Aktualnie mało która firma nie ma dłużników. Tak więc przyjrzyjmy się temu co zrobić możemy aby należności odzyskiwać skuteczniej. W pierwszej kolejności wezwanie do zapłaty i czynniki wpływające na jego skuteczność: szybka reakcja i konkretne podejście.

Data dodania: 2009-09-12

Wyświetleń: 4980

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Szybka reakcja

Wezwanie powinno być przesłane najpóźniej 1-2 tygodnie po upływie terminu płatności. Dotyczy to szczególnie sytuacji gdy termin płatności był długi, 30 dni lub więcej. Wezwanie do zapłaty, dla celów postępowania sądowego, wysyłamy listem poleconym (póki co sądy w Polsce uznają potwierdzenia operatora narodowego - Poczty Polskiej). Wysyłajmy również listem zwykłym na wypadek, gdyby dłużnik nie odebrał poleconego. Nie chodzi nam tylko o dowód w świetle prawa ale także aby dłużnik faktycznie zapoznał się z treścią wezwania i dobrowolnie uregulował zobowiązanie. Jako potwierdzenie naszej konsekwencji i determinacji warto wysłać również mailem i faksem. Wykorzystanie dostępnych ścieżek dotarcia do dłużnika poprawi skuteczność wezwania.

Konkret najważniejszy

Ponieważ chodzi o pieniądze więc sprawę tym bardziej należy ująć konkretnie. Na wezwaniu umieszczamy wyliczenie odsetek oraz kosztów sądowych. Poinformowanie dłużnika o ile wzrośnie jego zadłużenie jeżeli nie zacznie płacić to jedna ze skuteczniejszych metod. Podajemy konkretną kwotę zamiast procentów czy sformułowań ogólnych. Piszemy konkretnie: „Zadłużenie na chwilę obecną: X zł", „Zadłużenie po zakończeniu postępowania w sądzie": Y zł. To daje dłużnikowi sygnał, że wezwanie nie jest tylko wzorem z internetu ale, że przygotowujemy się już do sądowego postępowania. Zresztą konkretna liczba robi wrażenie a sformułowanie „postępowanie sądowe znacznie zwiększy Państwa zadłużenie" jest zbyt mało konkretne żeby dotarło i wywarło zamierzony skutek.

W następnym odcinku zajmiemy się „ciężką artylerią" czyli argumentami, których aktywnie działający w biznesie dłużnik nie puści mimo uszu.

Licencja: Creative Commons