W maju 1926 roku do władzy w II Rzeczypospolitej, w wyniku zbrojnego przewrotu, doszedł Marszałek Józef Piłsudski. Na dobrowolnym politycznym odosobnieniu przebywał od połowy roku 1923 - niespełna trzy lata później dramatyczny splot okoliczności powrót ten, spodziewany i przez wielu oczekiwany, wydatnie przyspieszył.

Data dodania: 2011-05-30

Wyświetleń: 1032

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Nie ulega wątpliwości, że ryzykowną rozgrywkę Marszałek zamierzał prowadzić na czysto politycznym gruncie. Posłużenie się wojskową asystą - nawet w wymiarze czysto symbolicznym - dostarczało jednak jego przeciwnikom wyjątkowo dogodnego pretekstu, by demonstrowanemu w oparciu o armię niezadowoleniu nadać znamiona wojskowego buntu. Jego zlokalizowanie zaś i szybkie stłumienie rozwiązywałoby problem Piłsudskiego raz na zawsze. 
Po dziś dzień dla historyków, odtwarzających przebieg zamachu, zaskakująca jest po stronie sił Piłsudskiego organizacyjna beztroska, widoczny brak koordynacji poczynań czy zupełne niewykorzystanie elementu zaskoczenia. Nikt też nie ma wątpliwości, że Marszałek improwizował, a nie działał według opracowanego planu. Obraz staje się jednak klarowny, gdy przyjmiemy, że Piłsudskiemu wojsko nie było potrzebne do wywoływania zbrojnego buntu. To, czego od armii oczekiwał, sprowadzało się do uzyskania deklaratywnego, acz jednoznacznego, poparcia. To był główny powód, że Marszałek nie sięgał po siły większe, aniżeli te, które uznał za konieczne dla stworzenia propagandowej oprawy zamierzonej politycznej demonstracji. Zadanie to Piłsudski zlecił generałowi Gustawowi Orlicz-Dreszerowi, który jeszcze przed południem 11 maja wydał stosowny rozkaz dowódcy 7. pułku ułanów, Kazimierzowi Stamirowskiemu. 
Dla Stamirowskiego, oficera z pierwszobrygadowym rodowodem, treść rozkazu Dreszera nie była zaskakująca. Dowódca 2. Dywizji Kawalerii nakazywał oto, by oddział Stamirowskiego udał się "do rejonu m. Wesoła, w celu przeprowadzenia w dniu następnym ostrego strzelania na poligonie Rembertów. Podczas przemarszu przez Sulejówek - brzmiało polecenie dodatkowe - miał dowódca pułku zameldować się u Pierwszego Marszałka Polski".
Szwadrony 7. pułku zaalarmowano o godz. 11.00, ale zbiórkę wyznaczono dopiero na godz. 14.00. Pułk, liczący 380 szabel, do Sulejówka dotarł o 17.30 - Stamirowski, po zameldowaniu się u Piłsudskiego, wraz z adiutantami stanął tam na kwaterze. Pułk biwakował nieopodal w lesie. 
W odniesieniu do tego czasu w dostępnych źródłach nie sposób odszukać jakichkolwiek śladów zamachowych zamysłów. Ułanów Stamirowskiego Piłsudski podporządkowywał sobie wręcz z ostentacyjną jawnością, informując o tym komendę rembertowskiego garnizonu. Sytuacja radykalnie zmieniła się jednak przed północą, kiedy to Marszałek otrzymał informację, że nowy minister spraw wojskowych wydał rozkaz, by pułk Stamirowskiego przerwał ćwiczenia i powrócił do Mińska Mazowieckiego. Rozkaz ten Piłsudski polecił zignorować. 
Na pierwszy rzut oka za wysoce prawdopodobne można uznać przypuszczenie, że Piłsudski zamierza sprowokować gwałtowną reakcję nowych władz i doprowadzić do zbrojnej konfrontacji. Wydaje się jednak, że właśnie wówczas Marszałek zrozumiał, iż dostarczył przeciwnikom dogodnego pretekstu, by w razie podjęcia zamierzonej demonstracji potraktowali go jako buntownika. Rezygnacja z wojskowej asysty oznaczała kompletne zawalenie się politycznego planu. Z kolei kontynuowanie demonstracji tylko z ułanami groziło błyskawicznym spacyfikowaniem całej akcji. Nie zaskakuje zatem decyzja, podjęta w nocy z 11 na 12 maja, by siły, którymi miał zamiar się posłużyć, wydatnie wzmocnić. Obok ułanów Stamirowskiego do akcji mieli się zatem włączyć strzelcy konni z Garwolina, 22. pułk piechoty z Siedlec oraz stacjonujący w Rembertowie Baon Manewrowy - byłyby to oddziały znajdujące się bezpośrednio pod rozkazami Marszałka. Z kolei oddziały, zwłaszcza stacjonujące na Pradze (m.in. 36. pułk piechoty oraz 1. pułk szwoleżerów), miały wymówić posłuszeństwo gen. Józefowi Malczewskiemu. To, jak oczekiwał Piłsudski, powinno było wystarczyć do przekonania prezydenta, że wojsko nie akceptuje gabinetu Witosa, dając pretekst do jego zdymisjonowania.c.d.n

Licencja: Creative Commons