0
głosów
- +

Gdzie tak naprawdę jesteś?

Autor:

Aktualizacja: 10.06.2016


Kategoria: Rozwój Osobisty / Inne


Artykuł
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 553 razy czytane
  • 1 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
Gdzie tak naprawdę jesteś?

Jak brzmiałaby Twoja odpowiedź, gdyby zapytać Cię o to, czy wiesz, gdzie aktualnie jesteś i co robisz? No pewnie, że wiem! Taka by ona była? Jesteś w stanie z ręką na sercu przyznać, że na pewno tak jest? Podejrzewać można, że zapewne każdy zapytany odpowiedziałby podobnie. Skoro tak wiele osób to wie, skąd w takim razie tak dużo z nich „śpi”?


Problem z byciem w pełni obecnym w danej chwili i w danym miejscu dotyczy prawie każdego człowieka na ziemi. Zdarzały się i zdarzają oczywiście wyjątki pod tym względem, jednak większość z nas w większym lub mniejszym stopniu dryfuje pomiędzy przeszłością i przyszłością albo orbituje wokół teraźniejszości, próbując w nią trafić. Myślami potrafimy być daleko, naprawdę daleko – co nie jest żadną niespodzianką. To odsuwa naszą uwagę od teraźniejszości, którą najzwyczajniej przestajemy postrzegać i uznajemy ją za mało znaczącą, nieinteresującą i nieprzynoszącą korzyści. Czemu? Ponieważ wydaje nam się, że albo w przeszłości było lepiej, albo będzie tak w przyszłości, a „teraz” tak nie jest. Tracimy więc teraźniejszość na przebywanie w miejscach, w których rzekomo ma nam być lepiej. Szkopuł w tym, że te miejsca istniały i przeszły już do historii bądź jeszcze nie istnieją. Czyli wychodzi na to, że zajmujemy się czymś, co określić można jako „widmo”. Mimo wszystko ponad przeszłością i przyszłością powinna górować teraźniejszość, gdyż jest ona czymś najcenniejszym, co posiadamy. Nie zrobimy niczego, będąc poza „teraz”. Nie ma więc innego wyjścia. Trzeba przywrócić teraźniejszości należne jej miejsce, jeśli chcemy, aby nasze życie było zrównoważone i przeżywane tak, jak być powinno. Żeby to osiągnąć, warto dokonać kilku zmian w podejściu do życia i jego postrzeganiu.

Co sprawia, że gubimy uwagę?

W tym miejscu pozwolę sobie napisać coś, co nie każdemu może się spodobać. Mało kto z nas w 100% wie, gdzie jest i co robi. Najczęściej zdaje nam się tylko, że to wiemy. Człowiek może wiedzieć, że jest w jakimś miejscu obecny ciałem, tyle że myślami może być od tego ciała oddalony o całe mile i lata. Oznacza to, że nie jest w pełni tam, gdzie być powinien. Można sobie zrobić prosty test na sprawdzenie, w jakim stopniu jest się obecnym w danym miejscu. Poobserwuj siebie podczas np. sprzątania, oglądania filmu, wyjścia na spacer czy nawet czytania tego tekstu – możesz wybrać dowolną czynność – w celu sprawdzenia, w jakim stopniu potrafisz się skupić bez „odpływania” myślami w jakimś bliżej nieokreślonym kierunku. Sprawa przedstawia się tak, że nie upłynie zbyt dużo czasu, nim pojawią się jakieś myśli kompletnie niemające związku z tym, co akurat robisz. Jeśli to zauważysz, to jesteś w stanie się opamiętać i powrócić do miejsca, w jakim się znajdujesz i do czynności, którą wykonujesz. Najczęściej jednak ludzie „przyklejają” się do swoich myśli i wyobrażeń i „odpływają” – mają tzw. odlot. Tracą kontakt z rzeczywistością, przez co nie są w stanie jej zmienić. Nie można zmienić za dużo, nie wiedząc, gdzie się jest i co się robi, ponieważ zmian dokonuje się, będąc obecnym w teraźniejszości. Zauważ, ile osób jest czymś zaaferowanych. Idąc chodnikiem, mają nosy utkwione w telefonach albo pędzą gdzieś, nie bacząc na to, czy akurat jest to ulica, kałuża, rów itd. A to tylko kropla w całym oceanie możliwości do zatracenia się. Ludzie są rozkojarzeni praktycznie wszędzie. Są wewnętrznie podzieleni na zbyt wiele części i każda z tych części chce być gdzie indziej.

