Z jednej strony dostrzegamy, że komercjalizacja społecznych zachowań w dzisiejszym świecie przerodziła się w jakis totalny absurd. Ale z drugiej strony chcemy żyć i chcemy zarabiać, a w tym celu musimy sprzedawać swoje wyroby i niestety też siebie. Czy jest z tej pętli jakieś rozsądne wyjście?

Licencja: Creative Commons

Data dodania: 2009-10-10

Wyświetleń: 1779

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Wszystko w naszym życiu stało się marketingiem.  Nawet codzienne rozmowy z przyjaciółmi stały się sesjami reklamy czy raczej auto reklamy. Jest to tak powszechne, że już tego nie dostrzegamy. Niestety. Jednocześnie rodzi to bardzo negatywne skutki. Bo gdybyśmy się po prostu chwalili, nie byłoby jeszcze tak źle, ale my się reklamujemy. A to zupełnie inna para kaloszy. Dlaczego? Bo do reklamy podchodzimy z przymróżeniem oka (patrz piwo bezalkocholowe) a więc możemy  kłamać, bo przecież kłamstwo, gdy i kłamiący i okłamywany zna zasady gry, jest jakby mniej godne potępienia. Tylko czy aby napewno? Reklama tworzy miraż, mający przekonać nas jak pięknie i łatwo to będzie nam gdy... zrobimy, kupimy, etc, to co reklama proponuje. Prawdziwym celem reklamy komercyjnej jest jednak wepchnięcie do pamięci odbiorcy konkretnego produktu i skojarzonego z nim miłego wspomnienia.  A co wpychamy do świadomości naszych przyjaciół gdy rozpoczynami z nimi naszą sesję reklamową? No właśnie, co? Dlatego może trzeba rozpocząć kampanie na rzecz zarówno zmiany reklamy komercyjnej - dość miraży, tylko sprawdzone konkrety, jak i wyrugownia z życia prywatnego marketingu i zastąpienie go po prostu (jak już) chwaleniem.

Przeczytałem to co napisałem i sam nie wierzę, że to możliwe, chociażby dlatego, że dobry produkt nie potrzebuje reklamy. No a z drugiej strony moja córka dostała na polskim przerażające moim zadanie zadanie: Napisz reklamę, nie wyglądającą na reklamę. Już nie mówię, że to gimnazjum. Dla mnie najbardziej przerażający jest fakt, że dla dziecka temat był OCZYWISTY! A oto co napisała:

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, w kraju, którego dziś na mapie znaleźć nie można, żyło sobie plemię zajmujące się ówczesnymi usługami w zakresie dostarczania towarów między wioskami. Ich przywódcą był dzielny i niezwyciężony Transport Wielki. Razem ze swą uroczą żoną Spedycją zajmowali się księgowością i przyjmowaniem poszczególnych zleceń od innych wiosek. Ich giełda transportowa była ceniona w całym kraju, a nawet poza jego granicami. Ludzie ze wszystkich stron przyjeżdżali, aby znaleźć na niej to czego od dawna poszukują, bądź chcą sprzedać. W drugi wtorek każdego miesiąca giełda transportowa miała ogromne zniżki na zamieszczanie ogłoszeń. Wtedy też przez wioskę przetaczały się ogromne tłumy kupców i handlarzy, a wolne ładunki i wolne pojazdy stanowiły prawdziwe sentrum osady. Cała wioskę odświętnie dekorowano i przyozdabiano. Na ten dzień przygotowywano też specjalny oddział ludzi, którzy obsługiwali przyjezdnych, gdyż Transport i Spedycja sami nie daliby rady tego dokonać. Oczywiście jak to w życiu bywa, zawsze i wszędzie musi pojawić się ktoś kto pragnie zakłócić przebieg uroczystości, by zawładnąć światem. W tym wypadku zagorzałym wrogiem Transporta i Spedycji był człowiek znany przez wszystkich jako tajemniczy mister Samochodzik. Chciał on przejąć władzę nad wioską, ale to tego musiał pozbyć się przywódcy. Wtedy nareszcie giełda transportowa byłaby w jego posiadaniu, a on przy jej pomocy podbiłby świat i stałby się bogaty.

Dziecko wybrało to o czym ciągle w domu się mówi, to zrozumiałe. Ale dlaczego mu tak dobrze poszło? Tym razem nie byłbym zawiedziony gdyby zadanie jej "nie wyszło". A Wy co o tym myślicie?

Licencja: Creative Commons