różnych smakach.

Licencja: Creative Commons