W świecie książek

Data dodania: 2009-05-10

Wyświetleń: 1827

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 3

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

3 Ocena
Pobierz artykul

Licencja: Creative Commons

„Otwórz oczy – już nie żyjesz” to tytuł opowiadania autorstwa Olgi Tokarczuk, otwierającego tom „Gra na wielu bębenkach”. Bohaterka ma syndrom, który przejawia wielu z nas – mimowolne pragnienie ucieczki w wyimaginowany świat literatury. Pragnienie, któremu poddajemy się z rozkoszą, nie zdając sobie sprawy, jakie może nieść zagrożenie, a jakie korzyści.

Przejść na drugą stronę szafy

Rytuał przejścia odbywa się niezauważalnie. Wpadamy w książkę jak w studnię; wchodzimy do niej jak do starej szafy, pełnej pachnących starością ubrań i otwierającej się na krainę Narni; poddajemy się jej jak snom. Trudno nam potem zaakceptować szarą rzeczywistość, do której powracamy. Albo też tworzymy ją od nowa. Pod wpływem każdej fabuły budujemy świat piękniejszy albo przeciwnie – bardziej jeszcze brudny, pełny łajdactwa i syfu. Książki mają tak wielką moc, jak narkotyki albo alkohol. Pozwalają zapomnieć i wypełniają wspomnienia alternatywnymi obrazami. Mogą mieć także działanie terapeutyczne.

Pewna dziewczyna straciła chłopaka. Byli ze sobą prawie cztery lata. Bardzo się kochali, planowali wspólną przyszłość. On zachorował na raka i zmarł. Dziewczyna z radosnej i łaknącej życia, stała się nadmiernie poważna, uszczypliwa. Zupełnie nie radziła sobie ze wściekłością, która w niej siedziała. Zaczęła więc pisać dramat, w którym rozbierała swojego ukochanego, dokonywała bezwględnego odidealizowania, zatracała się od nowa w swojej miłości i wreszcie żegnała się z nią. To działa jak ożywcza woda, zmywająca pokłady niechcianych uczuć lub budująca nowe wydmy dla tych emocji, których nie potrafimy pielęgnować.

Dziewczyna z zapałkami


Literatura posłużyła do rozliczenia się ze zdawałoby się przegranym życiem także poetce Annie Janko, autorce poczytnej powieści „Dziewczyna z zapałkami”. Poetyckie porównanie do baśni Andersena otwiera perspektywę na duszę autorki. Jest ona tą dziewczynką, która w wigilijny wieczór rozpala zapałki, aby poczuć odrobinę ciepła. Janko rozpala je, aby czasami poczuć mróz – błysk zapałek to jej wspomnienia, wyciągane za uszy z trudnego okresu małżeństwa, które trwało 20 lat, a które podcinało jej skrzydła i zamykało w niechcianej roli kury domowej. W wywiadzie dla miesięcznika „Twój Styl” stwierdziła: „ – Napisałam ‘Dziewczynę’, żeby się dowiedzieć, po co to wszystko mi się przydarzyło.” Przy okazji pozwala zrozumieć pewne sprawy innym kobietom, tak samo zamrożonym, jak ona była w swoim małżeństwie. „ – Uwierzyłam – mówi dalej Janko – że w małżeństwie może być jak w sanatorium. Spokojnie, leczniczo i z nadzieją.” Przy okazji autorka odniosła niemały sukces. Jej powieść dostała nominację do prestiżowej nagrody Angelus, do której została tez nominowana powieść Gủntera Grassa.

"Ludzie, którzy nie zapisują swojego życia wydają się lekkoduchami, umierają cali każdego dnia, nawet o tym nie wiedzą" – to cytat z powieści Anny Janko. Nie chcę wysuwać tak daleko posuniętych wniosków, pragnę jednak zwrócić uwagę na naprawdę wielką moc tworzenia literatury. Prowadzony przez lata pamiętnik pomoże nam powrócić do pewnych spraw i zrozumieć samych siebie. Wiersze, dramaty, wszelkiego rodzaju twórczość literacka (do niej mi najbliżej, więc nie napiszę tym razem o innych rodzajach sztuki, dzięki którym także możemy się zatapiać, wyżywać, leczyć) pomaga nam, ale może także zaszkodzić, jeśli stanie się celem, a nie drogą.
Licencja: Creative Commons