Czy doładowania telefonu, czyli płatności z góry za wykonane następnie połączenia w przeciwieństwie do abonamentu jako płatności za już wykorzystane usługi to forma samokontroli czy może coś zupełnie przeciwnego? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie.

Data dodania: 2010-12-06

Wyświetleń: 1451

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Każdy z nas ma dziś telefon komórkowy. Jego posiadanie stało się dziś tak oczywiste jak dawniej noszenie zegarka na ręce. Komórki mają już dzieci w podstawówkach jak i seniorzy w sędziwym wieku. A to wszystko po co? A po to by być w stałym kontakcie z innymi: rodziną, przyjaciółmi, znajomymi, klientami czy kogo tam jeszcze chcemy mieć pod telefonem. Dzięki oczywistej zalecie mobilności i możliwości kontaktu z niemal każdym w dowolnym momencie dnia i nocy, telefon komórkowy znacznie wpływa też na poczucie bezpieczeństwa.

Oczywiście nie ma róży bez kolców, a właściwie dziś bardziej pasuje określenie, że nie ma nic za darmo. Każda komórka by sobie działała, prócz oczywiście naładowanej baterii, musi mieć aktywną kartę sim. A ta z kolei wiąże się z opłatami za korzystanie z jakiejś sieci.

Możliwe są dwa sposoby opłacania korzystania z telefonu.

Jednym z nich jest rozwiązanie abonamentowe, czyli regularne, comiesięczne opłaty za wykorzystane minuty połączeń, smsy czy za dostęp do innych usług multimedialnych, bez których dzisiejsze telefony, czy lepiej - smartfony trudno sobie wyobrazić. De facto w tym modelu płacimy za usługę po skorzystaniu z niej.

Drugi sposób to tak zwany (z ang.) prepaid, który oznacza przedpłatę. Tutaj zanim będziemy mogli skorzystać z dowolnej usługi za pośrednictwem naszego operatora komórkowego, musimy mieć na koncie jakieś wolne, albo inaczej – możliwe do wykorzystania środki. Środki to oczywiście przedpłacone uprzednio pieniądze. O właśnie podkreślmy – przedpłacone. Czyli w tym sposobie rozliczenia, płacimy za coś z góry, co potem w dowolny sposób użytkujemy aż do czasu wykorzystania środków do zera, bądź przekroczenia terminu ważności konta (ale to osobny temat).

Czy różnią się te dwie opcje?

Przede wszystkim czasem, w którym musimy zapłacić za korzystanie z usługi i ograniczeniami, które ma każde z tych rozwiązań.

Abonament – korzystamy do woli, za co przyjdzie nam zapłacić potem. Niejedna osoba surowo się przekonała, że wykorzystanie telefonu „do oporu” może niemiło rozczarować gdy przychodzi do rozliczenia. Nie ma tu ograniczenia na czas, ilość impulsów, jakie można wykorzystać. Kontrolować trzeba się samemu.

Prepaid – ten model opłat wymaga mniej lub bardziej regularnego doładowania telefonu. Dopiero później można wykorzystać środki, którymi zasililiśmy saldo w telefonie. Stan konta nie może być ujemny, więc nie ma możliwości wydzwonienia więcej niż uprzednio opłacimy. Idealne rozwiązanie dla osób mających problemy z mieszczeniem się w limitach lub nadużywających telefonów komórkowych. Zapłacisz – zadzwonisz. Z zerowym saldem nie zdziałasz nic.

Reasumując, dla osób mających problemy z kontrolą wydatków, pre-paid wydaje się rozwiązaniem bardziej rozsądnym. Abonament bez ograniczeń to raczej rozwiązanie dla osób mogących sobie pozwolić na zwiększone opłaty, takich, które wiedzą na co mogą sobie pozwolić i liczą się na bieżąco z możliwym rachunkiem.

A dla osób chcących pogodzić wygodę abonamentu z przymusową samokontrolą jaką wprowadza model przedpłaty, każda z liczących się sieci komórkowych od dłuższego czasu stosuje model hybrydowy abonamentu i przedpłaty, czyli tak zwany mix. Polega to na uprzednim opłacaniu przyszłych rozmów czy innych usług wykonywanych przy pomocy telefonu, ale dodatkowo obwarowane jest obowiązkiem regularnego wykupywania takich doładowań, w okresach comiesięcznych.

Każdy korzysta z tego co lubi. Ja wykonuję doładowanie telefonu kiedy chcę i na jaką chcę kwotę. Ale też nie mam potrzeby korzystania z telefonu na abonament.

A Ty drogi Internauto?

Licencja: Creative Commons