Faktem jest, że nasza uwaga jest zazwyczaj zaprzątnięta wieloma rzeczami jednocześnie. Powstaje dzięki temu niezły bałagan, albowiem powoduje to, że nie ma się jasności co do tego, za co się w pierwszej kolejności zabrać – więc robi się wszystko. Dodatkowo w dzisiejszych czasach dezorientację potęgują: ilość informacji, jakie napływają do nas zewsząd w każdej dosłownie minucie, możliwości komunikacji z innymi ludźmi i szybkość, z jaką można to robić – np. wysyłanie listów i kartek to obecnie praktycznie przeżytek – oraz wszędzie widoczny pośpiech, który szczerze mówiąc, nie zawsze jest potrzebny i dość często jest on po prostu sztucznym tworem. Ludziom wydaje się, że należy biec na złamanie karku lub w pocie czoła wyrabiać 500% normy, żeby coś mieć, dostać i zrobić dobrze. Przy okazji tracą oni na to coś cennego, czyli własne zdrowie i nerwy (zdarza się, że i życie również). Pisząc o tym, przypomina mi się teraz pewien polski film dokumentalny sprzed kilku dziesięcioleci pt. „Opowieść o człowieku, który wykonał 552% normy”. Osobiście nie mam nic do bohatera wspomnianego filmu. Jednakże widząc te „552% normy” w tytule mam nieodparte wrażenie, że ludzie chcą chyba za wszelką cenę pobić owe „552% normy”, ustanawiając jakiś nowy życiowy rekord i zrzucić z piedestału górnika Bugdoła (tak nazywał się bohater filmu). Czynią to rzecz jasna, goniąc wszędzie bez opamiętania i nie mając świadomości, co takiego naprawdę robią i gdzie są. Chcą zrobić wszystko i to najlepiej od razu. Żeby nie było, zgadzam się z tym, że szlachetne jest dążenie do bycia coraz lepszym i realizowanie zamierzonych celów, lecz niemądre jest przy tym gubienie siebie i tracenie z pola widzenia rzeczywistości i teraźniejszości. Brak utrzymywania równowagi w życiu przechyli w końcu zbyt mocno jedną szalę i człowiek może tego bardzo pożałować. A to panie i panowie potrafi wytrącić każdego z właściwego rytmu. Teraźniejszość to jedyna chwila, która ma znaczenie, a ludzie ją ignorują. Są tak zajęci dążeniem do czegoś albo kompletnie uśpieni, że nie widzą, co się z nimi dzieje i nie wiedzą także, co dzieje się wokół nich.

Niestety to właśnie samo społeczeństwo narzuciło sobie jakiś dziwny niezdrowy pęd i szaleństwo. Zostały przez to ustalone jakieś niepisane normy i ludzkość dostosowuje się do czegoś, co szczerze powiedziawszy, niczemu nie służy. Ludzie przypominają tabun dzikich koni biegnących w szale na oślep. Tak wygląda życie. Nie jest też chyba nikomu obce takie pojęcie jak choroby cywilizacyjne. Skąd się one biorą? Na pewno nie znikąd. To właśnie pośpiech, dezorientacja, nerwowa gorączka i codzienna szarpanina z życiem dają o sobie znać w postaci tego typu chorób. Dzisiaj rzadko który człowiek potrafi się „wyluzować”, „cieszyć chwilą” i najważniejsze „być w pełni obecnym tam, gdzie jest”. Ludzie piją alkohol, biorą leki albo cięższe środki po to, aby się „wyluzować”, zasnąć czy uspokoić. Nie potrafią zrobić niczego bez „wspomagaczy” i to sprawia, że nie są w stanie skupić się na teraźniejszości. Zabieganie umysły – to jest chyba dobre określenie na osoby żyjące gdziekolwiek tylko nie w teraźniejszości.

Jak odzyskać uwagę i możliwość przebywania w teraźniejszości?

Zwracając na to uwagę, ponieważ to sprowadzi człowieka do teraźniejszości. Może brzmi to trochę przekornie, lecz taka jest prawda. W związku z tym dobrze byłoby trochę przystopować. Nie wszędzie i nie ze wszystkim człowiek musi się ścigać i nie wszędzie jest wymagane od niego „552% normy”. W rozbieganym świecie może nie być łatwym zadaniem zapewnienie sobie równowagi i bycie obecnym „tu i teraz” tak często, jak to tylko jest możliwe, natomiast jest to warte zachodu. Zasadniczo im bardziej świat pędzi, tym bardziej człowiek powinien dbać o siebie, o swój wewnętrzny stan, mieć kontakt z rzeczywistością, a także mieć świadomość tego, gdzie właściwie jest, po co i co robi. Szczerze mówiąc, to właśnie sprawi, iż przeżyje on w lepszym zdrowiu psychicznym i fizycznym swoje życie niż ktoś, kto przez nie pędzi, nie zdając sobie z tego sprawy i tym samym marnując swoje życie na bezsensowną pogoń za czymś, co przyprawia go o utratę zdrowia, nerwów i czasu. Taki człowiek nigdy nie wie, gdzie właściwie jest i co robi. Nie ma czasu również dla bliskich, rodziny, przyjaciół i przede wszystkim dla siebie. Wiedzie tak po prawdzie smutny żywot. Gdzie tutaj miejsce na radość wynikającą z cieszenia się z chwili obecnej?

A Tobie ile razy zdarzyło się zastanowić nad tym, gdzie tak naprawdę jesteś i co robisz? Jak często miało to miejsce? Dryfujesz, orbitujesz, a może zdajesz sobie sprawę z tego, co się z Tobą dzieje? Wiedz jedno niezależnie od odpowiedzi. Bądź tam, gdzie jesteś, bo nigdzie indziej nie możesz być w tej chwili i rób to, co masz tam zrobić. To najlepsza recepta, która pomoże sprowadzić Cię do teraźniejszości. Dzięki niej staniesz na nogi i będziesz wiedzieć, gdzie jesteś i co się w ogóle z Tobą dzieje. Powodzenia i pamiętaj, że tak naprawdę liczy się tylko „tu i teraz”.

– Puk, puk
– Kto tam?
– Obecność
– Czyja?
– Twoja
– To dlaczego pukasz?
– Bo jesteś nieobecny?
– No przecież jestem! Jestem tutaj!
- Gdybyś naprawdę był, nie musiałabym pukać


Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.
Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij