0 głosów

Przeciwnicy jedzenia mięsa jako argument podają często straszne warunki chowu i uboju zwierząt na nie przeznaczonych. Na przemysłowe tuczarnie mówią nieraz „Auschwitz dla zwierząt”. I trudno odmówić im w tym racji. Społeczeństwo dostrzega jednak ten problem, i aby jemu zaradzić, wprowadzono pojęcie dobrostanu zwierząt.

Img

Jest to pojęcie złożone, a jego definicje obejmują albo tylko stan fizyczny, albo też stan psychiczny i „naturę” zwierzęcia. Najbardziej pełna, obejmująca wszystkie te czynniki, jest definicja w oparciu o tak zwane „pięć wolności”. Mówi ona, że dobrostan zwierzęcia jest wysoki, jeżeli jest ono wolne od głodu i pragnienia, od dyskomfortu, od bólu, urazów i chorób, od lęku i stresu oraz ma zapewnioną wolność realizacji naturalnych dla siebie zachowań. Jest to więc zwierzęcy odpowiednik pojęcia „jakości życia” u ludzi.

O ile cztery wolności „negatywne” (wolności „od”) raczej nie wymagają komentarza i sprowadzają się do zapewnienia zwierzęciu odpowiednich warunków i opieki, to wolność realizacji naturalnych zachowań jest trudniejsza do zagwarantowania. Będzie to na przykład umożliwienie kurom grzebania w ziemi albo wypuszczanie stada bydła na naturalne pastwisko.

Gospodarstwa ekologiczne starają się zapewnić swoim zwierzętom i tę wolność. Gorzej jest z wolnością realizacji naturalnych zachowań rozrodczych, które kłócą się często z wymogami bezpieczeństwa lub kontroli populacji (kastracja, sterylizacja), albo wymogami hodowlanymi (sztuczna inseminacja samic w rui nasieniem odpowiedniej wartości).

Lecz i bez tego sytuacja jest tu nieporównanie lepsza niż w hodowlach przemysłowych, gdzie nienaturalne stłoczenie zwierząt (stres), brak naturalnego światła czy atmosfera przesiąknięta amoniakiem, nadto podłoga betonowa lub z rusztu (dyskomfort) i często brak odpowiedniej opieki weterynaryjnej (urazy, na przykład kończyn) wołają o pomstę do nieba.

Współcześnie nie ulega już wątpliwości, że jest etycznym obowiązkiem człowieka zapewnienie odpowiedniego poziomu dobrostanu chowanym przezeń zwierzętom. Zagadnienie to wchodzi też w zakres stanowionego prawa. Z uwagi na to ostatnie rozwinęły się szczegółowe metody oceny dobrostanu, w oparciu o oględziny weterynaryjne zwierzęcia, analizę jego zachowania, a także poziomu hormonów stresu we krwi i inne wskaźniki laboratoryjne.

Osobnym zagadnieniem jest problem śmierci zwierzęcia. Wymogi dobrostanu w transporcie na miejsce uboju obejmują ograniczenie czasu głodówki przedubojowej, transportowanie razem zwierząt, które się znają oraz ogólnie staranie o możliwą minimalizację nieuchronnego w tym wypadku stresu. W samej natomiast ubojni oznacza to prawidłowe ogłuszenie zwierzęcia (w czasie około 15 milisekund) i szybkie wykrwawienie, zanim zwierzę zdąży wrócić do przytomności.

A co z tak zwanymi szkodnikami, których populację musimy ograniczać ze względów gospodarczych? Wymogi etyki nakazują tu stosowanie metod powodujących możliwie szybką i bezbolesną śmierć zwierzęcia (na przykład gryzonia), a także unikanie wolno rozkładających się trucizn mogących zaszkodzić drapieżnikom, które zatrutą padlinę skonsumują.

Toczy się też dyskusja, czy naukę o dobrostanie należy stosować wobec zwierząt dzikich. W stosunku do tych trzymanych w niewoli, w celach naukowych, edukacyjnych czy rozrywkowych – z całą pewnością tak. Natomiast dobrostan zwierząt dzikich żyjących na wolności jest często niski (głód zmuszający do poszukiwania pożywienia, dyskomfort termiczny zwłaszcza zimą, stres związany z obroną przed drapieżnikami) i jest to stan naturalny. W zamian zwierzęta te mają z reguły pełną wolność realizacji naturalnych zachowań, co dla ich psychiki wydaje się mieć znaczenie decydujące. Osąd ten opieram na ich własnych wyborach – bowiem złapane i umieszczone w „komfortowych” warunkach przy pierwszej nadarzającej się sposobności... uciekają.

  

Licencja: Creative Commons