Polacy na Wyspach Brytyjskich nie mówią już po polsku. Nie mówią też po angielsku. Używają polsko -angielskiego slangu, czyli tzw."ponglish". Jest to, z punktu widzenia socjologicznego, niezwykle ciekawe zjawisko.

Data dodania: 2010-03-30

Wyświetleń: 2365

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Polacy na Wyspach Brytyjskich nie mówią już po polsku. Nie mówią też po angielsku. Używają polsko -angielskiego slangu, czyli tzw."ponglish". Jest to, z punktu widzenia socjologicznego, niezwykle ciekawe zjawisko.

Początkowo wtrącanie spolszczonych wyrazów angielskich pojawia się jako forma żartu, jak na przykład przezwanie frytkownicy słowem frajernica, od angielskiego "fry", czyli smażyć lub nazwanie osoby pracującej na pół etatu "partaczem", gdyż wyrażenie praca w niepełnym wymiarze godzin brzmi w języku angielskim "part-time". Sami o sobie coraz częściej powiemy "Pollocks", zamiast Polacy, co jest nieco żartobliwym, ale i pogardliwym połączeniem angielskich wyrazów "Polls", czyli Polacy właśnie, i "bollocks", czyli najdelikatniej tłumacząc "bzdury". Podobnie żartobliwe spolszczenie spotkało powszechny w Londynie środek transportu, o którym często powiemy, że "pojedziemy tubą", bo metro w brytyjskim angielskim to "tube". Spolszczonych nazw dorobiły się też konkretne linie podziemnej kolejki. Piccadilly Line to "pikadilka", Central Line to "centralka".

Niektórych nazw po prostu nie mamy siły tłumaczyć. No bo jak właściwie nazwać po polsku "payslip", czyli dokument z wyliczeniem, ile przelano na nasze konto i dlaczego właśnie tyle, który co miesiąc powinien nam wręczać pracodawca. Kto powie "urząd pracy" zamiast "job centre"? Może dlatego, że mimo podobnych funkcji, zupełnie są do siebie niepodobne. A jaki odpowiednik w języku polskim ma "council"? Rada dzielnicy? Chyba niewielu rodaków ma w swych doświadczeniach kontakt z tą instytucją w Polsce. Raczej już z urzędem miasta. I właśnie wielkości całych polskich miast są dzielnice, a w związku z tym i szczeble załatwiania spraw urzędowych w Londynie.

Dobrze, że nie powstają tego rodzaju teksty, bo z pewnością podjęcie się ich tłumaczenia byłoby nie lada wyzwaniem.

Licencja: Creative Commons
0 Ocena