Towarzyszy nam już od zamierzchłych początków. Nikt nie wie dokładnie od kiedy. Miało miejsce już zapewne w jaskiniach, pojawia się na kartach starożytnych  przekazów. Ba, zaistniało także w przekazach biblijnych. Pojawiało się wszędzie tam, gdzie docierali ludzie.

Data dodania: 2010-08-09

Wyświetleń: 1664

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 2

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

2 Ocena

Licencja: Creative Commons

Jest obecne na każdym kontynencie, w każdej ludzkiej kulturze. Nierozerwalnie związane z jakąkolwiek wymianą handlową, czy to w ludach które stosują formy pieniądza, czy też w wymianie "towar za towar". Targowanie się.

Oczami wyobraźni

"Dobry oszczep. Z porządnego, wytrzymałego, ale elastycznego drewna. Z długim, starannie wykonanym kościanym ostrzem. Ten mężczyzna z wędrownego plemienia  chce za niego dwakroć po pięć skór z jelenia. Pokazuje też na mój naszyjnik z muszli i kamienną siekierkę którą mam zatkniętą za pasem. Ten oszczep jest wart skór, ale naszyjnika i toporka nie oddam. Siekierka jest bardzo dobra, mam ją po moim bracie, który zginął w ataku dzikiej świni. Pokazuję przybyszowi tylko na skóry. Wskazując na naszyjnik i toporek kręcę głową. On zaczyna wstawać i chyba chce odejść. Cóż, naszyjnik jeszcze mogę poświęcić. Moje kobiety zrobią nowy. Pokazuję na skóry i naszyjnik. Przybysz z oszczepem zastanawia się i po chwili kiwa głową. Dobiliśmy targu. Mam dobry, solidny oszczep. On odchodzi zgięty pod ciężarem skór i z naszyjnikiem" - tak mogła wyglądać transakcja handlowa jakieś 3-4 tysiące lat temu. Każdy z jej uczestników chciał odnieść jak najwięcej korzyści - korzystnie sprzedać, korzystnie kupić. Korzystnie sprzedać - to znaczy otrzymać za swój towar pożądane  przez niego dobra w akceptowanej wysokości. Korzystnie kupić - to znaczy nabyć poszukiwany towar za minimalną możliwą cenę, na którą godzi się sprzedawca. Integralnym elementem takiej transakcji jest targowanie się, czyli proces negocjacji ceny, zachodzący pomiędzy sprzedawcą a potencjalnym nabywcą.

- Targowanie się to, historycznie rzecz ujmując, podstawowy element transakcji handlowych. Element ponadkulturowy, obecny w tradycjach wszelkich ludów  zamieszkujących wszystkie kontynenty. Przez tysiące lat był wspólnym mianownikiem wymiany handlowej - wyjaśnia Mariusz Gawruk z serwisu Kupno.pl. – Sztywne ceny, bez możliwości ich negocjowania, to dziecko czasów współczesnych. To efekt z jednej strony znacznego zinstytucjonalizowania handlu, z drugiej – skutek "masowości" oraz konsumpcyjnego stylu życia, z trzeciej zaś - polityki państwowej. Pamiętajmy bowiem, że wszystkie transakcje kupna są opodatkowane, w interesie państwa zaś nie leży to, żeby ceny bazowe do naliczania owych podatków były za niskie. Współczesny handel w istocie zabił całą historyczną otoczkę związaną z wymianą dóbr. Z tego powodu nawet nie postrzegamy kupna jako swego rodzaju umowy, a przecież jeszcze zaledwie kilkadziesiąt lat temu, po targowaniu się, połączonym dość często z rytualnymi, niemal teatralnymi gestami, "przybijano" umowę. Nawet w przypadku zakupu dość prostych towarów, takich jak żywność w lokalnym sklepiku. Czy ktoś teraz wyobraża sobie targowanie się, w dobie skanerów, kas fiskalnych i masowych zakupów? - zastanawia się Mariusz Gawruk.

Negocjacja ceny zakupu - czyli właśnie popularne targowanie się - nie znikło jednak z kultury handlowej. Wie o tym każdy, kto odwiedził jakiś kraj orientalny czy południowy. Tam tradycja targowania się została rozwinięta niemal do rangi kunsztu. Zaś zakup bez targowania się, uchodzi za obrazę dla sprzedawcy. Zwyczaj ten jest też nadal obecny na polskiej wsi, w szczególności na popularnych targach - tam również w trakcie zakupu np. pszenicy, prosiąt czy cielaka mnożna się targować. Ale dlaczego by nie  wskrzesić starej tradycji również i we współczesnym otoczeniu?


Przeciw handlowemu "fast foodowi"

Szybka, masowa konsumencka sprzedaż detaliczna jest niczym handlowy fast food. Tak jak popularne fast foody niszczą przyjemność jaką daje delektowanie się smacznym jedzeniem, zmuszając do szybkiego pochłaniania masowo przyrządzanych potraw, tak "marketowy" model handlowy odbiera radość jaką mogą dawać zakupy.

- Targowanie się to interakcja pomiędzy sprzedającym a kupującym. W trakcie negocjacji zawsze tworzy się dodatkowa więź, może tylko chwilowa, ale dzięki temu sama transakcja nabiera nowego wymiaru, staje się czymś bardziej osobistym, by nie powiedzieć że intymnym. Targowanie się wymusza relację sprzedającego z kupującym, przeciwdziałając depersonalizacji kontaktów. Taki prosty zabieg daje więc nie tylko zyski materialne. Daje przede wszystkim satysfakcję z udanego zakupu - przecież targując się, zrobiliśmy wszystko, by za pożądany towar zapłacić jak najmniej - opowiada Mariusz Gawruk. - Bez większej przesady można powiedzieć, że sprawne targowanie się to umiejętność niemal mistyczna, a na pewno znacznie bliższa naturze człowieka. Przecież nie bez powodu jest obecna i ceniona w kulturach nie ogarniętych bezmyślnym pędem konsumpcyjnym. W kulturach będących bliżej człowieka i jego rzeczywistych potrzeb, nie zniszczonych zachodnim "konsumeryzmem". Targowanie się to „smakowanie” zakupów - wyjaśnia Mariusz Gawruk.

Licencja: Creative Commons