0 głosów
Pobierz artykul
0 głosów dodatnich
0 głosów ujemnych
346 razy czytane
0 przedrukowany
Creative Commons Licencja

Motor Ship „Piłsudski” stanowił dumę polskiej floty handlowej, choć został wykonany kiepsko we włoskiej stoczni i w czasie pierwszego sztormu duża część stałych elementów została zdeformowana. Podczas działań wojennych, według naocznych świadków dwie torpedy sprawiły, że zatonął. Dzisiejsi fałszerze podają, że statek wpłynął na miny…

Dziś nagle ta sprawa znowu zadziwia. Dlaczego? Podobnie jak w czasie każdej katastrofy morskiej są wątpliwości. Czy te wątpliwości miały zostać rozwiane, kiedy w czasie pokoju, wrak statku spoczywający na znacznej głębokości, musiał zostać dodatkowo zniszczony ładunkami wybuchowymi? Po co, w kilkanaście lat po wojnie, wysadza się wrak statku spoczywający na dnie morza?

Naoczni świadkowie, a jednym z nich był najbardziej wiarygodny znany polski pisarz Karol Olgierd Borchardt, wiedzieli o tym, że uderzyły w nich dwie torpedy. Dlaczego dziś jakiś nieuk twierdzi, że statek wpłynął na minę? Podobne twierdzenie jest obelgą dla polskich marynarzy.

Wiele różnych zdarzeń przyczyniło się do zatonięcia tego statku, a kto wie, czy wszystko nie zaczęło się w chwili, kiedy polski kapitan Mamert Stankiewicz (Znaczy Kapitan), zażądał zamontowania artylerii, oraz wszystkiego, co jest potrzebne do zwalczania łodzi podwodnych, również na polskich statkach handlowych? Angielscy dowódcy zaczęli doceniać polaków (przez chwilę) o wiele później.

Borchardt stwierdził, że po otrzymaniu komunikatu „droga czysta”, załoga nie była psychicznie nastawiona na spotkanie z torpedami. Zachodzi jednak wątpliwość, czyja torpeda uderzyła w statek: niemiecka, a może angielska? Polak postawił się Anglikowi! I w ten sposób można wytłumaczyć działania anglików w latach pięćdziesiątych, dlaczego wrak został wysadzony w powietrze. Również na statku, który przybył na pomoc, załodze tonącej jednostce, brakowało odpowiednich środków medycznych. Czyżby kolejny przypadek?

Borchardt w swojej książce „Znaczy Kapitan” pisze: „Przez sen czuję uderzenie w burtę. […] W tej chwili czuję drugie uderzenie w burtę. Wydaje mi się, że pocisk przebił poszycie, za chwilę następuje wybuch znacznie silniejszy od pierwszego. Nie mam wątpliwości, że jesteśmy ostrzeliwani przez artylerię […] A może dostaliśmy dwie torpedy? Niemożliwe! Na noc dzisiejszą zapowiedziana była ‘czysta droga’. […] W jednym z pomieszczeń, znajdujących się najbliżej miejsca trafienia torpedą, wybuch obudził śpiącego chłopca okrętowego. […] W ciągu chwili opuszczania pokładu główną rolę odegrało u wszystkich przekonanie, że po dwóch torpedach okręt nie będzie tonął dłużej niż trzy minuty.

Powyżej mamy niezbity dowód, że „Piłsudski” nie wszedł (statek idzie) na minę, ale został trafiony torpedą. Co więcej, w wydanej w 1985 roku książce Borchardta „Szaman morski” również jest napisane, że „Piłsudski” został storpedowany. Pierwsze wydanie „Szamana morskiego” (po śmierci autora) ukazało się w nakładzie 200000 egzemplarzy! Ile egzemplarzy liczą dzisiejsze wydania książek — 2000 egzemplarzy?

Kiedyś wydawało się rzeczą wprost nie do pomyślenia, żeby wydano książkę zawierającą błędy w postaci niesprawdzonych informacji. Dlaczego zatem ktoś dziś zarzuca naocznym świadkom, przedstawianie nieprawdziwych zdarzeń?

Pomiędzy wybuchem miny morskiej, a torpedy jest duża różnica, choć niektórzy nie zauważają widocznej różnicy pomiędzy pistoletem i rewolwerem — pistolet posiada magazynek w kolbie, natomiast rewolwer posiada bębenek, co wielu nie przeszkadza nazywanie pistoletu rewolwerem i odwrotnie. Poza tym miny należy zupełnie wyeliminować, chociażby po informacji „czysta droga”.

Nieustannie, od stuleci, pisana jest historia — twór człowieka, bo faktami są dzieje. Kto miał skorzystać na kłamstwie? Dla kogo stają się ważne mity i oszczerstwa? Dziś mamy Internet, gdzie umieszczane są informacje, na których w pełni wielu polega. Czy można stworzyć lepsze narzędzie do zacierania prawdy i wstawiania bzdur?

Licencja: Creative Commons