Czy musimy się zestarzeć? Czy musimy chorować? Czy musimy umrzeć? Każdy kto chociaż raz żegnał bliską osobę, która odeszła z tego świata, każdy kto zmagał się lub zmaga z ciężką chorobą (osobiście lub wśród najbliższych), każdy kto obserwował lub obserwuje jak starzeją się jego rodzice lub ukochani dziadkowie, 

Data dodania: 2014-11-12

Wyświetleń: 2245

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 3

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

3 Ocena

Licencja: Creative Commons

Czy musimy umierać?

musiał choć przez chwilę zastanowić się:

Czy mnie też to czeka?

Czy to nieuniknione?

Dlaczego?

Potem większość z nas stara się zapomnieć … i nie wracać myślą do tych budzących lęk pytań.

To naturalne, a nawet - poniekąd - słuszne.

Dlaczego tylko „poniekąd”?

Dlatego, że jeśli widzimy coś niewłaściwego (wyrządzane zło, chorobę, oznaki starości …) wielu z nas próbuje to zmienić (zwalczyć), a przynajmniej uważa, że powinno się zwalczać te niewłaściwe (nieharmonijne) zjawiska, zarówno w życiu społecznym jak i osobistym.

Dlatego, idziemy do lekarza, by szukać pomocy, do sądu lub mediów by szukać sprawiedliwości, itd.

Dlaczego nie postępujemy podobnie w kwestii starości i śmierci?

Bo uważamy (zakładamy), że nie ma lekarza mogącego wyleczyć nas z „obowiązku” starości, a w konsekwencji także i śmierci.

By Ci bardziej niecierpliwi, mogli spokojnie i z uwagą przeczytać ten tekst, i by nie przeoczyli istotnych treści, ledwie przeglądając artykuł w poszukiwaniu odpowiedzi, od razu powiem wprost, że odpowiedź na wszystkie trzy postawione na wstępie pytania brzmi:

Nie! Nie musimy!

Aby uzasadnić powyższe twierdzenie, cofnę się nieco w czasie – do lat mojego dzieciństwa. Sięgniemy też do bardziej zamierzchłej historii – do początków Stworzenia.

Kiedy, jako kilkuletnie dziecko, po raz pierwszy zetknąłem się ze zjawiskiem śmierci, a jednocześnie (mniej więcej w tym samym czasie) otrzymałem pierwsze lekcje religii, „wyjaśnienia” o pierwszych rodzicach i ich grzechu pierworodnym, poczułem i pomyślałem, że coś tutaj się nie zgadza. Moja dziecięca intuicja i poczucie sprawiedliwości podpowiedziały mi, że niemożliwe aby kara za grzech pierworodny (jakkolwiek go wówczas rozumiałem) nieuchronnie i przez długie tysiąclecia spadała na całą ludzkość.

Przyznacie sami, że wygląda to trochę tak, jakby Bóg Ojciec nie tylko „stłukł tyłek” swoim niesfornym dzieciom, które zwędziły ze stołu ciasteczko, ale konsekwentnie, za ten sam czyn lał by te dzieci po tyłku przez całe życie, zsyłając na nie choroby i starość, a następnie karał w ten sam sposób dzieci tych dzieci, ich wnuki i prawnuki itd. Co za niedorzeczność!

Przecież nawet moi śp. Rodzice, których miłość do mnie siłą rzeczy nie mogła dorównywać miłości Boga Ojca, spuszczali mi tylko jedno lanie za jedno przewinienie, a i to nie zawsze i nie za każde.

Ta dziecięca niezgoda na niesprawiedliwość, nie wygasła we mnie z biegiem lat, a raczej zaczęła przybierać na sile. Coś we mnie mówiło mi, że ktoś tu się pomylił, interpretując zbyt dosłownie określone fragmenty Biblii i innych starożytnych zapisów. Czułem, że gdzieś istnieją odpowiedzi i, że jeśli nie zrezygnuję z poszukiwań, odnajdę je.

Jeszcze nieco później pojąłem, że słowa „Szukajcie a znajdziecie” i „Pukajcie a otworzą wam” stanowią niezbyt zakamuflowaną, a raczej podaną wprost, zachętę do szukania wiedzy i zrozumienia. Do szukania odpowiedzi na wszystkie najważniejsze pytania. Do zrozumienia istoty naszego życia, tu na Ziemi, jak i w znaczeniu szerszym, jako istot duchowych obdarzonych szczególną, nieograniczoną miłością Stwórcy.

Dlaczego zatem godzimy się na choroby, starość i śmierć?

