Gdzieś pomiędzy porannym prysznicem a łykiem kawy kupionej w osiedlowych delikatesach zadzwonił telefon. Nieznany numer na ekranie komórki zwiastował, że jej posiadaczka usłyszy w końcu to, na co wystarczająco długo czekała. 

Data dodania: 2020-01-10

Wyświetleń: 223

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

OPOWIADANIE

0 Ocena

Licencja: Copyright - zastrzeżona

Potyczki neurotyczki

Głęboki wdech, mobilizacja szarych komórek i kciuk gotowy, by odebrać połączenie. „Niech się dzieje- pomyślała i dotknęła zielonej słuchawki”. Rozmowa trwała niespełna 30 sekund, a zapewne skończyłaby się jeszcze szybciej, gdyby osoba po drugiej stronie już za pierwszym razem uwierzyła, że „Nie, dziękuję. Nie potrzebuję kredytu ani innej lokaty” nie znaczy nic ponad „Nie, dziękuję”. Czasem nie pozostaje nic innego jak powtórzyć coś kilkadziesiąt razy, żeby zostało uznane za prawdę.

W każdym razie stan tej, która oczekiwała na telefon oscylował na poziomie potężnego zawiedzenia sobą oraz całym światem. Zmieszany został z tłumioną wściekłością, o czym świadczyły bezgłośne przekleństwa oraz potężna zmarszczka między brwiami, która ujawniała się tylko w wyjątkowych sytuacjach.

Oczekująca na telefon pospiesznie ubrała buty w kolorze oberżyny, których odcień gryzł się z kraciastymi spodniami i płaszczem w pepitkę. Na domiar złego na głowę wcisnęła beret. Zwykle dodawał jej nieco paryskiego szyku, w tym momencie sprawił, że szala goryczy się przelała. Może gdyby pozwoliła nieść się emocjom i po prostu wybiegła z mieszkania, nie spoglądając wcześniej w lustro, nie spędziłaby teraz kolejnych godzin poświęconych soczystemu łkaniu na zimnej posadzce w towarzystwie swojego odbicia.

Licencja: Copyright - zastrzeżona