Od kilku lat można zauważyć, że gdy tylko cichnie szaleństwo związane z 1 listopada, sklepy od razu przystąpują do świątecznego szturmu. Sklepowe wystawy, stacje radiowe i inne media nie pozwolą nam zapomnieć o tym, że zbliżają się święta. Nie wszystkim się to podoba, ale są też i zwolennicy takiego stanu rzeczy.

Data dodania: 2009-10-30

Wyświetleń: 2007

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Od kilku lat można zauważyć, że gdy tylko cichnie szaleństwo związane z 1 listopada, sklepy od razu przystąpują do świątecznego szturmu. Sklepowe wystawy, stacje radiowe i inne media nie pozwolą nam zapomnieć o tym, że zbliżają się święta. Takie zjawisko obserwujemy od kilku lat i ma ono zarówno swoich zwolenników, jak i żarliwych przeciwników. Są tacy, którzy uważają, że taki stan rzeczy odbiera świętom magię, sprawiając, że ten wyjątkowy czas zostaje zredukowany do czystej konsumpcji. Pojawiają się jednak  i takie głosy, że właśnie dzięki tym zabiegom marketingowym święta trwają dłużej i można się nimi bardziej nacieszyć. Opinii, jak to zwykle bywa, jest wiele, jednak trzeba zrozumieć , że marketing rządzi się swoimi prawami i czy tego chcemy czy nie, musimy pogodzić się z tym, że tak już będzie. O świętach będą nam przypominali od listopada, a o rozpoczęciu roku szkolnego usłyszymy na początku wakacji. Cóż, takie czasy...

Zatem może zamiast narzekać na to, czego zmienić nie można, warto poszukać pozytywnych stron tego zjawiska? Na pewno trzeba się zgodzić z tymi, którzy uważają, że takie praktyki sprawiają, że święta trwają dłużej. Bo dłużej cieszymy się ozdobami świątecznymi, przystrojonymi wystawami I światełkami otaczającymi nas zewsząd. Święta czuje się od połowy listopada, od połowy listopada też sklepy zaczynają kusić nas świątecznymi promocjami. Mamy zatem wiecej czasu, żeby wybrać prezenty dla najbliższych. Dłuższy czas promocji świątecznych i ogromna konkurencja na rynku sprawiają, że oferta jest naprawdę bogata. Jest więc z czego wybrać. Jest też dość czasu, żeby zastanowić się nad prezentami, obejrzeć, co oferują sklepy, czy porównać ceny. Są tacy, którzy zdąrzyli już opracować cały system kupowania prezentów. Zaczynają, jak tylko zaczyna się świąteczne szaleństwo, ale najpierw tylko oglądają, wybierają co ciekawsze rzeczy i czekają. Bowiem wraz ze zbliżaniem się świąt, tuż przed samą godziną zero, ceny znacznie się obniżają i wtedy można kupić ten sam produkt dużo taniej. Jest w tym oczywiście sporo ryzyka, wszak nigdy niewiadomo, czy nie okaże się, że wymarzony prezent dla chłopaka jest poza zasięgiem, bo po prostu ktoś go już kupił przed nami. Ale jak twierdzą ci, którzy polują na prezenty w ten sposób – kto nie ryzykuje, ten nie ma. Są też tacy, którzy twierdzą, że nawet gdyby świąteczna promocja trwała od września, oni i tak będą kupowali prezenty na święta w ostatniej chwili.

Nie można jednak nie przyznać racji tym, którzy widzą w takich zabiegach marketingowych próbę całkowitej komercjalizacji świąt. I tutaj też należy się zastanowić, na ile mają rację ci, którzy tak uważają, a na ile święta same warunkują tę komercjalizację. Jesteśmy społeczeństwem konsumpcyjnym, nasze życie, jego standardy są wyznaczone przez produkty, bez których nie możemy się obyć. Owszem, ktoś zapyta, gdzie w takim świecie jest miejsce na duchowość  i  na etykę. Zadać należałoby inne pytanie – czy rzeczywiście te dwie sfery się wykluczają.

Święta to radosny okres  nie zmieni tego fakt, że nagle otacza nas nadmiar – nadmiar reklam, nadmiar produktów, nadmiar promocji. U samego źródła obchodzenia świąt jest chęć pokreślenia wyjątkowości tych dni, właśnie przez to, czego nie ma na co dzień. Żyjemy w takim czasie  i w takich okolicznościach historyczno-gospodarczych, które pozwalają żyć ludziom na dość wysokim poziomie. Skoro więc codzienność jest obfita I bogata, święta muszą przerastać tę obfitość  i bogactwo. Można zatem powiedzieć, że święta w takiej postaci, w jakiej są, są po prostu produktem naszych czasów, czy nam się to podoba czy nie.

Licencja: Creative Commons