Zapewne każdy słyszał o działaniach najnowocześniej w tym okresie podwodnej jednostki pływającej. ORP Orzeł zamiast trwać w miejscu wyznaczonym do działań i ostrzeliwać wrogie jednostki, opuścił rejon działań. Czy na pewno tak było?

Data dodania: 2017-03-28

Wyświetleń: 694

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Z dzisiejszego punktu widzenia, gdy żyjemy w czasach coraz to większego zakłamania, wymazywania wkładu Polaków w dziedzinie rozwoju światowej techniki, rozumiejąc współczesną mentalność, próbujemy odpowiedzieć sobie na wiele pytań. Czy jednak pod uwagę bierzemy wszystkie fakty?

Kiedy wydarza się katastrofa lotnicza, zespół ekspertów badających przyczyny, w dużej mierze skupia się na profilu psychologicznym pilotów, bo w ten sposób możemy wyjaśnić pewne niejasności w działaniu.

Dlaczego więc, kiedy mówimy o wydarzeniach owianych tajemnicą, pomijamy najważniejsze szczegóły? Marynarze pływający na ORP „Piorun”, niczym biblijny Dawid, stoczyli potyczkę z pancernikiem „Bismarck”, który w tym przypadku przypomina Goliata. Nie uciekli, ale zaatakowali, choć nie mieli najmniejszych szans na wygraną bitwę. „Piorun” wycofał się z powodu braku paliwa.

Zanim zaczniemy rozważanie o rejsie ORP „Orzeł” należy zadać podstawowe pytanie: „W jakim celu Polska wybudowała tak wielki okręt podwodny, który nie miał szans na wykazanie swojej siły bojowej w Zatoce Gdańskiej?” Jak sama nazwa wskazuje, okręt podwodny musi mieć odpowiednie warunki, aby się zanurzyć. Zatoka Gdańska jest zbyt płytka, aby okręt tej wielkości nie został wypatrzony przez pilota z samolotu. Istnieją dwie narzucone odpowiedzi: 1 — ORP „Orzeł” miał zostać wykorzystany do rejsów, gdy Polska przejmie dawne niemieckie kolonie — co jest absurdem, gdyż, gdyby Polska miała dostać nadzór nad tymi koloniami, decyzja zapadłaby wiele lat wcześniej. 2 — ORP „Orzeł” miał docelowo pilnować floty w rosyjskich portach, co jest kolejnym absurdem.

Tu zgadzam się w pełni ze słowami pana Bogusława Wołoszańskiego, który uważa, że w obronie Zatoki Gdańskiej sprawdziłyby się bardziej mniejsze jednostki w większej liczbie.

Komandor podporucznik Marynarki Wojennej II RP, Henryk Kłoczkowski, był oficerem podawanym za wzór, nazywano go człowiekiem honoru. Czy więc takiemu człowiekowi nie należało powierzyć odpowiedzialnego zadania? A jeżeli tak się stało? Jeżeli dowódca ORP „Orzeł” dostał tajną misję, której wykonanie i zachowanie w tajemnicy poręczył słowem? W takim momencie cała sprawa nabiera barw realizmu. I może wreszcie uda się z mroków przeszłości wydobyć fakty na światło dzienne.

Komandor Kłoczkowski zjawiwszy się w dowództwie bazy marynarki wojennej dnia 1 września 1939, ranem odebrał ostatni rozkaz. Następnie udał się na pokład ORP „Orzeł” i nakazał wyjść w morze. Tu wszyscy się zgadzają. Ale następne wydarzenia nie zostały nigdzie zanotowane. Jeszcze kilkanaście lat temu istniało przekonanie o wypowiedziach naocznych świadków, którzy to mieli twierdzić, iż ORP „Orzeł” miał nocą 2 września 1939 roku podejść do Westerplatte i zabrać na swój pokład cztery skrzynie z tajemniczą zawartością. Cóż za wyczyn, podejść na około trzysta metrów pod nos niemieckiego pancernika SMS „Schleswig-Holstein”, zaryzykować zniszczenie nowoczesnej łodzi podwodnej, dla zabrania tajemnicy…

Nieprawdopodobne.

