To był ciepły, przyjemny, czas sierpniowy, który mogłem wykorzystać na wyjazd gdzieś za miasto by cieszyć się życiem. Jednak było coś co na to nie pozwalało.

Data dodania: 2009-09-28

Wyświetleń: 1941

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 5

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

5 Ocena

Licencja: Creative Commons

Jak Ci idzie ze spełnianiem Twoich marzeń? Czy pojawiają się na Twojej ścieżce, czyli manifestują się, wtedy kiedy Ty tego chcesz? Dzisiaj mija dokładnie 5 lat od dnia kiedy miałem operację serca. W rocznicę tego wydarzenia, chcę podzielić się z Tobą tym, jak ja poinformowałem wtedy Prawo Przyciągania o tym jaka była wtedy moja intencja na temat tego jaki jest moj czas spełnienia.

To był ciepły, przyjemny, czas sierpniowy, który mogłem wykorzystać na wyjazd gdzieś za miasto by wdać się w pogoń za szczęściem. Wtedy jednak mój stan zdrowia nie pozwalał na to. Owszem byłem pod miastem a dokładnie na peryferiach Warszawy, w klinice kardiologicznej mieszczącej się w Aninie, jednak nie bardzo było mi do śmiechu, bo oczekiwałem na operację zastawki serca.

Jak już napisałem, operacja odbyła się dokładnie 5 lat temu i nie było w niej nic wartego by wspominać ją tutaj, w serwisie poświęconym rozwojowi osobistemu. Chcę natomiast opowiedzieć Ci o tym jak, w sposób całkowicie świadomy, doprowadziłem do tego, że w dwa tygodnie później cieszyłem się już pobytem w swoim domu.

Owe dwa tygodnie mogą wydawać się dość długim czasem, więc jeśli tego nie wiesz, powiem Ci tylko, że po operacji na otwartym sercu, przez pierwsze 2-3 dni człowiek w ogóle nie jest zdolny do czegokolwiek. Po prostu leży się w łóżku, w bólu, który czasem powoduje, że w ogóle nie wiesz gdzie jesteś i co dzieje się wokół. Tak przynajmniej było ze mną. Czy w takim czasie można sobie stawiać cel opuszczenia szpitala w jakimś konkretnym dniu? Cóż, można a właściwie trzeba to zrobić! To daje sygnał podświadomości o tym jaka jest Twoja intencja, oraz by podjąć świadome działania w tym kierunku.

Zatem gdy byłem już świadom tego co się dzieje wkoło, postanowiłem, że konkretnie za 2 tygodnie będę w domu. Postanowiłem i byłem! Gdy tylko mogłem już wstać z łóżka podjąłem działanie. Bardzo proste: zacząłem chodzić w celu wzmocnienia organizmu. Poszedłem między innymi na oddział, na którym przebywałem przed operacją. Żeby to zrobić trzeba było przejść przez cały szpital.

Pamiętam, że moja Pani doktor odradzała mi wtedy taką „brawurę” - mówiła że to zbyt wcześnie. Ja jednak miałem swoją opinię na ten temat. Powiedziałem jej że za 2 tygodnie będę w domu. Chociaż miała pozytywne nastawienie do życia, dobrze pamiętam, że w tamtej chwili była mocno sceptyczna.

Tak więc trwałem w swoim postanowieniu. Kiedy mogłem korzystałem z okazji pójścia na spacer a kiedy nie mogłem, czytałem, by odwrócić swoją uwagę od tego gdzie jestem i tak jak wcześniej swojej Pani doktor, komu tylko mogłem, temu mówiłem o tym kiedy idę do domu.

Czułem się dobrze. Wyłączywszy te dni bezpośrednio po operacji, kiedy byłem bardzo obolały, wszystko szło świetnie, posuwając się w zamierzonym kierunku. Jednak czasem miewałem zawroty głowy a na dwa dni przed terminem mojego wyjścia z kliniki, dostałem gorączki i zostałem poinformowany, że, o ile taki stan się utrzyma, nie ma mowy o planowanym wyjściu!

To podcięło mi trochę skrzydła, jednak nie na długo. Dalej towarzyszyłami wiara w siebie i przekonanie, że planowanego dnia wychodzę. W wieczór poprzedzający moje wyjście, nadal miałem gorączkę, jednak z uporem maniaka, chodziłem po oddziałowym korytarzu, powtarzając w myślach mantrę: „jutro jestem w domu”. Wiedząc dokładnie, że jutro to TEN dzień, z konkretną datą a nie „jakieś jutro” w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości.

Może zdarzyć się, że odnajdziesz ten artykuł w czasie kiedy będziesz przechodzić przez podobne sprawy. Niech zainspiruje Cię do podobnego działania. Mogą być inni pacjenci, jak w moim przypadku, którzy byli operowani przed moim przyjściem do szpitala i pozostawali tam nadal po moim wyjściu. Dla Ciebie najważniejszy jesteś TY. Zawsze życz innym zdrowia i szybkiego powrotu do domu ale przede wszystkim myśl o sobie!

PS: Pierwotnie artykuł ten dedykowałem Agnieszce, mojej przyjaciółce, która w chwili jego pisania przebywała w szpitalu. Dziś Agnieszka ma się już doskonale, zatem dedykacja rozprzestrzenia się na wszystkich potrzebujących, tych którzy ciągle w szpitalach przebywają. Jeśli masz kogoś takiego, to wydrukuj mu ten artykuł. Niech pomoże jak najwiękjszej liczbie tych, którzy będą chcieli z niego skorzystać i modelować mój czas spełnienia.

Marek L. Kozak

Licencja: Creative Commons