Obecnie zdecydowana większość działań promocyjnych w sieci nakierowana jest na poprawę pozycji w wyszukiwarkach. Pytam wobec tego, czy od kogokolwiek wyszukiwarka cokolwiek kupiła? Czy rzeczywiście lepsza pozycja przekłada się wprost na genialne wyniki?

Data dodania: 2014-10-24

Wyświetleń: 1655

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 2

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

2 Ocena

Licencja: Creative Commons

SEO – wadliwa strategia na kłopotliwe czasy

Pytanie do zastanowienia

Czy pierwsza pozycja w Google to rzeczywiście klucz do setek, tysięcy zamówień? Jeśli tak, to dlaczego kogokolwiek poza pierwszą, może drugą w Google firmą wciąż jeszcze stać na promocję? No i jakim cudem w ogóle utrzymują się firmy zajmujące lokaty poniżej dziesiątej? A jeżeli zdobycie najwyższej pozycji nie gwarantuje pełnego zwycięstwa, to czy warto się o to tak bić?

SEO – strategia wadliwa w założeniach

O ile wszystkie próby optymalizacji stron należy uznać za celowe i niepozbawione sensu, o tyle już budowa gigantycznych piramid linków jest postępowaniem cokolwiek zastanawiającym. Spójrz na to tak: Google wydało pewne zalecenia dotyczące tego, co należy zrobić, aby witryna była lepiej postrzegana, a więc serię podpowiedzi co do rozmieszczenia poszczególnych elementów czy samej struktury witryny. Wszyscy tego słuchają, bo przecież to Google ustala zasady. Z drugiej strony, równie oczywiste są wytyczne dotyczące tego, czego robić nie wolno: kupować linków, budować piramid – ale i tak wszyscy tak robią, bo skoro to zakazane, to na pewno działa. Tutaj pojawia się problem, bo pozycjonowanie rozumiane w ten sposób jest skazane na porażkę – im więcej linków zostanie kupionych, tym lepiej Google nauczy się je rozpoznawać i ignorować, a w dalszej kolejności pozycjonerzy kupią jeszcze więcej linków. Teoretycznie, gdyby taka sytuacja mogła się skończyć, to skończyłaby się totalnym ignorowaniem wszystkiego i nieskończoną liczbą śmieciowych linków.

Article marketing – strategia bez błędu w podstawie

Być może ktoś mi zarzuci, że article marketing też jest sprzeczny z wytycznymi Google, bo wszak w tekstach i tak pojawiają się linki. To prawda, jednak nie chciałbym dyskutować nad wyższością linków zdobytych w dobrych artykułach, nad całymi zwałami śmieci zdobywanych przez pozycjonerów – postaram się problem ominąć, a nie rozwiązać. Linki w tekście nie są przecież jedyną, ba, nie są nawet największą siłą tekstu. Główny motorem marketingu jest tu samo słowo, a konkretnie wiedza w tym słowie przekazana. Article marketing nie został stworzony po to, żeby omijać wytyczne Google, ale po to, by dotrzeć do potencjalnych klientów w ogóle z pominięciem wyszukiwarki – wystarczy, żeby ludzie przeczytali artykuł i zapamiętali nazwę firmy, o której mówi albo która artykuł zasponsorowała – to skuteczniejsze niż jakiekolwiek oszukiwanie wyszukiwarek, ponieważ tego algorytmu nie trzeba oszukiwać.

Stosując article marketing, wygrywasz nawet wtedy, kiedy Twoja strona nie jest zbyt wysoko. Zresztą w tym przypadku czas działa na Twoją korzyść – im więcej śmieciowych linków wyeliminuje Google, tym silniejsze stają się te nieliczne linki, które zdobywasz w dobrych artykułach. Efekt jest taki, że Ty jesteś wyżej, choć nie ruszasz się z miejsca – po prostu odpada konkurencja. Czy zawsze? Na pewno nie, a to z tej prostej przyczyny, że nie ma strategii marketingowej o stuprocentowej skuteczności. Tym bardziej więc jest o co walczyć, bo article marketing działa może wolniej od intensywnego pozycjonowania, ale nie opiera się na wadliwym rozumowaniu, więc wygrywa systematycznością działania.

Licencja: Creative Commons