Za możliwością dokonania tego czynu przemawia postawa Polaka z tego okresu — duma z bycia Polakiem, honor Polaka i spłatanie figla Niemcom.

Kolejna opowieść naocznych świadków dotyczy zabrania na pokład ORP „Orzeł” dwóch skrzyń z tajemniczą zawartością z bazy wojennej na Helu.

Dziś brakuje nam dowodów na potwierdzenie obu twierdzeń. Czy są one faktem, czy mitem, nie potrafimy odpowiedzieć, bo wierzymy w słowo pisane, choćby najmniej prawdopodobne.

Ulegamy współczesnej ideologii, że obrona polskich granic z roku 1939 nie miała żadnego sensu — zginęło wielu ludzi, a Niemcy i tak zrobili swoje. Jednak każdy poszukiwacz prawdy i osoba rozwiązująca zagadki wie, że największym źródłem informacji są rozmowy z ludźmi. Skoro jakaś informacja wypływa, można przyjąć ją za prawdopodobną. Można by przyjąć, że choroba komandora Kłoczkowskiego wynikła z powodu kontaktu z zawartością skrzyń, których na pokładzie łodzi nie było już 14 września 1939 roku. Tym bardziej, że w tym przypadku dalsze losy jednostki są również zagadką.

W roku 1964 miesięcznik „Morze” w numerze 6, opublikował artykuł Feliksa Prządaka, zatytułowany: „Prawda piękniejsza od fantazji”:

„Orzeł” należał wówczas do II flotylli okrętów podwodnych w Rosyth. „Orzeł” wyszedł na swój tragiczny patrol dnia 23 maja 1940 r. około godziny 18.00. Znajdowałem się wówczas w izbie chorych na bazie flotylli - HMS „Forth”. Dnia 26 maja około godziny 7.00 do izby chorych przyszedł angielski marynarz. Przeprosił sanitariusza, podszedł do mnie i powiedział: "listen my dear friend, I have news for you". Zapytałem jakie to wiadomości. A on odpowiada, że mój okręt został zatopiony. […] Prosił mnie raz jeszcze o dyskrecję, bo za przedwczesne ujawnienie tej wiadomości mógł zostać ukarany. Dodał jeszcze, że zatopienie "Orła" przez okręt sojuszniczy wywołało konsternację i zamieszanie. […] Wraz z okrętem zginęło 61 Polaków i 3 Anglików.

Wiele wskazuje, że fakty mają się inaczej niż przyjęta ogólnie historia. Ładnie brzmi, że nieodpowiedzialny dowódca zdezerterował w obawie przed walką. Jednak psychologiczny profil polskiego żołnierza z tego okresu nie pasuje do rzeczywistości. Kto nie zna stosunków panujących na pokładzie, nie ma pojęcia o tym, jakie procedury obowiązują. Dowódca odpowiedzialny za tak wielki okręt i załogę, może zostać odsunięty od pełnienia obowiązków. A mówimy tu o załodze, która składała się z ludzi o gorącej krwi, którzy pragnęli podejmować bitwy w obronie swojego kraju.

Niewątpliwie mamy tu poważną zagadkę. Ogólnie jest wiadomo, że polski wywiad znał dokładnie dzień i godzinę napadu Niemiec na Polskę, ale z jakiegoś powodu do ostatniej chwili nie podejmowano wielu działań, które mogły zmienić przebieg Kampanii Wrześniowej. Być może przyjdzie czas, kiedy poznamy właściwą odpowiedź i jeżeli domniemanie okaże się prawdziwe, dowiemy się, co zawierały tajemnicze skrzynie, a może wydarzenie zostanie zupełnie zapomniane, jak wiele innych w przeszłości.

Licencja: Creative Commons