Czym jest horyzont? Linią łączącą niebo i Ziemię? Czymś nieosiągalnym, czymś, czego nie możemy dotknąć, zbadać. Niby widocznym, ale jednak nienamacalnym. A może to granice ludzkich możliwości, za którymi kryje się lęk, niepewność. Widnokrąg to kres, kres wędrówki ziemskiej człowieka, lub początek nowej podróży.

Data dodania: 2009-11-12

Wyświetleń: 3283

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena
Pobierz artykul

Licencja: Creative Commons

Pusta scena... Półmrok... Powoli zza podnoszącej się kurtyny wyłaniają się postaci. Wędrują. Dokąd zmierzają? Nie wiadomo. Poruszają się jak we śnie, są niemal nierzeczywiste, a przecież realne. Jako widzowie, świadkowie wydarzeń w sztuce nie odczuwamy strachu, niepokoju, obserwujemy uważnie, pozwalamy przenosić się w niezwykły świat "Widnokręgu", świat oznaczony cienką, niebieską linią.

W podróż przez swoje życie, od dzieciństwa do teraźniejszości, zaprasza nas główny bohater sztuki - Piotr, grany przez Mikołaja Roznerskiego. Widzimy dojrzałego mężczyznę w okularach, który obserwuje obrazy z przeszłości, cofa się w głąb swojego życia, na nowo przeżywa pewne wybrane fakty, wydarzenia. Prowadzi nas przez swoje dzieciństwo, naznaczone wojną, przesiedleniem, uczeniem się świata i wrażliwości u starego profesora. Przeżywamy razem z nim śmierć ojca, pierwsze zabawy szkolne, miłości, dylematy: kariera i studia czy współpraca z partią, aż po ojcostwo. Wychowany w dobrej rodzinie, która dba o wykształcenie, wyrasta na mądrego człowieka, jednak ma się wrażenie, że pozbawionego własnego zdania, bardzo zamkniętego w sobie, zagubionego w świecie, nie do końca zdolnego do okazywania uczuć innym ludziom, bliskim osobom, znajomym. Piotr cała akcję sztuki obserwuje z boku. Przechadza się po scenie, jakby śnił i patrzył na swój sen.
Bez obaw i z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że Piotr w wykonaniu Mikołaja Roznerskiego to znakomita kreacja aktorska. Potrafi zbudować nastrój, napięcie. Używa oszczędnych środków wyrazu, ale dostosowuje je do akcji w sztuce. Nic tu nie jest przerysowane, niczego nie jest za mało. Prowadzi widzów przez życie Piotra jak przez sen, stąpa po scenie po cichu i delikatnie, żeby zbyt głośnym zachowaniem nie zniszczyć obrazu z przeszłości. Roznerski jest naturalny, swobodny, bardzo ekspresyjny, ale gra spokojnie, nie miota się i nie rzuca po scenie. Jest znakomity, jak zwykle.
Jego rolę można podsumować fragmentem wiersza K. I. Gałczyńskiego "Rozmowa z aktorem":
... słowa w sztuce poczynają biec
jak chmury złote, które wiatr wiosenny goni -
aż zachwycona widownia powstaje z miejsc,
aż pochodniami są płomyczki świec
I JEDNO JEST: AKTOR I ONI...

Siostry Ponckie, Róża (Hanka Brulińska) i Ewelina (Karolina Stefańska), uprawiające najstarszy zawód świata, wprowadzają Piotra w świat miłosnych uniesień. Świat pachnący tangiem, miłością, namiętnością. Ale nie krzywdzą go, wręcz przeciwnie, traktują Piotra jak swojego brata, pokazują mu czyste uczucie, przekonują, że "miłość trzeba wycierpieć, wytęsknić". Karolina Stefańska jest znakomita w roli Eweliny, jest naturalna, swobodna, ale jak przystało na pannę lekkich obyczajów - figlarna, zalotna, prowokująca - bardzo przekonująca i dobrze zbudowana rola. A postać Eweliny, pomimo wszystko, bardzo przyjazna i ciepła. Natomiast Hance Brulińskiej, grającej Różę można zarzucić sztywność, brak swobody. Jej postaci nie czuje się tak dobrze jak Eweliny. Jest niestety bardzo sztuczna. Wypada blado przy Stefańskiej, ale jeszcze słabiej w scenach, które gra z Mikołajem Roznerskim.
Matka Piotra, stworzona przez Magdalenę Sztejman-Lipowską jest również trochę za bardzo przerysowana i sztuczna. W jej roli nie ma spójności, czuje się jakby każda scena, dialog, czy monolog były oddzielnym zadaniem aktorskim. Uczucia przeżywane przez jej bohaterkę są odgrywane zbyt mocno, przez co stają się wręcz karykaturalne. A to, niestety, niekorzystnie wpływa na odbiór postaci i sprawia, że trudno się widzowi wczuć w tę bohaterkę.
Najsympatyczniejsza i najzabawniejsza w tej sztuce postać, która najbardziej zapada w pamięć i przywołuje uśmiech na twarz, to Koza, grany przez Szymona Sędrowskiego. Widzimy go zaledwie w jednej scenie, jednak nie sposób go nie zapamiętać. Jest głośny, ale nie przesadnie, robi dużo szumu i zamieszania. A już mistrzostwem świata jest, kiedy pijany spada ze sceny. Według mnie, to po roli Piotra, najlepsza rola w tej sztuce. Wielkie brawa.
Kolejna prapremiera w Teatrze Osterwy w Lublinie już za nami. Należy dodać, że kolejna udana prapremiera. Świetna adaptacja Bogdana Toszy, wspaniała gra aktorów (z małymi wyjątkami), a nade wszystko cudowna muzyka Piotra Salabera, która tworzy niepowtarzalny nastrój.
"Widnokrąg" nie jest sztuką łatwą i lekką w odbiorze. Zmusza do myślenia, do wyznaczenia własnego horyzontu, do zastanowienia się nad swoim życiem. Ale warto. Naprawdę warto.


Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie
Wiesław Myśliwski
"Widnokrąg"
reżyseria i adaptacja tekstu: Bogdan Tosza
scenografia: Jerzy Kalina
muzyka: Piotr Salaber
choreografia: Zbigniew Szymczyk
obsada: Mikołaj Roznerski, Piotr Wysocki, Witold Kopeć, Jan Wojciech Krzyszczak, Magdalena Sztejman-Lipowska, Jadwiga Jarmuł, Andrzej Golejewski, Jerzy Rogalski, Artur Kocięcki, Anna Zawiślak, Teresa Filarska, Tomasz Bielawiec, Joanna Morawska, Hanka Brulińska, Karolina Stefańska, Henryk Sobiechart, Andrzej Radosz, Krzysztof Olchawa, Wojciech Dobrowolski, Joanna Deszcz-Pudzianowska, Łukasz Król, Jerzy Kurczuk, Przemysław Gąsiorowicz, Szymon Sędrowski, Kinga Waligóra i inni
premiera: 31 stycznia 2009 r.

Ewelina Drela
Teatralia Lublin
10 lutego 2009

Recenzja opublikowana na stronie:
http://www.teatralia.com.pl/artykuly/luty_2009/100209_wzcj.php

 

 

Licencja: Creative Commons