Ponieważ, kiedy dorastamy, nasze środowisko i mylne przekonania naszych ludzkich Braci (i Sióstr), skutecznie przełamują tę tkwiącą w nas naturalną dziecięcą wiarę i „naiwne” dziecięce poczucie sprawiedliwości. Boski Płomień, który pali się w sercu każdego dziecka, jest zasypywany „brudnym piachem i błockiem” zrzucanym nań przez innych ludzi, których płomienie już ledwo się tlą.

Na szczęście jednak, tego płomienia nie można całkowicie ugasić. Nasz Stwórca – w Swej Nieskończonej Miłości i Dobroci – zadbał bowiem o to by każde z Jego dzieci zawsze miało otwartą drogę powrotu do Źródła Życia – do Prawdy.

Jeśli odszukasz w sobie ten Boski Płomień, zajrzysz w głąb swojej Nieśmiertelnej Duszy, poczujesz w swoim sercu, że to co Ci tutaj obwieszczam jest Prawdą.

Pisałem już o tym (np. w cz.1 Nowej Baśni), że Ojciec stworzył nas na Swój Obraz i Podobieństwo, po to aby mieć kogo kochać. Nie chciał i nie potrzebował stworzyć bytów służalczych, które będą kochać Go „z obowiązku” bo tak zostały „zaprogramowane”. Chciał stworzyć Byty równe Sobie. Byty, które będą mogły pokochać Go za Jego dobroć, miłość i hojność. Które będą w stanie „nauczyć się” Miłości godnej Istot Najwyższych pomimo wielu trudności i przeszkód, które wolna wola człowieka może postawić na jego drodze do Ojca. Źródłem takich przeszkód jest najczęściej nasz umysł zewnętrzny, potrzebny nam do rozpoznawania ale także do kształtowania świata fizycznego w dowolny sposób, jakiego zapragniemy. Ale o tym za chwilę.

Stwórca zapragnął zatem stworzyć istoty równe Sobie.

I takie właśnie stworzył.

W świecie fizycznym (materialnym) narzędziem kształtowania otoczenia jest nasze świadome działanie. Całe życie jakie znamy, a także wszystkie ciała niebieskie, oraz zjawiska i różne postaci Boskiej Energii Życiowej, takie jak Ziemia, woda, wiatr, ogień, powietrze, skaliste góry, pustynie, grawitacja, oddziaływania wewnątrz atomu i wszystko inne co istnieje w świecie fizycznym, utrzymywane są za pomocą czyjejś świadomości – świadomego starania.

Czyjego?

To już temat na odrębny artykuł, który może kiedyś napiszę.

Tymczasem powróćmy do głównego wątku. „Świadome staranie” – czyli inaczej „samokontrola umysłu” lub „panowanie nad myślami i uczuciami”, które wysyłamy Ojcu, to klucz do wszystkiego, do niewysłowionego szczęścia – do Wiecznej Wolności od wszelkich ograniczeń.

Ramtha (inaczej Rama lub Ramaćandra), w swojej „Białej Księdze”, mówi wprost: „Każda śmierć jest rodzajem samobójstwa”. W innym miejscu stwierdza też, że wniebowstąpić jest łatwiej niż umrzeć.

Przede wszystkim jednak, o tym, że można pokonać śmierć, wiemy od ukochanego Wzniesionego Mistrza Jezusa, który będąc przecież Człowiekiem, mówił również, że jest Synem Bożym, czego dowiódł dokonując wielu cudów i odnosząc zwycięstwo nad śmiercią.

Mistrz Jezus nie zrobił tego by się popisywać. Po prostu chciał pokazać współczesnym i tym, którzy narodzą się ludźmi w kolejnych tysiącleciach, że Człowiek ma moc (daną mu przez Ojca) by dokonać wszystkiego czego zapragnie. Jakiż inny sens miałoby mieć takie poświęcenie i całe nauczanie Mistrza Jezusa, jeśli nie właśnie taki?!

I taki właśnie sens miało! „Odczyta” go każdy, kto głęboko zastanowi się nad słowami Jezusa i nad sobą oraz w głębi swojego Jestestwa poszuka wyjaśnienia.

Abyś zatem mógł/mogła pokonać choroby, starość i śmierć, najpierw myśl, że jest to w ogóle możliwe musi zakiełkować w Twoim umyśle. Musi wzrosnąć i pchnąć Cię do poszukiwania dalszych odpowiedzi, które sprowadzą się do zdobycia wiedzy o tym:

Jak to osiągnąć?

Ten tekst ma właśnie takie zadanie – zasiać w Twoim umyśle to ziarno – pierwszą myśl, że „można pokonać choroby, starość i śmierć”.

Niech Bóg błogosławi Ciebie i Twoje starania.

Greg Ka

Licencja: Creative Commons