O tym, że podróże kształcą - każde dziecko wie. W moim życiu trochę sie już ich nazbierało, a każda nauczyła mnie co najmniej kilku ciekawych lekcji, o których opowiadam na moim blogu. Na początek chciałabym jednak wspomnieć o powodach podejmowania kolejnych podróży.

Data dodania: 2010-11-11

Wyświetleń: 1830

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Kiedyś podróżowanie związane było z moim hobby czyli nurkowaniem. Przez większość dni w roku ciężko pracowałam aby móc wyrwać sie na tydzień lub dwa nad ciepłe morze i dać nura w lazurowej wodzie morza Śródziemnego czy Czerwonego... Jednak z czasem i z wiekiem perspektywa pozostawania w pracy której nie cierpię przez cały rok z tygodniem wakacji zaczęła mi mocno doskwierać. Myślałam, że do 30-stki będę już dokładnie wiedziała co chcę robić w życiu i znajdę swoją ścieżkę, która stysfakcjonowałaby mnie i stymulowała intelektualnie aby permanentnie rozwijać swoją osobowość. Myślałam, że będę czuła się komfortowo z tym, kim jestem i dokąd zmierzam. Tymczasem, zamiast błyskotliwej kariery - nie bardzo mogłam określić kim chcę być i co chcę robić przez resztę życia. Jedyne czego chciałam to wolności i byłam pewna tego, czego na pewno nie chcę - nie chciałam realizować cudzych wizji i pomysłów pracując na etacie w firmie, z której wizją i etyką nie zgadzam sie.

Przez większość czasu w pracy zastanawiałam się jak oderwać się od tego wszystkiego. Planowałam już porzucenie jej. Jednak firma, w której pracowałam upadła wcześniej niż zdążyłam odejść... Cóż za sprzymierzenie sił we wszechświecie... - dostałam to co chciałam. Idąc za ciosem, szybko zrobiłam mały research na temat miejsc, które chciałabym zobaczyć. Podliczyłam swój budżet i postanowiłam odwiedzić co najmniej kilka miejsc, które od dawna mnie fascynowały. Miałam nadzieje, ze dzięki zmianie miejsca i poznaniu życia innych ludzi, żyjących w zupełnie innej rzeczywistości niż ja - zmieni się również moja perspektywa patrzenia na życie, a przy okazji miło i ciekawie spędzę czas.

Myliłam się - przynajmniej na początku. Przez pierwsze dni byłam zachwycona pięknymi widokami i kolorami Ameryki Południowej. Ale wkrótce, powróciło pytanie: co zrobię ze swoim życiem kiedy ta podróż się skończy? Problem nie zniknął zaraz po zostawieniu mojej pracy, miejsca zamieszkania i dotychczasowego życia. Problem zaczął wręcz narastać wprost proporcjonalnie do szybkości topnienia oszczędności na koncie bankowym... W czasie kolejnych podróży byłam wciąż tą samą osobą przywiazaną do tych samych obowiązków i tego samego sposobu myślenia - nie ważne czy byłam w Europie, Ameryce czy Azji...

W miarę upływu czasu i obserwacji życia w innych krajach i kulturach rozwiązanie mojego problemu jednak przyszło. Ale nie pojawiło się nagle - był to raczej powolny proces zmiany świadomości i uczenia się obserwacji siebie samej oraz moich myśli. Okazało się, że kluczem do wszystkiego jest UWOLNIENIE SIĘ OD OCZEKIWAŃ. To cała sieć oczekiwań spowodowała, że znalazłam się w tym miejscu, w którym jestem czyli w miejscu "kompletnego braku pomysłów na siebie i swoje życie"... Były to oczekiwania rodziny, rówieśników i całego spoleczeństwa, w którym się wychowywałam, a które mocniej lub delikatniej naciskało na przykład, że "taki i taki kierunek studiów bedzie odpowiednim wyborem dla takiej bystrej dziewczyny..."

A najgorsze w tym wszystkim było to, że podświadomie sama zaadoptowałam te oczekiwania jako swoje własne. Hasła pod tytułem: "trzeba mieć stałą, odpowiedzialną posadę, bo tylko taka zapewni bezpieczeństwo, prestiż i emeryturę", były systematycznie wbijane do głowy już od dziecka. W rezultacie w wieku 15-17 lat zbudowałam sobie w marzeniach piękny dom na przedmieściach, pracę na etacie z biurem w pięknym szklanym wierzowcu, do którego dojeżdżam samochodem dobrej marki... Jednak po skończeniu studiów i kilku latach pracy, której celem głównym było zarabianie pieniędzy, zrozumiałam żę moja dusza woła o więcej - woła o wzbogacenie takie, którego moja praca ani wycieczki na zakupy za karte kredytową nigdy nie zaspokoją.

Moje podróże wyparły z mojej głowy wszystkie oczekiwania wobec mnie, ponieważ tam gdzie przyjeżdżałam nikt mnie nie znał. W tym czasie nie kontaktowałam się prawie z nikim ze znajomych czy rodziny. Zamiast tego, każdy dzień moich podróży spędzałam na odkrywaniu tego co kocham i co daje mi motywację do działania. Okazało się, że to czego potrzebuję, to zdrowe podejście do życia - coś co mogę mieć w każdym miejscu - Ameryce, lub Azji, czy Afryce...

Nie koniecznie trzeba podróżować, aby zmienić sposób patrzenia na życie. Przykładowo, moja dobra koleżanka skończła świetne studia prawnicze, ale zamiast robić zawrotną karierę, spotkała miłość swojego życia, wyszła za niego za mąż i ma już dwoje dzieci. Ludzie wokół niej nie mogą zrozumieć jak mogła poświęcić dobrze zapowiadającą się karierę na rzecz bycia żoną i matką. Faktem jest, że kiedy pojawiły się dzieci jej perspektywa patrzenia na świat zupelnie się zmieniła - podobnie jak moja pod wpływem podróżowania. Przestałam się przejmować tym, czego inni ode mnie oczekują i zaczęłam martwić się tym, czego ja chcę w tym momencie.

Aby  to  zrozumieć musiałam przerobić wiele lekcji. I wielu z nich nauczyłam się w czasie podróży - pomogły mi one stopniowo uwolnić się od oczekiwań i stereotypów tkwiących we mnie.

LEKCJA 1: Świat wcale nie jest mały. Świat jest ogromny - o wiele większy niż nasze umysły...


Katarzyna Chudzik

Licencja: Creative Commons
0 Ocena